Data wydania: 12.05.2009 r. Przegląd prasy

WYDARZENIA

Polska

Zagranica

KOMENTARZE, OPINIE, WYWIADY

NAUKA, KULTURA, SPOŁECZEŃSTWO

W SKRÓCIE

WYDARZENIA  

Polska  

Rzeczpospolita: TK o religii na świadectwie  

1 lipca Trybunał Konstytucyjny rozpatrzy wniosek posłów lewicy w sprawie wliczania stopnia z religii do średniej ocen na świadectwie. Zmianę tę wprowadził rozporządzeniem były minister edukacji Roman Giertych.

Obecna minister Katarzyna Hall nie zmieniła jego decyzji, tłumacząc, że czeka na decyzję TK.

powrót do spisu treści

Polska Warszawa: Już w sobotę finał ogólnopolskiego konkursu o papieżu  

Warszawskie wydanie dziennika „Polska” informuje, że dobiega końca V edycja Konkursu Papieskiego „Papież o Młodych, Młodzi o Papieżu”, który organizuje Instytut „Tertio Millennio”. Rozstrzygnięcie już w sobotę 16 maja.

W konkursie biorą udział uczniowie szkół ponadgimnazjalnych z całej Polski. Rywalizują ze sobą od 1 lutego. Do ostatniego III etapu przeszło 50 osób z całej Polski. Uczniowie pisali esej o objętości 6 tys. znaków. Tematy dotyczyły głównie aktualnych problemów społecznych i szeroko rozumianego Kościoła. W sobotę przed lokalnymi komisjami konkursu w Warszawie, Gdańsku, Katowicach, Krakowie, Lublinie, Łodzi, Poznaniu, Szczecinie, Toruniu oraz Wrocławiu młodzi ludzie będą musieli dokonać publicznej obrony swojej pracy. W komisjach zasiadają specjaliści w dziedzinie nauczania Jana Pawła II. Zwycięzcy pojadą na wycieczkę do Rzymu. Pozostali uczestnicy konkursu dostaną aparaty cyfrowe, odtwarzacze MP4 oraz zestawy książek. Nagrodę otrzyma także szkoła, której uczniowie najliczniej wzięli udział w pierwszym etapie konkursu – czytamy.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza Rzeszów: Szkoła ostrzega przed bałwochwalstwem  

Kursy szybkiego nauczania, wschodnie sztuki walk, Harry Potter i tatuaże to według plakatu, który przez kilka tygodni wisiał w Szkole Podstawowej nr 8 w Rzeszowie - przejawy bałwochwalstwa, których należy się wystrzegać. Pisze o tym Agata Kulczycka na łamach rzeszowskiej Gazety Wyborczej.

- W jednej z sal w szkole mojego dziecka na ścianie wisi plakat, w którym do jednego wora wrzucono rzucanie klątw i uroków, Buddę, wróżby andrzejkowe, medycynę niekonwencjonalną i metody szybkiego nauczania, jako przejawy bałwochwalstwa. Nie podoba mi się, że tak nachalnie wciska się dzieciom takie treści w publicznej szkole. Mam poważne wątpliwości, czy podstawówka to odpowienie miejsce do ich propagowania. Zwłaszcza publiczna, gdzie mają prawo uczyć się nie tylko katolickie dzieci - zgłosił w ubiegłym tygodniu czytelnik Gazety Wyborczej i przysłał wykonane telefonem komórkowym zdjęcie. Na górze, nad wizerunkiem krzyża, jest treść pierwszego przykazania: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną" i cytaty z Pisma św. oraz Katechizmu Kościoła Katolickiego. Pod spodem wielki napis: "Strzeż się bałwochwalstwa" i długa lista tego, czego wystrzegać się należy. Obok satanizmu jest Harry Potter, a przy wróżbach andrzejkowych - halloween, kabała, tarot i ... tatuaże. "Najbardziej jednak zaskakuje na liście tych praktyk, których należy się wystrzegać obecność kursów szybkiego nauczania, czy wschodnich sztuk walki. Ilustracjami tych treści - obok krzyża - są m.in. pentagram, pacyfka oraz drzewko szczęścia" - czytamy.

Na plakacie jest adres internetowy wydawnictwa, które plakat wypuściło na rynek. - Wszystko to jest zgodne z naukami Kościoła - zapewnia pracownica tego wydawnictwa. Jak się okazało - plakatu na ścianie w rzeszowskiej szkole już nie ma. Ale nie dlatego, że ktoś się dopatrzył w nim niewłaściwych treści. - Wisiał przez dwa tygodnie, a kiedy ksiądz zmienił dekoracje został ściągnięty - mówi Dariusz Kuźniar, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 8 w Rzeszowie. Sam plakatu wiszącego na ścianie nie widział, ale ma całkowite zaufanie do katechety. - Trudno mu nie ufać. Ks. Marek Dyło w ubiegłym roku obronił doktorat. Jest doświadczonym katechetą, pracuje u nas czwarty rok - argumentuje dyrektor Kuźniar i dodaje: - Główym opiekunem sali jest ksiądz, on odpowiada za wszystkie zamieszczane na gazetkach treści, ale sam skończyłem dwuletnie podyplomowe studia z religii i te treści nie są mi obce, ani mnie nie rażą. Gbybym był księdzem, sam wywiesiłbym taki plakat. Albo się jest katolikiem na 100 proc. i przyjmuje się nauki Kościła, albo się katolikiem nie jest.

"Wśród symboli, które zostały umieszczone na plakacie, jest m.in. posążek Buddy. Czy nie jest to propagowanie nietolerancji religijnej?" - dopytuje Kulczycka. - Nie widzę tu nic takiego. Co więcej na miejscu ucznia, gdy zobaczyłbym taki plakat, na pewno chciałbym się dowiedzieć czegoś więcej na temat Buddy i buddyzmu - odpowiada dyrektor Kuźniar. Podobnego zdania co to tego plakatu jest także Antoni Wydro, wicekurator oświaty, który uważa, że ten plakat to jedynie "zbiór informacji". - W jego treściach nie ma nic zdrożnego, nic co źle oddziaływałoby na dzieci. Przeciwnie: w moim odczuciu robi dużo dobrego. Dzieci często noszą talizmany, wisiorki nie zdając sobie sprawy z ich znaczenia, a na plakacie jest adres strony, gdzie można wejść i sprawdzić co dany znak oznacza - mówi wicekurator i podkreśla: - Nauczanie i wychowanie w polskiej szkole, zgodnie z ustawą o systemie oświaty, respektuje chrześcijański system wartości.

"Choć ks. dr Marek Dyło, który wywiesił plakat wyraził chęć rozmowy z "Gazetą", nie udało się nam z nim skontaktować. Dyrektor szkoły nie zgodził się przekazać nam numeru telefonu do księdza, a na pozostawiony przez nas numer ks. Dyło nie oddzwonił" - czytamy.

Dr Anna Siewierska-Chmaj, wicedyrektor Instytutu Badań nad Cywilizacjami Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, komentuje: - Nie widzę merytorycznego uzasadnienia do krytykowania w jednym zdaniu jako przykładów bałwochwalstwa kursów szybkiego nauczania, wschodnich sztuk walk i akupunktury. Jaką pokrętną logiką musiał się kierować autor wybierając takie a nie inne zjawiska do wytłumaczenia bałwochwalstwa dzieciom? Mam wątpliwości czy szkoła podstawowa jest dobrym miejscem do eksponowania takich treści. Na tym poziomie edukacji na lekcji religii powinno się mówić przede wszystkim o miłości bliźniego, propagować pozytwane, a nie negatywne treści i postawy. Nie potrafię też zrozumieć, jak można na katechezie uczyć niechęci do innych religii, a w takim kontekście został tam przecież umieszczony Budda. To oburzające, buddyzm jest przecież jedną z pięciu największych religii świata! Szkoła to miejsce, gdzie dzieci powinny się uczyć otwartości na świat, innych ludzi, bez względu na to jak bardzo różnią się od nas i jak różną wyznają religię. U nas na uczelni uczą się studenci z Nepalu, którzy są buddystami. Nie można uczyć niechęci do ich religii, bo od słów do czynu jest bardzo blisko. A konsekwencje mogą być przerażające. Dla nas napewno oburzające byłoby, gdyby w szkole w Indiach wywieszony został plakat, na którym krzyż umieszczony zostałby razem z pentagramem. Skoro więc tego wymagamy od innych, dlaczego nie od siebie?" - pyta.

powrót do spisu treści

Nasz Dziennik: Święci i błogosławieni z Podkarpacia  

W Muzeum Podkarpackim w Krośnie do czerwca oglądać można wystawę pt. "Święci i błogosławieni z Podkarpacia" – czytamy w Naszym Dzienniku. Ekspozycja prezentuje sylwetki świętych, błogosławionych i Sług Bożych związanych z terenem dawnego województwa krośnieńskiego.

Na wystawie zaprezentowane zostały wszelkie pamiątki osobiste, przedmioty liturgiczne, dzieła sztuki, dokumenty, przedmioty kultu, materiały ikonograficzne związane ze świadkami wiary. Zwiedzając wystawę zapoznać się można ze świętymi: o. Janem z Dukli, o. Andrzejem Bobolą, ks. bp. Józefem Sebastianem Pelczarem i ks. Zygmuntem Gorazdowskim. Autorzy wystawy nie zapomnieli i o tych, którzy dziś w Kościele noszą tytuł "błogosławiony", i pokazali ks. Bronisława Markiewicza, Stanisława Starowiejskiego, ks. Władysława Findysza, ks. Władysława Błądzińskiego, ks. Wojciecha Nierychlewskiego, s. Katarzynę Celestynę Faron. Na ekspozycji zaprezentowani zostali także Słudzy Boży, wobec których rozpoczął się proces beatyfikacyjny: s. Anna Kaworek, s. Leonia Maria Nastał i ks. Wojciech Maria Baudiss.

- Ekspozycja ta ma przede wszystkim wymiar edukacyjny, skierowany głównie do młodzieży szkolnej. Pragniemy poprzez wystawę pokazać dorobek duchowy i społeczny wielkich synów i córek Kościoła katolickiego na Podkarpaciu. W czasach, w których człowiek często bezskutecznie szuka ideałów, świadectwa ich życia powinny stanowić czytelny wzorzec dla współczesnego pokolenia. Poza tym wystawa przybliży mieszkańcom regionu krośnieńskiego osoby, których dzieła nie zakończyły się wraz z ich śmiercią, ale są kontynuowane do dziś - tłumaczy Łukasz Kyc, jeden z autorów ekspozycji.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza Radom: Heroizm ewangelików, trudne losy Niemców  

Książka o radomskiej parafii ewangelickiej ma przełamać stereotyp, że ewangelicy to Niemcy, a wszyscy Niemcy byli źli. Ma też przypomnieć niezwykłe losy radomskich ewangelików, wśród których nie brak było wybitnych postaci.

Fakt, że podczas wojny w Radomiu istniały dwie parafie ewangelickie - polska i niemiecka, jest prawie nieznany. W 1941 r. na założenie polskiej parafii zgodził się, wydając specjalny rozkaz, generalny gubernator Hans Frank. W Generalnej Guberni były tylko cztery polskie parafie ewangelickie: w Warszawie, Krakowie, Częstochowie i właśnie w Radomiu. Ale ci, którzy zadeklarowali przynależność do parafii polskiej, musieli znosić szereg represji. Losy radomskich ewangelików podczas okupacji niemieckiej były dramatyczne. Najwcześniej represje dosięgły proboszcza - wówczas jeszcze jednej parafii radomskiej - ks. Edmunda Friszke. Już 21 września 1939 r. gestapo aresztowało go po donosie mieszkańca Godowa. Trafił do obozu koncentracyjnego w Sachsenchausen-Oranienburgu, później w Dachau. Mógłby wrócić, gdyby zgodził się podpisać volkslistę i przestał być duchownym. Friszke odmówił. Obozy przeżył, a gdy wrócił do Radomia proboszczem polskiej parafii (do 1947 r.) był ks. Włodzimierz Missol. Ks. Friszke pojechał do parafii w Olsztynie. Zmarł w 1958 r. - Syn księdza - prof. Andrzej Friszke, historyk IPN - dotarł do dokumentów, z których wynika, kto wydał jego ojca. Co było w donosie? Nie wiadomo. Jest natomiast bezsprzeczne, że ks. Friszke był aktywnym działaczem patriotycznym. Wspierał Polskie Towarzystwo Ewangelickie i popierał biskupa Juliusza Burschego, który uważał, że kościół ewangelicki trzeba spolonizować. Bursche był w delegacji polskiej na Kongres Wiedeński, opowiadał się jako zwolennik przyłączenia Zaolzia do Polski - opowiada ks. Wojciech Rudkowski, proboszcz radomskiej parafii.

Biskup Bursche także został przez Niemców wywieziony do obozu koncentracyjnego Sachsenchausen-Oranienburg. Najpierw po aresztowaniu w Lublinie przewieziono go do Radomia. Przez 10 dni trzymano go w więzieniu gestapo przy ul. Kościuszki. W Sachsenchausen-Oranienburgu siedział w celi, w której w innym czasie przebywali także prezydent Radomia Józef Grzecznarowski i Kazimierz Kelles-Krauz. Obaj to znani i wybitni działacze PPS. O ich pobycie w obozie przypomina specjalna tablica. W książce znajdzie się jej zdjęcie.

- Chcemy pokazać w tej publikacji heroizm polskich ewangelików podczas okupacji, ale także trudne losy Niemców osiadłych w okolicy. Generalnie Niemcom powodziło się dobrze, mieszkali na wsiach, uprawiali rolę. Niektórzy byli wcielani do armii, inni - nie mając obywatelstwa niemieckiego - podpisywali volkslistę - opowiada ks. Rudkowski.

Sam ks. Rudkowski wiele czasu poświęca gromadzeniu dokumentów, które wzbogacą publikację. Wiele spodziewa się po spotkaniu z byłymi kolonistami niemieckimi, którzy mieszkali w Radomiu i okolicach, a pod koniec wojny zostali ewakuowani do Niemiec. Takie spotkania odbywają się w Falkenhagen koło Frankfurtu nad Odrą. Co trzy lata zaś byli parafianie wybierają się w sentymentalną podróż do Radomia. By popatrzeć, jak zmienia się miasto, odwiedzić stare kąty, zrobić zdjęcia w kościele przy Reja, przy chrzcielnicy, gdzie byli chrzczeni.

Obie parafie - polska i niemiecka - korzystały z jednego kościoła, miały tę samą kancelarię. W księgach parafii niemieckiej są zapisane wszystkie chrzty, a w polskich tylko polskie. Córka ks. Friszke potwierdza, że nigdy nie było żadnych konfliktów między obiema radomskimi parafiami.

powrót do spisu treści

Dziennik Polski: Super Wiktor Specjalny dla kardynała Dziwisza  

Super Wiktor Specjalny trafił do metropolity krakowskiego kard. Stanisława Dziwisza. Były prezydent Lech Wałęsa, dziennikarz Piotr Kraśko i kierowca wyścigowy Robert Kubica otrzymali Wiktory 2008 podczas gali w warszawskim Hotelu Sofitel Victoria. Lech Wałęsa otrzymał Wiktora w kategorii najpopularniejszy polityk roku z rąk byłego premiera Jerzego Buzka. Super Wiktory otrzymali aktor Franciszek Pieczka oraz autorka programu „Sprawa dla reportera” Elżbieta Jaworowicz.

powrót do spisu treści

Polska: Ksiądz z Zapcenia garnie się do pożarów  

Ksiądz Jacek Somerski zapisał się do jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej w Zapceniu pod Bytowem na Pomorzu – czytamy w dzienniku Polska. Tym samym stał się drugim duchownym, który będzie służył nie tylko modlitwą, ale i sprawnymi rękoma w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia. W ubiegłym roku w tej samej gminie w szeregi OSP wstąpił proboszcz parafii Lipnica, ksiądz Leszek Wołoszyk, który został również kapelanem strażaków. – Mam blisko do remizy, co jest bardzo ważne w nagłych przypadkach, a poza tym wstąpienie w szeregi strażaków jest dla mnie zaszczytem – podkreśla ksiądz Somerski, który złożył ślubowanie podczas ostatnich obchodów Dnia Strażaka w Zapceniu. Wraz z nim przyjęto dwóch innych ochotników. Jest wśród nich Zdzisława Richter, trzecia kobieta w jednostce OSP Zapceń.

powrót do spisu treści

Polska - Gazeta Wrocławska: Nawa mogła zawalić się na wiernych  

Inspekcja budowlana zamknęła część ząbkowickiego kościoła pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. Uznano, że powstało tam zagrożenie dla ludzi. Decyzja inspektorów zaskoczyła nie tylko wiernych, ale także siostry klaryski od wieczystej adoracji, które opiekują się świątynią. - Małe pęknięcia pojawiły się co prawda pół roku temu - mówi Maria Gabriela Pałęga, siostra przełożona ząbkowickiego zakonu. - Nie sądziłyśmy jednak, że tak szybko dojdzie do decyzji o zamknięciu świątyni. Na szczęście wyłączona została tylko nawa główna.

Jak czytamy, inspekcja budowlana musiała to zrobić, bo uszkodzenia są poważne. O tym, co dalej zrobić z pękającym stropem, będą dyskutować 13 maja inspektorzy budowlani, urzędnicy, konserwatorzy zabytków i siostry klaryski na rozprawie administracyjnej. Wtedy zapadną decyzje. Już dziś wiadomo, że prace mogą być kosztowne, a siostry zakonne same nie udźwigną ich finansowo. - Na pewno będziemy musiały zlecić wykonanie drogiej ekspertyzy - dodaje siostra Maria Gabriela. - Na razie nie mamy na to pieniędzy. Będziemy zabiegać o dotacje i prosić wiernych o wsparcie. Datki na przyszły remont już dzisiaj można wpłacać na konto bankowe sióstr klarysek. Pomoc deklarują także władze miasta, dla których kościół to nie tylko miejsce kultu, ale także jeden z najstarszych zabytków. - Samorząd na pewno będzie wspierał siostry klaryski w sfinansowaniu ekspertyzy i remontu - mówi Krzysztof Kotowicz, burmistrz miasta.

To nie pierwszy taki przypadek w regionie, kiedy budynek kościoła zaczął pękać. - Do podobnych sytuacji dochodzi na naszym górskim terenie dość często - mówi Barbara Obelinda, szefowa wałbrzyskiego oddziału Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków. - Duże budowle są szczególnie podatne na aktywność geologiczną. A grunt w Sudetach, szczególnie po ostatnich powodziach, nie należy do najbardziej stabilnych.

Przyznaje, że duże problemy były ostatnio z pękającymi stropami i ścianami w wałbrzyskim kościele pw. Aniołów Stróżów - w samym centrum miasta. Świątynia została uratowana dzięki kilkudziesięciu założonym kotwom. - W ubiegłym roku strop pękał w kościele św. Anny w Ząbkowicach Śląskich. Tam też udało się opanować sytuację, remontując dach - dodaje Barbara Obelinda.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza Warszawa: "Święto baroku" w Muzeum Pałacu w Wilanowie  

Około 200 obiektów m.in. portrety, kunsztowne srebra i tkaniny z warsztatów paryskich oraz złoty rzymski relikwiarz można będzie od wtorku oglądać na wystawie 'Święto Baroku. Sztuka w służbie prymasa Michała Stefana Radziejowskiego (1645-1705)' w Muzeum Pałacu w Wilanowie.

Na wystawie zaprezentowano dzieła sztuki XVII wieku, pochodzące z kolekcji prymasa Michała Stefana Radziejowskiego, kolekcjonera i konesera sztuki. Wiele z dzieł odziedziczył po ojcu - Hieronimie Radziejowskim, który zapisał się w dziejach jako jeden z niesławnych zdrajców. Skłócony z królem związał się ze Szwedami i w czasie potopu obrabował z zemsty kolekcję króla Jana Kazimierza.

Dyrektor Muzeum Pałacu w Wilanowie Paweł Jaskanis ocenił podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Warszawie, że wystawa ta jest jedną z największych i najważniejszych wystaw wilanowskiego muzeum. - To projekt duży, kosztowny, ale niezbędny (...) Michał Stefan Radziejowski był wielkim mecenasem artystów - mówił Jaskanis.

Kurator ekspozycji, Jerzy Żmudziński ocenił, że prymas Radziejowski dorównywał znawstwem i skalą swego mecenatu monarchom polskim i europejskim. - Pracowali dla niego ci sami artyści, którzy pozostawali na usługach Jana III, Augusta II Mocnego i Ludwiga XIV - mówił Żmudziński.

Wystawa będzie czynna do 15 września.

=> Por. Gazeta Wyborcza Warszawa: Skarby prymasa Radziejowskiego

powrót do spisu treści

Dziennik Polski: Muzyka gregoriańska [u dominikanek na Gródku]  

Estoński zespół Linnamuusikud wystąpi z koncertem pt. „Wzleć ponad smutek”, na który złożą się responsoria gregoriańskie, ugrofińskie pieśni, estoński chorał narodowy oraz utwory średniowieczne i wczesnobarokowe. Koncert rozpocznie się dziś, 12 maja, o godz. 19.30, w kościele Matki Boskiej Śnieżnej, ss. Dominikanek na Gródku, przy ul.Mikołajskiej 21. Wstęp wolny.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza Białystok: Zaczynają się przesłuchania festiwalu muzyki cerkiewnej  

Chórzyści sposobią się do ostatnich prób, ochraniają gardła, po raz ostatni sprawdzają czy z festiwalową garderobą wszystko w porządku... To już ostatni moment - we wtorek po południu w soborze św. Trójcy w Hajnówce - pierwszy dzień przesłuchań.

Na Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej mieszkańcy i wielbiciele muzyki cerkwi prawosławnej czekają cały rok. Pierwszego dnia nie zabraknie gospodarzy, chórów z Podlasia, ale również gości z dalszych stron Polski. Z cerkiewnym śpiewem zmierzy się Tercet Rodzinny z Makówki oraz chórzystki z parafii prawosławnej Zaśnięcia NMP z Kalnikowa. Początek - godz. 16. I o tej porze do piątku włącznie zaczynać się będą przesłuchania kolejnych chórów. W sumie wystąpi prawie 30 zespołów z Polski, Serbii, Gruzji, Bułgarii, Grecji, Rosji.

powrót do spisu treści

Nasz Dziennik: Kocham Pana Boga, Kościół, Polskę, ludzi [O. Rydzyk do słuchaczy Radia Maryja]  

W Naszym Dzienniku o. Tadeusz Rydzyk przypomina o zbliżającej się dorocznej pielgrzymce Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę. W tym roku odbędzie się ona pod hasłem "Otoczmy troską życie. Nieśmy miłość każdemu człowiekowi”.

„Prosimy zdolne Panie i Panów o robienie i przesyłanie do Radia Maryja małych moherowych berecików o średnicy 5 cm, które przyczepimy sobie na Jasnej Górze na naszych ubraniach. Prosimy o wiele tysięcy tych berecików. W tych berecikach przesłanych do Radia Maryja umieścimy napis "Kocham Pana Boga, Kościół, Polskę, ludzi". Opatrzymy też specjalnym, pamiątkowym stemplem Radia Maryja. Bereciki prosimy przesyłać do Radia Maryja najpóźniej do 30 czerwca. Potrzebujemy ich tysiące. Stu wykonawcom największej liczby moherowych berecików wręczymy na Jasnej Górze piękne, małe srebrne odznaki Radia Maryja” – zwrócił się dyrektor Radia do słuchaczek.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza Katowice: Powstaje Szlak Cmentarzy Żydowskich  

Przez lata zaniedbane żydowskie nekropolie doczekały się opiekunów. W powiecie gliwickim powstaje właśnie Szlak Cmentarzy Żydowskich. Obejmie kirkuty w Sośnicowicach, Toszku, Pyskowicach i Wielowsi. Na każdym z cmentarzy zostaną umieszczone jednakowe tablice z ich historią oraz z informacjami dla turystów. Planowana jest także strona internetowa i publikacja poświęcona żydowskiemu dziedzictwu w powiecie.

Pomysłodawcami powstania Szlaku są nauczyciele historycy Grzegorz Kamiński i Dariusz Walerjański, którzy też zrezygnowali z honorariów za napisanie publikacji, udostępnienie na stronę internetową fotografii i materiałów z własnych zbiorów oraz opracowanie opisów historycznych na tablice umieszczone przed kirkutami. Szlak ma też poparcie Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Katowicach.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza Lublin: Cztery lata dla organisty za pedofilię?  

Czterech lat więzienia zażądał prokurator dla organisty archikatedry lubelskiej oskarżonego o molestowanie seksualne czterech chłopców w jednym ze żłobków. Proces S. i jego żony toczył się przed sądem rejonowym przez siedem lat. W poniedziałek przyszedł czas na mowy końcowe. Prokurator domagał się kary bezwzględnego więzienia dla oskarżonych, ich obrońca całkowitego uniewinnienia. Wyrok ma zostać ogłoszony za tydzień.

Do molestowania miało dojść w latach 1999-2001, gdy S. uczył rytmiki w jednym z lubelskich żłobków, a jego żona pracowała tam jako opiekunka. Po doniesieniu jednego z ojców, który zauważył niepokojące objawy w zachowaniu syna, prokuratura przesłuchała ponad setkę rodziców, których dzieci chodziły do żłobka. Wiarygodność czterech chłopców, którzy mieli być wykorzystani, ocenili biegli psychologowie. Jak w ujawniła "Gazeta", mimo oskarżeń o pedofilię S. wciąż gra w archikatedrze lubelskiej. Jej proboszcz ks. Adam Lewandowski wierzy, że mężczyzna jest niewinny, a oskarżenia bezpodstawne. Proboszcz do czasu prawomocnego wyroku nie chcę również odpowiedzieć na pytanie, czy S. dalej będzie pełnił swoją funkcję. Komentarza do czasu orzeczenia odmawia też lubelska kuria - czytamy.

powrót do spisu treści

Zagranica  

Rzeczpospolita: Hiszpański Kościół przegrał z nauczycielami religii  

Sąd Najwyższy nakazał episkopatowi wypłacenie setek tysięcy euro odszkodowań i zaległych pensji katechetom zwolnionym – jak stwierdził – z naruszeniem konstytucji i prawa pracy. W oczach Kościoła religii nie może nauczać np. osoba, która nie żyje w zgodzie z jego nauczaniem. Sąd uważa z kolei, że życie prywatne nauczyciela nie może być powodem zwolnienia z pracy.

powrót do spisu treści

Rzeczpospolita: [Żydzi zbojkotowali unijną konferencję przywódców religijnych w Brukseli]  

Żydzi zbojkotowali unijną konferencję przywódców religijnych w Brukseli w proteście przeciwkouczestnictwu radykalnych islamskich organizacji. W spotkaniu wzięli udział między innymi Bracia Muzułmanie. Bojkot skrytykował jedyny obecny na spotkaniu Żyd rabin Levi Matusof z Europejskiego Centrum Rabinatu. – To dialog między liderami religijnymi i instytucjami UE, a nie między religiami – stwierdził. Reprezentanci chrześcijan i muzułmanów spotkali się między innymi z przewodniczącym Komisji Europejskiej Jose Manuelem Barroso. Barroso wyraził żal z powodu bojkotu: – Jest czas jedności, a nie izolacji.

powrót do spisu treści

Rzeczpospolita: Kościół scjentologiczny będzie nielegalny w Belgii?  

Belgijski sąd może dziś uznać Kościół scjentologiczny za organizację przestępczą. Oszustwa, wymuszenia, łamanie przepisów handlowych, nielegalne praktyki medyczne i prowadzenie organizacji przestępczej – takie zarzuty belgijska prokuratura postawiła sekcie, której najbardziej znanym przedstawicielem jest amerykański aktor Tom Cruise.

Dochodzenie przeciwko sekcie trwało aż dziesięć lat, od 1997 do 2007 roku, po skardze złożonej przez byłego scjentologa. Jeśli belgijski sąd przychyli się do wniosku prokuratury, po raz pierwszy na świecie Kościół scjentologiczny stanie się organizacją nielegalną. Nie tylko w Belgii, ale w całej Europie. Bo właśnie Brukselę scjentolodzy obrali za swoją europejską siedzibę, a biuro umieścili w pobliżu Komisji Europejskiej. Nie starcza im tam jednak miejsca, więc zapowiedzieli już budowę nowego sześciopiętrowego budynku w innej dzielnicy Brukseli.

Mimo że w wielu krajach europejskich stosunek do scjentologów jest dużo bardziej podejrzliwy niż w USA, to nikt do tej pory nie posunął się do uznania scjentologów za kryminalistów. Zakaz działania sekty rozważano także w Niemczech, ale ostatecznie uznano, że nie tędy droga. Specjalna komisja zajęła się sprawą scjentologów na wniosek Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i uznała, że ważniejsze jest przestrzeganie wolności słowa. – Jeśli ktoś poważnie wierzy w to, że zagraża nam 5 tysięcy scjentologów, to jest tchórzem – mówił rok temu szef niemieckiej komisji ministerialnej.

Kościół scjentologiczny założył w 1954 roku Amerykanin Ron L. Hubbard, autor powieści science fiction. W USA organizacja posiada status Kościoła, w Europie uchodzi za sektę. Ponad 700 ośrodków Scientology działa w 65 krajach.

powrót do spisu treści

KOMENTARZE, OPINIE, WYWIADY  

Gazeta Wyborcza Radom: Rozmowa o zawiłych losach ewangelików  

W radomskiej Gazecie Wyborczej znajdujemy wywiad Magdaleny Ciepiela z dr Jarosławem Kłaczkowem, historykiem UMK w Toruniu, na temat losów radomskich ewangelików .

Skąd Pana zainteresowanie dziejami parafii ewangelicko-augsburskiej w Radomiu? – pyta dziennikarka. Pochodzę z Radomia – odpowiada dr Kłaczkow. Historią rodzinnego miasta interesowałem się od dzieciństwa. Od połowy lat 90. interesuję się historią parafii ewangelickiej. Owocem tych badań były publikacje "Historia parafii ewangelicko-augsburskiej w Radomiu" oraz "Ewangelicy w Radomiu i regionie XVI-XX w." Starałem się w nich przypomnieć zapomniane już dziś sylwetki radomskich ewangelików. Byli to przede wszystkim przedsiębiorcy, przedstawiciele wolnych zawodów: pisarze, lekarze, prawnicy. M.in. dzięki nim mamy w centrum miasta reprezentacyjne, utrzymane w wielkomiejskim stylu kamienice z przełomu XIX i XX w.

Czy historia radomskiej parafii bardzo różni się od innych? Parafia radomska jest w jakiejś mierze depozytariuszem pamięci i tradycji małopolskiej reformacji. Do początku XIX w. na tych terenach przetrwały nieliczne rodziny szlacheckie wyznające kalwinizm, m.in. Skierscy. Po powstaniu parafii ewangelickiej w 1826 r. weszli do niej zarówno przybyli tutaj z krajów niemieckojęzycznych luteranie, jak i wspomniane rodziny ewangelicko-reformowane. Dlatego od samego początku funkcjonowania parafii była ona dwuwyznaniowa (ostatni kalwiniści znikają z życia zboru dopiero w 1949 r.) i dwujęzyczna. Element polski z biegiem czasu zaczął przeważać w mieście, gdzie w 1939 r. mieszkało ok. 480 polskich ewangelików. Związane to było z polonizacją przybyszy z Niemiec, która odbywała się bądź poprzez małżeństwa, bądź przez bardzo silny wpływ polskiej tradycji i kultury. W parafii radomskiej pracowali zawsze polscy duchowni. To także miało wpływ na proces asymilacji.

Jakie były losy społeczności ewangelickiej Radomia w okresie wojny? – pyta Magdalena Ciepiela. Podobne jak ich katolickich sąsiadów – mówi historyk. Specyfika pochodzenia radomskich ewangelików kreśliła jednak bardziej skomplikowane sytuacje. Weźmy choćby rodzinę radomskich przedsiębiorców Kindtów. Syn byłego kuratora parafii Gustaw Kindt był porucznikiem Wojska Polskiego. Po 17 września 1939 r. dostał się do niewoli sowieckiej. Trafił do obozu w Kozielsku, a następnie został zamordowany w Katyniu. Pozostali w Radomiu członkowie rodziny zostali zmuszeni do przyjęcia volkslisty, tym niemniej dalej utrzymywali kontakty głównie z Polakami, członkami polskiej parafii ewangelickiej. Przechowali także część wyposażenia z mieszkania rodziny Karschów i Pinno. Te polsko-ewangelickie rodziny zostały bowiem wysiedlone przez hitlerowców z reprezentacyjnej kamienicy przy obecnym placu Konstytucji 3 maja. Radomscy ewangelicy byli także poddawani bardziej drastycznym formom represji. Dotykało to zarówno Polaków, jak i spolonizowanych Niemców.

Przygotowywana przeze mnie wraz z ks. Wojciechem Rudkowskim publikacja – mówi dalej dr Kłaczkow będzie próbą odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące losów ewangelików radomskich w okresie okupacji. Radom był w tym czasie jednym z ważniejszych miast w Generalnej Guberni (mieściła się tutaj siedziba dystryktu). W mieście i okolicach mieszkało stosunkowo dużo ewangelików (ok. 5 tys.). Tu także udało się powołać do życia osobną polską parafię. Oprócz Radomia takie przypadki miały miejsce tylko w Warszawie, Krakowie i Częstochowie.

Kiedy się kończy historia parafii niemieckiej w Radomiu? dopytuje dziennikarka. Tuż po wkroczeniu Rosjan do Radomia dwaj bracia Trandowie (obaj późniejsi duchowni Kościoła ewangelicko-reformowanego) zawiesili na drzwiach kościoła tablicę "Polski Kościół Ewangelicki". Oddawało to stan faktyczny. Ludność niemiecką z kolonii Wehrmacht zmusił w styczniu 1945 r. do ewakuacji. W mieście pozostali Polacy. Był to koniec dwunarodowej parafii. Odtąd jej historia pisana była już tylko polskimi zgłoskami – odpowiada historyk.

powrót do spisu treści

Dziennik: Wynajmowanie brzucha kobiety to prosta droga do niewolnictwa [Rozmowa z Jarosławem Gowinem]  

We wczorajszym wydaniu „Dziennika” opisaliśmy działalność firmy „Elizabeth” z Piaseczna pod Warszawą. Formalnie zajmuje się pośrednictwem w pracy tymczasowej, w praktyce zarabia na kojarzeniu bezdzietnych par z kobietami, które wynajmują swój brzuch i rodzą im dzieci. Wynajęcie takiej kobiety jest banalnie proste, choć kosztowne. Za całą operację trzeba bowiem zapłacić ok. 130 tys. zł. Proceder jest możliwy, bo w Polsce nie ma żadnych regulacji prawnych dotyczących zastępczego macierzyństwa. Na ten temat, na łamach Dziennika, Klara Klinger rozmawia z Jarosławem Gawinem.

- W Polsce bez trudu można znaleźć kobietę, która za pieniądze urodzi komuś dziecko. Prawo tego nie zabrania – mówi Klinger. - Rzeczywiście, nie ma żadnych regulacji dotyczących macierzyństwa zastępczego – przyznaje Jarosław Gowin. - A gdzie nie ma prawa, tam wszystko wolno. Także wynajmować własne ciało. Zakazuje tego nawet dokument tak liberalny jak Konwencja Bioetyczna, ale Polska ciągle Konwencji nie ratyfikowała. Gdybyśmy to zrobili, udałoby się wyeliminować przynajmniej najbardziej skrajne patologie towarzyszące rozwojowi biomedycyny. A dla mnie wynajmowanie innej kobiety do urodzenia własnego dziecka jest patologią. Konwencja zakazuje komercyjnego wykorzystywania ludzkiego ciała, a więc o wynajmowaniu nie może być mowy. W większości krajów europejskich taka praktyka jest zakazana. Nawet w skrajnie pod tym względem liberalnej Wielkiej Brytanii korzystanie z usług surogatki jest dozwolone jedynie w bardzo konkretnych przypadkach, kiedy kobieta nie ma macicy lub gdy ciąża zagraża jej śmiercią. Surogatka nie może z tego jednak czerpać zysków. Cała ta sytuacja nasuwa jednak mnóstwo dylematów moralnych i prawnych. Dlatego opowiadam się za wprowadzeniem w Polsce całkowitego zakazu macierzyństwa zastępczego, zarówno odpłatnego, jak i nieodpłatnego.

- Naraża się pan na zarzut obojętności wobec dramatu kobiet, które nie są w stanie same urodzić dziecka – mówi dziennikarka. - Wiem o tym, głęboko im współczuję. Uważam jednak, że ingerencja ludzka w porządek natury sięga w tym przypadku za daleko – tłumaczy poseł. - Przecież nie wiemy, jakie procesy zachodzą w dziecku, które przebywa w łonie teoretycznie obcej kobiety. Czy nie wytwarza się między nimi więź? W Stanach Zjednoczonych zdarzały się przypadki, gdy zastępcze matki odmawiały po porodzie oddania noworodka matce biologicznej, bo zdążyły go pokochać. Czy podobne procesy nie zachodzą w psychice dziecka?

Poseł Gowin mówi następnie: niekontrolowany rozwój biomedycyny otwiera bramy nowoczesnemu niewolnictwu. Jeżeli zalegalizujemy taką praktykę, to jestem przekonany, że dojdzie do sytuacji, w których pozbawione środków do życia kobiety będą zmuszane do wynajmowania swojego brzucha.

- Matki zastępcze decydują się na to całkiem dobrowolnie – mówi dziennikarka. - Ten sam argument słyszę w odniesieniu do prostytucji – ripostuje Gowin. - Proszę wybaczyć to porównanie, te sfery są bardzo odległe, ale chodzi mi o pokazanie mechanizmu, a jednocześnie zwodniczości argumentu mówiącego o dobrowolności. Bo przecież doskonale wiemy, że w domach publicznych więzione są tysiące kobiet, które w praktyce są niewolnicami. Biomedycyna już dziś prowadzi do podobnych sytuacji, np. do hodowania ludzkich embrionów po to, by zabijając je, otrzymywać składniki służące do leczenia ludzi. Dlatego uważam, że w dziedzinie biotechnologii powinniśmy dmuchać na zimne. Dotyczy to także macierzyństwa zastępczego. Zresztą już sam ten termin jest nadużyciem, bo kojarzy się z rodzicielstwem zastępczym, czyli najbardziej szlachetną i bezinteresowną formą pomocy potrzebującym, jaką jest adopcja. Tymczasem w przypadku surogatek chodzi z reguły o biznes. To samo słyszę od właścicieli klinik zajmujących się zapłodnieniem in vitro. Jednak kiedy rozmawiam z pacjentkami, które często mówią o tym, jak bezwzględnie wymaga się od nich dużych kwot pieniędzy, to zadaję sobie pytanie, ile w tych deklaracjach o chęci niesienia pomocy jest szczerości, a w jakim stopniu pokrywają one żądzę zysku na cudzym nieszczęściu. W moich oczach taka praktyka jest moralnym skandalem. Nie powinniśmy zgadzać się na takie praktyki – uważa poseł - nawet ze świadomością, że taki zakaz pozbawi niektóre kobiety możliwości posiadania dziecka. Proszę jednak zwrócić uwagę na pułapkę, jaką zastawia na nas nasz język. Czy dziecko można posiadać? Przecież ono nie jest rzeczą, nie może być własnością. Jest raczej darem, a przede wszystkim autonomiczną osobą. Dlatego tam, gdzie mamy do czynienia z napięciem między pragnieniem rodziców do posiadania potomstwa a dobrem dziecka, należy stosować się do zasady przyjętej w polskim kodeksie rodzinnym, że wartością nadrzędną jest dobro dziecka.

- Ale w tym przypadku dobro dziecka nie jest chyba naruszone. Przecież ono wraca do swoich genetycznych rodziców – indaguje dziennikarka. - Współczesna psychologia nauczyła nas – wskazuje Gowin - że tak jak w przypadku adopcji, tak i w przypadku zapłodnienia in vitro czy urodzenia przez matkę zastępczą, dziecko powinno być kiedyś poinformowane o całej sytuacji. Na jakie cierpienie je wtedy narazimy? Czy nie pozbawimy go poczucia własnej tożsamości? Czy nie będzie miało dylematu, kogo powinno traktować jako rodzica: kobietę, której kod genetyczny posiada, czy też tę, która je nosiła w swoim łonie? Człowiek powinien okazywać więcej pokory wobec porządku natury. Bo w przeciwnym przypadku świat, który otwiera przed nami rozwój biotechnologii, może okazać się horrorem z powieści Huxleya czy Lema. Macierzyństwo to jedno z ostatnich tabu, jakie ocalały. Czy naprawdę musimy ustępować tym, którzy dążą do jego zniszczenia, by zaspokoić swoje bezwzględne dążenie do zysku

=> Por. Dziennik: Za marzenie o dziecku zapłaciłam już fortunę [Bezpłodna kobieta mówi o poszukiwaniach surogatki] / Lekarz nie może pomagać w niejasnej prawnie procedurze

powrót do spisu treści

Nasz Dziennik: Moherowy tezaurus [Komentarz Andrzeja Solaka]  

W Naszym Dzienniku Andrzej Solak pisze o środowiskach przejętych kondycją polskiego katolicyzmu, nawołujących do uzdrowienia sytuacji, w jakiej się znalazł polski Kościół, poprzez "ostateczne rozwiązanie" problemu Imperium Rydzyka. Jak pisze autor znamienne, że szczególną troskę o Kościół przejawiają środowiska postkomunistyczne i liberalne (SLD, UW, LiD, PO). W szeregach tego swoistego Frontu Ludowego – czytamy dało się zauważyć redakcje licznych pism codziennych (z "Gazetą Wyborczą", "Metrem", "Dziennikiem" na czele) i tygodników (od lewicowej "Polityki" przez obrotowy "Wprost", "prawicową" "Gazetę Polską" po mniej więcej katolicki "Tygodnik Powszechny"), kierownictwa stacji telewizyjnych (Polsat, TVN, okresowo również telewizji publicznej), szefostwo WSI, Lożę B'nai B'rith, a nawet kilku hierarchów Kościoła. Mimo pewnych różnic światopoglądowych wśród zatroskanych właśnie w sprawie Radia Maryja można zaobserwować nić porozumienia przełamującego dotychczasowe podziały. Niewykluczony zjazd zjednoczeniowy czy też sobór ekumeniczny zatroskanych środowisk pod hasłem: "Każdy inny wszyscy równi!" – ironizuje Andrzej Solak.

powrót do spisu treści

NAUKA, KULTURA, SPOŁECZEŃSTWO  

Nasz Dziennik: Próba łamania sumień [ONZ naciska na Polskę w kwestii rozszerzenia dostępności aborcji]  

Jak podaje Nasz Dziennik, ONZ naciska na Polskę w kwestii rozszerzenia dostępności aborcji, wzywając rząd do cenzurowania stron zawierających treści pro-life. Jak czytamy, przebywający z wizytą w Polsce specjalny sprawozdawca ONZ Anand Grover, "niezależny" ekspert powołany do monitorowania, badania i sporządzania raportów na temat przestrzegania praw człowieka, doszedł do przekonania, że największy problem mamy z odmawianiem przez lekarzy aborcji.

Podczas swej wizyty w Polsce Anand Grover miał zwracać uwagę na takie kwestie, jak dostęp do opieki zdrowotnej, zwłaszcza na wsi. Interesowała go też opieka psychiatryczna w więzieniach i sytuacja chorych na AIDS. Miał także zbadać obszar zdrowia prokreacyjnego. Jednak patrząc na raport końcowy wysłannika ONZ, można wnioskować, że frapowało go w głównej mierze to, czy Polki mają nieograniczony dostęp do aborcji i czy lekarze ginekolodzy odmawiają jej przeprowadzania, powołując się na klauzulę sumienia – czytamy w Naszym Dzienniku. Z niepokojem odnotowuję relacje o stronach nienależących do administracji państwowej, które ingerują w dostęp do legalnej i bezpiecznej aborcji powiedział wczoraj Grover. Należy stwierdzić, że państwo zobowiązane jest do uniemożliwienia ingerencji stron nienależących do administracji państwowej w dostęp do legalnej i bezpiecznej aborcji. Państwo zobowiązane jest do stworzenia systemu gwarantującego wszystkim kobietom prawa do legalnych i bezpiecznych aborcji zalecał.

Ze szczególnym niepokojem – mówił Grover odnotowuję liczne relacje i osobiste oświadczenia kobiet stwierdzających, że lekarze powołujący się na klauzulę sumienia odmawiają wykonania legalnych aborcji. Jeśli pracownicy służby zdrowia nie promują i nie chronią podstawowego prawa człowieka, państwo zobowiązane jest prawnie do zapewnienia możliwości korzystania z praw człowieka bez barier biurokratycznych opóźnień.

Spotkałem się z panem Groverem przyznaje Bolesław Piecha (PiS), przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia. Ale nie rozmawialiśmy ani o dostępie Polek do aborcji, ani o dostępie do antykoncepcji. Jestem zaskoczony, że te aspekty znalazły się w jego raporcie. Mówiliśmy o ogólnym dostępie do służby zdrowia w Polsce, o jej kondycji podkreśla zaskoczony.

powrót do spisu treści

Nasz Dziennik: Antykoncepcja za darmo  

W Niemczech już niedługo wszystkie środki antykoncepcyjne, także poronne, będą bezpłatne dla kobiet powyżej 20 lat – informuje Nasz Dziennik.

Niemieccy politycy doszli do wniosku, że pigułki antykoncepcyjne, jeżeli będą wydawane kobietom za darmo, to znacznie obniżą liczbę przeprowadzanych w tym kraju aborcji. Zdaniem polityków wielu partii (w tej kwestii nie ma wyraźnych podziałów politycznych), jedną z podstawowych przyczyn coraz większej liczby dzieciobójstw w Niemczech jest to, że części kobiet nie stać na stosowanie środków antykoncepcyjnych.Pierwszym landem, gdzie zostanie wprowadzony pilotażowy program "darmowych pigułek", jest Meklemburgia Pomorze Przednie. Już w tym tygodniu tematem tym będzie zajmował się lokalny senat w Szwerinie. Jeżeli meklemburski projekt okaże się skuteczny, czyli jeżeli obniży się po jego wprowadzeniu liczba dokonywanych na tym terenie aborcji, to zostanie rozpowszechniony w całym kraju. Wtedy rząd niemiecki, czyli niemieccy podatnicy, nie tylko częściowo zapłaci za aborcje, jak czyni to teraz, lecz także za środki antykoncepcyjne, w tym i poronne.

Obecnie w Niemczech dopłaty za aborcje wynoszą od 300 do 400 euro – podaje dziennik. Kasy chorych dopłacają tym kobietom, których dochody miesięczne na osobę nie przekraczają 961 euro w zachodnich i 929 euro we wschodnich landach. Średnio 85 proc. tak zwanych legalnych aborcji dofinansowywanych jest przez państwo. Polityka państwa doprowadziła do sytuacji, że co siódme nienarodzone jeszcze dziecko jest zabijane. 97 proc. aborcji odbyło się zgodnie z niemieckim prawem, na podstawie uzyskania przez kobietę zaświadczenia z poradni ciążowej, a tylko 3 proc. dokonano z tak zwanych powodów kryminalnych lub zdrowotnych.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza: Pigułka „dzień po” bez recepty  

Hiszpański rząd planuje wprowadzenie do sprzedaży bez recepty tzw. pigułki "dzień po", czyli środka wczesnoporonnego – informuje Gazeta Wyborcza. Pigułki mają być dostępne w aptekach za trzy miesiące i będą sprzedawane każdemu. - Ta metoda powinna być stosowana tylko w nagłych przypadkach - tłumaczy minister zdrowia Trinidad Jimenez. Minister przypomniała, że inne kraje, które zdecydowały się na taki krok, jak Francja, Wlk. Brytania i USA, zanotowały wyraźny spadek niechcianych ciąż. Według ministerstwa w latach 1998-2007 liczba aborcji w Hiszpanii podwoiła się.

powrót do spisu treści

Życie Warszawy (on-line): Mężczyzna ofiarą czarnej mszy satanistów?  

Ciało mężczyzny znaleziono w pustostanie przy ul. Wysockiego - informuje serwis Życie Warszawy Online.

Zwłoki ok. 40-letniego mężczyzny znaleziono w pomieszczeniu, które było pomalowane, według policji, w symbole satanistyczne. Paliły się tam też świeczki. Policja bada przyczyny śmierci mężczyzny.

powrót do spisu treści

Polska - Kurier Lubelski: Duże potrzeby i wielkie długi Małego Księcia [lubelskiego hospicjum]  

- Jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji - przyznaje o. Filip Buczyński, prezes Lubelskiego Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia. Po tym, jak z pomocą darczyńców udało się wybudować potężne i nowoczesne centrum pomocy chorym dzieciom przy ul. Lędzian, wydawało się, że już nic nie stanie na przeszkodzie leczeniu podopiecznych hospicjum. Tymczasem okazuje się, że placówka ma poważne problemy finansowe.

Dom Małego Księcia to nie tylko nowoczesna aparatura, ale i zespół lekarzy, pielęgniarek, psychologów i wolontariuszy, którzy są dostępni dla rodzin chorych dzieci każdego dnia przez 24 godziny na dobę. Mali podopieczni hospicjum, których jest blisko 50, mogą korzystać z dobrodziejstw ośrodka za darmo. Jeden miesiąc funkcjonowania placówki pochłania ponad 200 tys. zł, z czego NFZ refunduje zaledwie połowę. Do tego dochodzi jeszcze niespłacony dług w banku w wysokości 3,5 mln zł. Choć z miesiąca na miesiąc rośnie zadłużenie placówki, jego władze chciałyby udzielać pomocy jeszcze większej liczbie chorych dzieci niż dotychczas. - Niestety, nie możemy wykorzystywać ośrodka w pełnym zakresie. W gabinecie stomatologicznym, gdzie leczymy zęby w znieczuleniu ogólnym, moglibyśmy wykonywać nawet 30 zabiegów w każdym miesiącu. Jednak NFZ podpisał z nami kontrakt tylko na 7 zabiegów miesięcznie - mówi o. Filip Buczyński.

NFZ tłumaczy, że przy podpisywaniu kontraktów stosuje jednolite kryteria podziału środków finansowych w stosunku do wszystkich świadczeniodawców. Zapewnia też, że przeanalizuje możliwość zwiększenia wartości kontraktu w zakresie świadczeń stomatologicznych udzielanych w znieczuleniu ogólnym. - Realizacje tych świadczeń, traktujemy z należytą powagą, gdyż obejmują zwłaszcza osoby niepełnosprawne oraz upośledzone - podkreśla Karol Ługowski, rzecznik prasowy lubelskiego OW NFZ.

Hospicjum im. Małego Księcia szuka sposobów, by zdobyć dodatkowe środki na leczenie małych podopiecznych. Dlatego część usług medycznych świadczy odpłatnie dla osób, które nie znajdują się pod jego opieką. - Uruchomiliśmy też zajęcia fitness dla pań. Dzięki temu promujemy zdrowy styl życia i zdobywamy pieniądze dla ośrodka - informuje prezes hospicjum o. Filip Buczyński. Miesięczny karnet na fitness w budynku hospicjum kosztuje 100 zł. Zajęcia odbywają się od poniedziałku do czwartku w godzinach wieczornych. Z ćwiczeń korzysta już ok. 25 pań, ale zapisy wciąż trwają.

Lubelskie hospicjum do pomocy małym pacjentom zachęca też nowożeńców. Młoda para może poprosić zaproszonych na ślub gości, aby zamiast kwiatów przynieśli artykuły dla dzieci, które trafią do podopiecznych hospicjum. Potrzebne są m.in. gry planszowe, puzzle, klocki, płyty CD z piosenkami dla dzieci, artykuły plastyczne.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza Katowice: Skrawek Nieba unieważniony dla dzieci  

"Placówki po Jacku Pikule nie dostanie ani stowarzyszenie U Siemachy z Krakowa, ani Katolicka Fundacja Dzieciom z Katowic. Miasto zaproponowało, by Skrawek Nieba poprowadziła parafia ewangelicko-augsburska. Być może już nigdy nie wejdą tam dzieci" - pisze katowicka Gazeta Wyborcza.

Przetarg na prowadzenie w Skrawku Nieba świetlicy dla dzieci katowicki MOPS ogłosił w październiku zeszłego roku. Późno - placówka stworzona przez Jacka Pikułę stała pusta przez dwa lata, bo miasto nie wiedziało, co zrobić z pozostawionym w niej sprzętem, chociaż Pikuła oficjalnie i publicznie deklarował, że wszystko przekazuje organizacji, która przejmie jego rolę. Na przetarg wpłynęła tylko jedna oferta, właśnie od Siemachy. Dyrektorka MOPS-u Anna Trepka była zadowolona. Siemacha jest rekomendowaną na świecie marką w branży społecznej, od 16 lat działa na rzecz dzieci i młodzieży marginalizowanej społecznie, prowadzi dzienne ośrodki socjoterapii, rodzinne domy dziecka, mieszkanie chronione, ośrodek terapii i poradnictwa dla rodzin. Dlatego nastąpiła konsternacja gdy następnego dnia, zamiast podać wyniki przetargu, Trepka go unieważniła z powodu zbyt dużych oczekiwań finansowych Siemachy - chcieli 30 zł za dziecko dziennie. Dyrektorka argumentowała, że najdroższy osobodzień w świetlicy prowadzonej przez organizację pozarządową w Katowicach kosztuje 2,5 zł mniej. Przy tym nie było istotne, że w świetlicy miejskiej, która ma identyczne koszty, miasto wydaje codziennie na dziecko 33 zł. - Może znajdzie się organizacja z Katowic, która prowadzi usługi oszczędnie - mówiła Trepka. Zamierzała ogłosić kolejny przetarg. Oznaczało to przedłużenie procedury i niebezpieczeństwo utraty świetnej organizacji na rzecz tańszej. "Gazeta" naciskała, żeby MOPS negocjował z Siemachą, bo stowarzyszenie było gotowe zejść z ceny. Dyrektorka przystała na naszą propozycję, ale do negocjacji nieoczekiwanie zaprosiła jeszcze cztery organizacje z Katowic, wśród nich parafię ewangelicko-augsburską. Żadna z nich nie była zainteresowana ofertą, prócz Katolickiej Fundacji Dzieciom.

Po prawie trzech latach, odkąd Pikuła oddał miastu klucze do Skrawka, usłyszeliśmy od Trzęsimiech, że placówka wróci do macierzy, czyli do parafii ewangelicko-augsburskiej. Legendarny katowicki społecznik wywodził się z tego kościoła i stamtąd dostawał wsparcie dla swoich podopiecznych. - Trwa procedura przekazania placówki w formie darowizny - mówi naczelniczka. W kościele jednak niewiele o tym nie wiedzą. W kancelarii parafii usłyszeliśmy: - Dzieło Pikuły jest nam drogie, ale na razie dostaliśmy tylko ustną propozycję, czy nie bylibyśmy nim zainteresowani.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza: Zarabiają 1 zł dziennie, żeby zachować pracę  

FSO musi na pięć tygodni wstrzymać produkcję aut. A pracownicy idą na urlopy, albo godzą się na drakońskie obniżki płacy - podaje Gazeta Wyborcza. Produkcja chevroletów aveo na warszawskim Żeraniu zostanie wznowiona dopiero 22 czerwca. Przymusowy przestój mocno uderzy po kieszeniach 1880 pracowników FSO. Ci, którzy mają zaległe urlopy, muszą je wykorzystać w czasie przestoju. Część będzie pracować przy remontach i przygotowywać zestawy do montażu na Ukrainie aut koreańskiego koncernu KIA. A reszta załogi? – Pracownicy zgodzili się dobrowolnie zrzec świadczenia pracy przez trzy dni w tygodniu za 5 proc. wynagrodzenia, a za następne dwa dni wolnego dostaną 70 proc. wynagrodzenia – opowiada prezes FSO Janusz Woźniak. Na jeszcze większe wyrzeczenia godzą się pracownicy spółek FSO – np. w Ełku za dobrowolne zrzeczenie się świadczenia pracy, dostaną symboliczne 1 zł dziennie. W ten sposób żerańska firma, która niedawno musiała zwolnić grupowo 650 osób, stara się powstrzymać dalsze redukcje zatrudnienia. – Mamyzamówienia i od 22 czerwca będziemy produkować 21 Aveo na godzinę – mówi Woźniak. Warszawska fabryka jako jedyna w UE produkuje te popularne modele aut na licencji GM DAT, koreańskiej spółki General Motors. Warunki wynagrodzeń w dniach przymusowych przestojów wynegocjowane przez zarząd FSO ze związkami zawodowymi mają obowiązywać do końca sierpnia –chyba że wcześniej wejdą nowe przepisy o wynagrodzeniach na okres przymusowych przestojów, zapowiadane od dawna przez rząd.

powrót do spisu treści

Rzeczpospolita: Wykształceni Polacy emigrują z kraju  

Na początku 2008 roku 2,3 miliona Polaków przebywało za granicą dłużej niż dwa miesiące – wynika z najnowszego raportu Komisji Europejskiej dotyczącego migracji w Europie. Wyjeżdżają głównie ludzie bardzo młodzi (połowa ma mniej niż 29 lat), przede wszystkim mężczyźni, najczęściej z wschodniej i południowej Polski. Zaskakuje wysoki odsetek osób z wyższym wykształceniem wśród emigrantów zarobkowych. Aż 25,7 proc. z nich ma wyższe wykształcenie, w całej populacji Polski zaś –14,7 proc. „Wskazuje to na pojawienie się zjawiska drenażu mózgów” – ocenia raport Komisji.

Zjawisko to jeszcze boleśniej dotyka innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej: wśród wyjeżdżających dopracy z Węgier, Czech czy Litwy aż jedna trzecia ma wyższe wykształcenie - podaje Rzeczpospolita.

powrót do spisu treści

Nasz Dziennik: Przestańcie szkodzić Polsce! [Z listu otwartego do premiera Donalda Tuska]  

Jak pisze Nasz Dziennik, coraz więcej osób składa swój podpis pod listem otwartym do premiera Donalda Tuska i marszałków Sejmu i Senatu: Bronisława Komorowskiego i Bogdana Borusewicza, przeciwko dyskryminowaniu Radia Maryja i inicjatyw z nim związanych.

Gazeta przytacza fragmenty listu z 5 marca br. „Inicjatywy związane z Radiem Maryja są zupełnie wyjątkowym zjawiskiem. Z jednej strony w skrajnie niesprzyjających warunkach tworzą imponująco pożyteczne dzieła, które przysparzają dobra naszej Ojczyźnie i budują wspólnotę nawiązującą do najlepszych tradycji narodowych. Z drugiej strony wszystkie przedsięwzięcia związane z Rodziną Radia Maryja powstają w atmosferze trudnej do zrozumienia wrogości, która przejawia się nie tylko w tworzonych sztucznie przeszkodach i złośliwych blokadach, ale także w demonstrowanej publicznie niechęci przez różne wypowiedzi i obraźliwe komentarze osób publicznych, których zachowania nie sposób dłużej tolerować. Jaskrawym przykładem naruszenia konstytucyjnych powinności jest to wszystko, co wiąże się z całą serią działań bezprawnie blokujących przyznane już fundusze na rozbudowę Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej, a także na badawczy projekt geotermalny w Toruniu” - czytamy.

powrót do spisu treści

Nasz Dziennik: Wypowiedzenie umowy zbada sąd [na prowadzenie badań geotermalnych]  

Nasz Dziennik informuje, iż fakt odebrania Fundacji „Lux Veritatis” wcześniej przyznanych środków na prowadzenie badań geotermalnych przeanalizuje sąd. Pozew w tej sprawie, Fundacja skierowała tuż po zakończeniu prac objętych zerwaną przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej umową. - Zwróciliśmy się do sądu o naprawienie szkody. Byliśmy już w trakcie prac i podpisaliśmy umowy z wykonawcą, kiedy odebrano nam dotację - zaznacza o. Tadeusz Rydzyk CSsR.

W ocenie prof. Jana Szyszko, posła PiS, skierowanie sprawy na drogę sądową było konieczne, gdyż spór, jaki powstał pomiędzy NFOŚiGW i Fundacją "Lux Veritatis", po nieuzasadnionym odebraniu Fundacji wcześniej przyznanych środków na prowadzenie prac wiertniczych, powinien zostać wyjaśniony. Szyszko dodał, że sąd badający sprawę powinien także wskazać i ukarać osoby, które doprowadziły do unieważnienia prawnie zawartej umowy, bo odpowiedzialność za takie działania powinna mieć charakter nie tylko moralny, ale i finansowy.

- Powiem tylko, iż pozew został dobrze przygotowany przez specjalistów i sprawa wydaje się jasna. Chyba że proces będzie miał charakter polityczny - podkreślił o. Tadeusz Rydzyk CSsR. Zaznaczył przy tym, że pozostawienie tej sprawy bez dalszego biegu byłoby "grzechem zaniedbania" i oznaką słabości.

Prace przy odwiercie geotermalnym w Toruniu rozpoczęły się w sierpniu ubiegłegu roku. Innowacyjny projekt, odwiert poszukiwawczo-badawczy miał być finansowany z dotacji NFOŚiGW, z którego Fundacja "Lux Veritatis" miała otrzymać 27 mln złotych. Pod koniec maja ub.r. Fundusz jednak wypowiedział prawnie zawartą umowę, a stało się to na wyraźne polecenie szefostwa Ministerstwa Środowiska. Do tego w lutym br. MSWiA ostatecznie nie zezwoliło społecznemu komitetowi na przeprowadzenie zbiórki publicznej, która miałaby wspomóc badania. Mimo to w marcu br. pomyślnie zakończony został pierwszy etap prac - czytamy.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza: Obama pojedna Izrael z Arabami?  

Barack Obama chce w najbliższych miesiącach rozpocząć negocjacje pokojowe między Izraelem a całym światem arabskim - twierdzi król Jordanii Abdullah.

Król Jordanii, uznawany za jednego z najbardziej umiarkowanych i prozachodnich władców arabskich, powiedział londyńskiemu "Timesowi", że jeśli do negocjacji w najbliższym czasie nie dojdzie, to "w ciągu 12-18 miesięcy nadejdzie kolejny konflikt Arabów z Izraelem". Zdaniem Abdullaha nowy prezydent USA chce, by do nowej konferencji pokojowej Arabów z Izraelem doszło już w lipcu lub sierpniu. Obama, jak pisze "Times", być może ogłosi nowy plan pokojowy podczas przemówienia do świata muzułmańskiego w czasie wizyty na początku czerwca w Kairze. Zdaniem Abdullaha nie byłyby to "rozmowy Izraelczyków z Palestyńczykami" a także z Syryjczykami, Libańczykami i z wszystkimi krajami muzułmańskimi od "Maroka przy Atlantyku po Indonezję przy Pacyfiku". Ich efektem miałoby być uznanie przez Izrael państwa palestyńskiego w zamian za uznanie Izraela przez wszystkie państwa arabskie. Król Jordanii nie przedstawia jednak konkretnych rozwiązań najbardziej spornych spraw - przyszłości Jerozolimy czy losu osiedli żydowskich na terenach palestyńskich. Mówi natomiast, że trzeba działać szybko, bo "Obama ma ogromne pokłady zaufania w regionie", ale "one wyparują, jeśli nic nie wydarzy się w maju". Za tydzień w Waszyngtonie ma pojawić się na rozmowy z Obamą nowy, prawicowy premier Izraela Benjamin Netaniahu. Król Jordanii przestrzega, że "jeśli nie będzie wtedy jasnych sygnałów" to "nadejdzie [wśród Arabów] poczucie, że kolejny rząd USA nas zawiódł".

Król Abdullah grozi też Izraelowi: - To ostatnia okazja. Jeśli jedynym graczem przeciwnym pokojowi będzie Izrael, będziemy nazywać rzeczy po imieniu. Jeśli opóźnimy negocjacje pokojowe, czeka nas kolejna wojna.

W Ameryce wywiad króla Abdullaha nie wywołał wczoraj wielkich emocji. Większość analityków uważa, że Obama będzie w pierwszym roku swego urzędowania wznowić negocjacje Arabów i Izraela, ale podkreśla też, że sytuacja jest niezwykle trudna - relacjonuje Marcin Bosacki.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza Kraków: Marsz Tolerancji kontra Marsz Normalności  

W sobotę w Krakowie już po raz piąty odbędzie się manifestacja mniejszości seksualnych. W tym roku Marsz Tolerancji będzie miał dłuższą trasę i po raz pierwszy jest organizowany jako osobna impreza. Do tej pory krakowskie marsze odbywały się w ramach Festiwalu Kultura dla Tolerancji. W tym roku organizacje gejowsko-lesbijskie zdecydowały, że czas na samodzielność. - Marsz Tolerancji od początku wybijał się jako wydarzenie o innym charakterze i zasługiwał na to, by być osobną imprezą. W odróżnieniu od festiwalu ma profil społeczny i związany jest z obecnością społeczności LGBT w przestrzeni publicznej - podkreśla Aleksandra Sowa z komitetu Queerowy Maj, który zajmuje się organizacją tegorocznego marszu. - Celem jest jak zawsze promowanie równości, tolerancji, wolności i społeczeństwa obywatelskiego - dodaje Piotr Wójtowicz z komitetu.

Uczestnicy Marszu Tolerancji wyposażeni w transparenty, kolorowe baloniki i z akompaniamentem bębniarzy grających sambę wyruszą na Rynek Główny, nie - jak dotychczas - z centrum miasta, ale z placu Wolnica. - Dzięki temu marsz będzie trwał dłużej i będzie bezpieczniejszy. Na Plantach, przez które przechodziły wcześniejsze marsze, łatwiej było o bezkarne ataki ze strony przeciwników pochodu - podkreślają organizatorzy. W manifestacji (początek o godz. 14) według szacunków organizatorów ma wziąć udział ok. dwa tysiące osób.

"Na Rynku może być niespokojnie. Jak co roku, na kilka dni przed marszem na słupach ogłoszeniowych pojawiły się plakaty przeciwko "dewiacji" i "promocji zboczeństw", a przeciwnicy manifestacji gejów i lesbijek zapowiedzieli kontrmanifestację w okolicach kościoła św. Wojciecha. W tym roku pod hasłem "Marsz Normalności" organizuje ją ultraprawicowa partia Narodowe Odrodzenie Polski" - czytamy. - Cel jest zawsze jasny: obrona Krakowa przed promocją dewiacji i brzydotą zboczeń oraz niewpuszczenie homoseksualistów na Rynek - zapowiada Bartosz Biernat, przewodniczący małopolskiego odłamu NOP.

Obie manifestacje są legalne. W magistracie odbyło się niedawno spotkanie organizatorów marszów z policją, strażą miejską i urzędnikami. - Szczegóły dotyczące przebiegu tras i bezpieczeństwa zostały już ustalone. Organizatorzy Marszu Tolerancji i Marszu Normalności zadeklarowali, że nie zależy im na konfrontacji. My w to wierzymy, ale policja zabezpieczy obie imprezy - mówi Adam Młot, pełnomocnik prezydenta miasta ds. spraw bezpieczeństwa imprez sportowych i miejskich imprez masowych.

powrót do spisu treści

Życie Warszawy: Transteatr Warszawa [Powstaje teatr dla gejów, lesbijek i transseksualistów]  

Pierwszy spektakl w teatrze transseksualistki Rafalali odbędzie się już 31 maja. – Po współpracy z warszawskim teatrami doszłam do wniosku, że potrzebuje własnego miejsca, które pozwoli mi na całkowitą niezależność artystyczną. Mój projekt ma na nowo zdefiniować pojęcie teatru. Zburzyłam wyuczone struktury i schematy go dotyczące – tłumaczy pomysłodawczyni projektu. Dlaczego zdecydowała się na powołanie własnej sceny? – Teatr to rodzaj niczym nieskrępowanej wolności, nie tylko poprzez brak ograniczeń co do tematyki, ale też dlatego, że miejsce to stwarza dogodne warunki do odsłonięcia się, opuszczenie gardy, dotarcie do sedna człowieczeństwa –wyjaśnia.

Jednym z fundamentów Teatru Warszawa jest środowisko LGBT (Lesbijki, Geje, Biseksualiści oraz osoby Transgenderyczne). Osoby do niego należące pomogą Rafalali w organizacji i promocji kolejnych przedsięwzięć, oraz znajdą swoje miejsce w programie artystycznym teatru. – Chciałabym żeby w repertuarze znajdowały się sztuki poświęcone tematom tego środowiska, bądź tworzone przez to środowisko - mówi Rafalala. W 2007 roku zadebiutowała one na deskach teatru Polonia w monodramie "Zabawy nocą". Była też bohaterką dokumentu "I Bóg stworzył transwestytę", w którym wcielając się w rolę dziennikarki przepytywała warszawiaków o ich stosunek do transwestytów.

powrót do spisu treści

Dziennik (on-line): Rusza internetowa poradnia uzależnień  

Wszyscy uzależnieni od alkoholu i narkotyków będą mogli porozmawiać o swoich problemach przez Skype, Gadu-gadu i na czacie. W czwartek rusza internetowa poradnia uzależnień. Poradnię poprowadzi Stowarzyszenie Lambda Warszawa, znane z pomocy udzielanej mniejszościom seksualnym. Na stronie www.bezpytan.pl każdy będzie mógł skorzystać m.in. z anonimowych konsultacji psychologicznych, socjalnych i prawnych. Poradnia zaoferuje również pomoc w zakresie problematyki HIV/AIDS i przemocy.

Stowarzyszenie ma kilkuletnie doświadczenie w prowadzeniu poradnictwa z zakresu uzależnień. Pracownicy Lambdy pełnią dyżury na czacie portalu interia.pl, gdzie udzielają porad z zakresu profilaktyki HIV/AIDS. "Porad w internecie udzielać będzie zespół kilkunastu osób z wykształceniem psychologicznym i socjologicznym, posiadających odpowiednią wiedzę i doświadczenie w poradnictwie internetowym" -mówi Małgorzata Gajdemska z Lambdy. Na finansowanie internetowej poradni stołeczny Ratusz przeznaczył do końca 2009 roku 100 tysięcy złotych. W tym roku stowarzyszenie prowadzi w Warszawie także konsultacje psychologiczne dla osób używających i nadużywających alkoholu. Partyworkerzy Lambdy prowadzą w warszawskich klubach i dyskotekach działania profilaktyczne, skierowane do osób podejmujących ryzykowne zachowania pod wpływem narkotyków i alkoholu, rozdają tam m.in testy na obecność "pigułki gwałtu".

powrót do spisu treści

Dziennik Polski: Leczenie nowotworów przez „cudotwórców”  

Okręgowa Izba Lekarska w Krakowie zamierza walczyć z ogłoszeniami uzdrowicieli w prasie. – Dodatek „Super Expressu” z adresami i kuponami rabatowymi do znachorów prawdopodobnie zapakujemy w kopertę i wyślemy do prokuratury – rozważa Jerzy Friediger, prezes izby. Lekarzy oburzyła czterostronicowa wkładka z ogłoszeniami „cudotwórców” leczących choroby nowotworowe, którą opublikowała gazeta. – To łamanie ustawy o zawodzie lekarza. Co gorsze, leczenie nowotworów przez różnego typu znachorów naraża życie pacjentów – uważa Jerzy Friediger. Rocznie krakowska izba zgłasza do prokuratury kilka przypadków nielegalnego świadczenia usług medycznych. Na ogół są one umarzane.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza Lublin: Wyniki kontroli dopalaczy. Wszystko legalne  

Jak podaje lubelska Gazeta Wyborcza, są już wstępne wyniki kontroli lubelskiego sklepu sieci Dopalacze.com. Została ona przeprowadzona przez sanepid i nadzór farmaceutyczny w dniu wejścia w życie nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, która delegalizuje składniki dopalaczy. Jak czytamy lubelski sanepid nie znalazł w sklepie produktów zawierających substancje zdelegalizowane przez ustawę.

Właściciel sieci sklepów Dopalacze.com zmienił asortyment w całym kraju przed wejściem w życie nowego prawa. Nie musi to jednak zlikwidować problemu dopalaczy, które według lekarzy są dla człowieka szkodliwe.

Joanna Mucha, posłanka PO z sejmowej komisji zdrowia jeszcze w grudniu powiedziała "Gazecie": „Trzeba podjąć próbę ograniczenia dostępu do dopalaczy, ale sprawa nie będzie prosta. Nie jesteśmy w stanie stworzyć zamkniętej listy niebezpiecznych substancji, które mogą być w dopalaczach. To najczęściej substancje syntetyczne i drobna modyfikacja ich składu spowoduje stworzenie całkowicie nowej, nieodnotowanej nigdzie substancji”.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza: Katastrofa humanitarna w Pakistanie  

W Gazecie Wyborczej czytamy, że 15 tys. żołnierzy bierze górę w walce z 5 tys. talibów w dolinie Swatu. Uchodźcy ze Swatu mówią, że talibowie wciąż kontrolują stolicę doliny Mingorę, a z doliny ucieka ludność cywilna. Organizacje humanitarne szacują, że w wyniku walk w Swacie i na afgańsko-pakistańskim pograniczu prawie półtora miliona ludzi straciło dom i że jest to najdramatyczniejsza katastrofa humanitarna w Pakistanie od rzezi religijnych w1947 r., jakie towarzyszyły powstawaniu tego państwa z podziału brytyjskich kolonii w Indiach. Wojsko rzuca przeciwko talibom głównie lotnictwo, co powoduje ofiary wśród cywilów.

Mułłowie w meczetach od dawna przekonują, że pakistańscy władze są amerykańskimi lokajami i wrogami islamu. Do buntu przeciwko Islamabadowi wzywa też Al-Kaida, bo ofensywa wojska i amerykańskie bombardowania pogranicza zagrażają kryjówkom jej szefów. Zachodnie wywiady boją się, że Al-Kaida dokona zamachu w Indiach, by wywołać kolejny kryzys między Delhi a Islamabadem. Pakistan będzie musiał wtedy wycofać wojsko ze Swatu i pogranicza z Afganistanem, by przerzucić je na granicę z Indiami. Tak stało się jesienią ub.r., gdy zamachy w Bombaju odciągnęły Pakistańczyków z afgańskiego pogranicza. A zamach na parlament w Delhi w grudniu 2001 r. i przerzucenie pakistańskiego wojska na granicę z Indiami sprawiły, że przed Amerykanami mogli uciec z Afganistanu przywódcy Al-Kaidy i afgańskich talibów – przypomina Gazeta.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza: Czy Karkosik zapłaci karę za rozwód z Orange  

Jak informuje Gazeta Wyborcza, nawet 10 mln zł kary grozi spółce CenterNet należącej do NFI Midas Romana Karkosika. CenterNet musi do końca maja zaoferować komercyjnie usługi komórkowe – głoszą warunki przetargu na operatora, który spółka wygrała w październiku 2007 r. Jak każdy nowy gracz, także CenterNet musi podpisać umowę o tzw. roamingu krajowym z którymś z już działających operatorów. Taką umowę sieć ze stajni Karkosika podpisała w sierpniu z Centertelem, operatorem sieci Orange. Przed dwoma dniami poinformowała, że umowę zerwano, a nowym wybrańcem jest Era. Oficjalne stanowisko spółki CenterNet głosi, że firmy nie potrafiły ustalić terminu uruchomienia usługi.

Z doniesień wynika, że klientami CenterNetu mogli być m.in. ojciec Tadeusz Rydzyk, a raczej założona przez redemptorystę fundacja Lux Veritatis (to ona ma koncesję na nadawanie programu Telewizji Trwam). Sieć, którą miał stworzyć CenterNet, ma się nazywać „W rodzinie”. Współpraca miała polegać na tworzeniu i sprzedaży usług telefonii komórkowej, a oferta byłaby skierowana głównie do społeczności skupionej wokół Radia Maryja, Telewizji Trwam i „Naszego Dziennika”. Informowano też, że Lux Veritatis podpisała kontrakt na reklamowanie komórek CenterNetu w Telewizji Trwam. CenterNet nie zdradza na razie, która z ofert ostatecznie trafi na rynek.

Zdanie Centertela na temat konfliktu jest inne. – PTK Centertel wywiązał się ze wszystkich zapisów umowy. Niestety, CenterNet wielokrotnie zmieniał swój model biznesowy, co pomimo zaangażowania Centertela uniemożliwiało skuteczną współpracę – mówi Wojciech Jabczyński, rzecznik Grupy TP. I dodaje, że za zerwanie umowy grożą wielomilionowe kary.

Komercyjne usługi CenterNetu rozpoczną się z godnie z licencją UKE do końca maja 2009 r. Spółka twierdzi, że dotrzyma terminów, bo zrywając jedną umowę, podpisała inną – z PTC, operatorem sieci Era - czytamy.

powrót do spisu treści

Trybuna: Islamskie miłosierdzie dla Amerykanki  

Jak podaje Trybuna Roxana Saberi, amerykańska dziennikarka więziona w Iranie pod zarzutem szpiegostwa, została wczoraj uwolniona. Abdolsamad Choramszahi, adwokat występujący w obronie oskarżonej, powiedział, że sąd apelacyjny zmienił jej wyrok z ośmiu lat więzienia do dwóch lat w zawieszeniu. Manuszehr Mottaki, szef irańskiej dyplomacji, zapowiadał wcześniej, że kobieta doświadczy ,,islamskiego miłosierdzia''. Najprawdopodobniej wpływ na to miłosierdzie miały naciski dyplomatyczne USA oraz Japonii.

powrót do spisu treści

Rzeczpospolita: Okruchy z tasiemcowego tekstu  

Rzeczpospolita pisze o premierze dramatu pt. "Kupiec Mikołaja Reja" , która odbyła się w krakowskim Teatrze Starym. „Kupiec” to właściwie projekt badawczy, w którym reżyser Michał Zadara dość bezwzględnie testuje sceniczną przydatność zapomnianego utworu, a także bezkompromisowo forsuje granice teatralnego widowiska.

Dramat Reja powstał w połowie XVI wieku. Wedle opinii prof. Juliana Krzyżanowskiego utwór Reja jest "udramatyzowanym traktatem teologicznym" łączącym cechy dramatu z tradycją moralitetu. Polski protestant Mikołaj Rej kieruje ostrze krytyki przeciwko Kościołowi katolickiemu, podejmując ważny w tamtym czasie problem wyższości wiary nad tzw. dobrymi uczynkami. Trudno się dziwić, że żadnego z twórców teatru nie skusił dotychczas ten dosyć hermetyczny tekst.

Ale są też inne powody. Najdłuższy polski dramat liczy prawie 10 tys. wersów. Dla porównania szekspirowski "Hamlet" to zaledwie około 3 tys. wersów. Gdyby wystawić "Kupca" w całości, spektakl musiałby trwać około 10 godzin. Reżyser decyduje się więc na wykorzystanie ok. 5 procent tekstu i dorzuca do tego kilka własnych pomysłów.

Teologiczną dysputę podejmują dwaj aktorzy: skupiony, grający bardziej "psychologicznie" Krzysztof Zarzecki i bliższy przerysowanej czy kabaretowej formie Zygmunt Józefczak. Można powiedzieć, że teatr Stanisławskiego mierzy się z teatrem Brechta. Role nie są jednak rozdane raz na zawsze, jak w kalejdoskopie zmieniają się także konwencje. Zaczyna się od błyskotliwego streszczenia. Potem jest filozoficzna debata na argumenty, próba teatru rapsodycznego, forma dokumentu, happening przed teatrem, wreszcie seria działań parodystycznych.

Umierający Kupiec, główny bohater dramatu, w obliczu śmierci szuka ratunku dla swej duszy. Mechaniczna "technologia zbawienia" (odpusty, posty, dobre uczynki), jaką proponują mu przedstawiciele kleru, nie ratuje jednak od wiekuistego potępienia. Nie wchodząc w teologiczne zawiłości, można by przyjąć, że "Kupiec" Reja mówi o zawsze aktualnym konflikcie między wiarą autentyczną i żywą a zinstytucjonalizowaną i sformalizowaną.

Niestety, nie da się tego stwierdzić z całą pewnością - czytamy. Autor protestant wykłada swoje racje w tasiemcowym traktacie, widz w Starym Teatrze otrzymuje zaledwie jego okruchy. Nie ułatwia komunikacji sam poeta, którego język, choć barwny i żywy, stawia opór wyraźnie archaicznym brzmieniem. Zadara całkiem uczciwie proponuje coś w rodzaju reżyserskiego szkicownika z "Kupca" – czyta, skreśla, przepisuje. Temu, co ocaleje, nadaje własny, wyraźny rytm i puls. Więcej w tym Michała Zadary z roku 2009 niż Mikołaja Reja Anno Domini 1543.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza: „Balkon” Geneta, czyli świat nieustającego udawania  

Na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych wystawiony zostanie dziś i jutro „Balkon" Geneta w reżyserii Agaty Dudy-Gracz. Jest to spektakl Teatru im. Jaracza z Łodzi – czytamy w Gazecie Wyborczej.

W sztuce Geneta zbierają się w nim wstyd, lęki i niespełnione ambicje. Notable przychodzą tu, by zostać sponiewierani, szaraczki, by odegrać role władców, sędziów, biskupów. Dla Agaty Dudy-Gracz to idealny punkt wyjścia. Reżyserka i scenografka, która w warszawskich teatrach debiutowała „Prze(d)stawieniem" wg Tankreda Dorsta (Teatr Studio, 2006), w każdym niemal spektaklu śledzi motyw udawania, gry i teatralności. Z potrzeby iluzji rodzi się u niej rytuał religijny, miłość i krwawe konflikty. W „Balkonie" prostytutki wcielające się w postaci z męskich fantazji okazują się bardziej prawdziwe niż tocząca się za oknami burdelu rewolucja. Seksualność miesza się tu z ostrą grą symbolami religijnymi. Słowa Jana Pawła II, Mickiewicza i Słowackiego zabrzmią jak hasła propagandowe. To, co mizerne, nabierze metafizycznej wielkości, to, co wzniosłe, pokaże ciemną stronę. Obnażenie żałosnej, biednej intymności prostytutek i ich klientów szokuje, ale też nadaje rozbuchanemu spektaklowi ludzki wymiar. Tam, gdzie wszystko z zasady jest nienaturalne, przerysowane, wystawione na widok rezydującej w szklanej klatce Madame Irmy (świetna Milena Lisiecka), wydarza się coś niezwykle prawdziwego. Genet przewidział świat nieustającej inscenizacji, udawania, wystawiania prywatności na widok publiczny. Agata Duda-Gracz ubrała to proroctwo w makabrycznie śmieszne obrazy – czytamy.

powrót do spisu treści

W SKRÓCIE  

• Redemptorysta z Polski o. Józef Słaby, w liturgiczne wspomnienie patronki Argentyny Matki Bożej z Lujan, został wyświęcony na pierwszego biskupa dla nowo powstałej Prałatury Apostolskiej w prowincji Chubut – podaje Nasz Dziennik.

• Nasz Dziennik informuje, że grupa ponad 100 żołnierzy, funkcjonariuszy straży granicznej i pracowników cywilnych wojska wyruszyła wczoraj na 51. Międzynarodową Pielgrzymkę Żołnierzy do Lourdes. Błogosławieństwa pielgrzymom w mundurach udzielił przed katedrą polową w Warszawie ordynariusz polowy WP bp Tadeusz Płoski. Polscy żołnierze dotrą do sanktuarium 14 bm., a zakończą pielgrzymowanie 20 maja.

• Jutro odbędą się uroczystości fatimskie w sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Warszawie Ursusie na osiedlu Niedźwiadek. O godz. 18.00 uroczystej Mszy św. koncelebrowanej przewodniczyć będzie ks. bp Marian Duś. Następnie poprowadzi procesję różańcową z figurą Matki Bożej Fatimskiej i relikwiami błogosławionych dzieci fatimskich: Hiacynty i Franciszka, do pięciu stacji różańcowych na ulicach parafii.

• Nasz Dziennik przytacza słowa przemówień papieskich z pielgrzymki do Ziemi Świętej. Znajdujemy więc słowo wygłoszone na spotkaniu w ośrodku dla osób niepełnosprawnych Regina Pacis w Ammanie, 8 maja 2009 r. oraz przemówienia z 9 maja 2009 r. z uroczystości poświęcenia kamienia węgielnego Uniwersytetu Madaby, z wizyty w Muzeum Haszymidzkim i w meczecie im. Króla Husajna w Ammanie a także z bazyliki na górze Nebo.

• 89-letni John Demjaniuk, podejrzewany o udział w zagładzie Żydów w czasie II wojny światowej, dziś przyleci z USA do Niemiec. Tydzień temu Sąd Najwyższy USA oddalił jego wniosek o wstrzymanie ekstradycji. Sąd w Monachium ma rozstrzygnąć, czy brał on udział w zamordowaniu 29 tysięcy Żydów w Sobiborze w 1943 roku.

• Ponad 700 talibów zginęło w ostatnich dniach podczas ofensywy pakistańskiej armii rządowej w dolinie Swat. W wyniku ciężkich walk zginęło też wielu cywilów. Według ONZ liczba uchodźców w obozach wzrosła o ponad 360 tysięcy.

• Jak informuje dziennik Polska, o. Tadeusz Rydzyk ostrzegł słuchaczy Radia Maryja przed głosowaniem w wyborach do europarlamentu na partie o obco brzmiących nazwach.

ter/hel