Data wydania: 4.05.2009 r. Przegląd prasy

TEMAT DNIA

Prasa po spotkaniu Rady Stałej i biskupów diecezjalnych

Episkopat wziął udział w uroczystościach jasnogórskich 3 maja; Msza Święta za Ojczyznę w Warszawie

Raport Newsweeka o ateistach w Polsce

Powstaje Stowarzyszenie do Obrony Dzieci z In Vitro; Niedziela: Nigdy więcej in vitro

WYDARZENIA

Polska

Stolica Apostolska

Zagranica

KOMENTARZE, OPINIE, WYWIADY

NAUKA, KULTURA, SPOŁECZEŃSTWO

W SKRÓCIE

TEMAT DNIA  

Prasa po spotkaniu Rady Stałej i biskupów diecezjalnych  

Rzeczpospolita: Więcej władzy dla ordynariuszy  

"O niektórych sprawach biskupi diecezjalni będą mogli decydować w swoim gronie, nie pytając o zdanie liczniejszych od nich biskupów pomocniczych - czytamy na łamach Rzeczpospolitej. - Nowe ciało w episkopacie nazywać się będzie Rada Biskupów Diecezjalnych. W jej skład wejdą wszyscy ordynariusze diecezji. Zmieni się również skład Rady Stałej Episkopatu. O związanych z tym zmianach w statucie rozmawiali w sobotę na Jasnej Górze, przed uroczystościami Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, członkowie Rady Stałej episkopatu i biskupi diecezjalni" - podaje Ewa Czaczkowska.

W ocenie sekretarza generalnego episkopatu bp. Stanisława Budzika utworzenie Rady Biskupów Diecezjalnych będzie odpowiadało pozycji i roli ordynariuszy diecezji. – Biskupi diecezjalni z punktu widzenia prawa, teologii i tradycji niosą główną odpowiedzialność za Kościół lokalny. Inaczej zmiany ocenia były sekretarz generalny episkopatu bp Tadeusz Pieronek: – Radę tworzy się, by biskupi diecezjalni zyskali przewagę nad całością episkopatu, który jest zdominowany przez biskupów pomocniczych. Ale jednocześnie bp Pieronek krytycznie ocenia pomysł stworzenia oddzielnej rady, która będzie mogła podejmować decyzje. – Albo się jest biskupem, albo nie – mówi.

Powołanie rady usankcjonuje sytuację, która istnieje od lat. Biskupi diecezjalni zbierają się dwa razy w roku – w maju i w sierpniu na Jasnej Górze – ale według statutu są to spotkania nieformalne. – Watykan zawsze mówił, że te spotkania mogą mieć charakter towarzyski, ale nie mogą być przedstawiane jako zebrania episkopatu – tłumaczy bp Pieronek. Niemniej biskupi diecezjalni na takich nieformalnych spotkaniach podejmowali wstępne decyzje, które następnie przedstawiali do akceptacji całemu episkopatowi. I chociaż - podkreśla Czaczkowska - nigdy się nie zdarzyło, aby biskupi pomocniczy występowali przeciwko nim frontalnie, to jednak bywało, że ton dyskusji, a więc i decyzji, na zebraniu całego episkopatu bywał inny.

Jakie będą kompetencje Rady Biskupów Diecezjalnych? – Będzie mogła wyznaczać ogólny kierunek pracy duszpasterskiej, podejmować decyzje finansowe i administracyjne, czyli w tych dziedzinach, za które biskup diecezjalny jest odpowiedzialny wobec Stolicy Apostolskiej – mówi rzecznik episkopatu ks. Józef Kloch.

Zmieni się także skład Rady Stałej, w której będą mieli reprezentację biskupi pomocniczy. Obecnie według statutu członkami rady są przewodniczący, wiceprzewodniczący i sekretarz generalny episkopatu oraz sześciu biskupów diecezjalnych z wyboru. Niebawem jej skład zostanie rozszerzony o prymasa Polski, kardynałów, którzy są biskupami diecezjalnymi, i dwóch biskupów pomocniczych z wyboru.

"Watykan wstępnie zgodził się już na te zmiany. Obecnie trwa wprowadzanie ostatnich poprawek. W ocenie bp. Budzika nowy statut wejdzie w życie jeszcze w tym roku" - czytamy.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza: Zerówka w seminarium duchownym  

- Biskupi w sobotę zastanawiali się przede wszystkim nad tym, jak zaradzić topnieniu liczby chętnych do seminariów - pisze w Gazecie Wyborczej Katarzyna Wiśniewska. - Dostrzegamy ten spadek odnotowywany od dwóch lat. Chociaż wiele krajów zazdrości nam liczby powołań i nie ma powodu do ogłaszania wielkiego alarmu, to wyniki stanowią sygnał do poważnej refleksji - stwierdził bp Stanisław Budzik, sekretarz generalny Episkopatu.

Jak pisze publicystka Gazety, liczba kandydatów do kapłaństwa spada systematycznie. Z badań Rady Duszpasterstwa Powołań wynika, że w 2008 r. do seminariów duchownych zgłosiło się 695 osób. To o ponad 10 proc. mniej niż rok wcześniej. W ciągu ostatnich lat zainteresowanie życiem kapłańskim spadło prawie o 40 proc., bo jeszcze w 2005 r. zgłosiło się 1145 osób. - Biskupi zastanawiali się, jak poprawić jakość seminaryjnego kształcenia, a w praktyce jakość kapłaństwa. Może w tym pomóc wprowadzenie tzw. roku propedeutycznego w seminariach. Byłby to czas, w którym klerycy, zanim rozpoczną studia, mogli nadrobić braki w edukacji religijnej i przygotować się duchowo - czytamy. - Do tej pory zdecydowało się na to kilka polskich seminariów, m.in. tarnowskie, które co roku może pochwalić się najwyższą liczbą kleryków. - Rok propedeutyczny jest czymś istotnym, bowiem przygotowuje do wejścia na drogę radykalnie odmienną od dotychczasowej - komentował bp Budzik.

Biskupi rozmawiali też o ubóstwie i wykluczeniu społecznym. Dokument na ten temat Episkopat chce ogłosić w przyszłym roku. - Trzeba, żeby nie zatrzymał się tylko na analizie sytuacji czy pobożnych słowach, tylko żeby to dotknęło samej istoty problemu i podało jakieś kroki, które by Episkopat, a co za tym idzie Kościół katolicki w Polsce, był gotów wprowadzić, by przyjść z pomocą - tłumaczył abp Stanisław Gądecki, metropolita poznański. I dodał, że chodzi o coś więcej niż pomoc doraźną, która "rozpływa się w chwilę po rozdzieleniu środków pomocowych". Kościół mógłby się np. włączyć w tworzenie miejsc pracy.

Sam Episkopat czekają zmiany - pisze Wiśniewska: powstanie rada biskupów diecezjalnych. Ordynariusze będą się spotykać niezależnie od zebrań plenarnych całego Episkopatu. Podejmowaliby decyzje nie tylko administracyjne, ale także duszpasterskie. To podniesie rangę biskupów diecezjalnych, którzy oprócz Rady Stałej stworzą w Episkopacie "ciało decyzyjne". - Myślę, że te zmiany zapewnią sprawniejsze działanie Episkopatu, bardziej adekwatne do nowych czasów - komentował bp Budzik.

W komunikacie po obradach biskupi wspomnieli o 20. rocznicy wyborów 1989 r. Ich zdaniem oprócz postaw "charakterystycznych dla społeczeństwa obywatelskiego" "ten czas stał się również dla wielu okazją do poważnego nadużycia zaufania społecznego, a nawet do określonych manipulacji prawnych i ekonomicznych". Dlatego potrzebny jest "powrót do trwałych wartości i zasad z zakresu etyki życia gospodarczego i politycznego".

Episkopat zaapelował też, by w wyborach do europarlamentu katolicy głosowali na "osoby w pełni reprezentujące stanowisko Kościoła katolickiego w sprawach etycznych oraz społecznych, szczególnie w kwestii ochrony życia ludzkiego oraz troski o małżeństwo i rodzinę". O zbliżających się eurowyborach hierarchowie mówili także wczoraj na mszach w intencji ojczyzny. - Dominowały tony minorowe - pisze Wiśniewska. - Bp Wiktor Skworc podkreślał w tarnowskiej katedrze, że w Parlamencie Europejskim potrzeba chrześcijan, gdyż "wielu niedawnych apostołów marksizmu, maoizmu, wielbicieli Che Guevary i Czerwonych Brygad - zawłaszczyło chrześcijańską wizję twórców europejskiej jedności i dziś wiodą prym w parlamencie w Brukseli, działając na frontach globalizacji, ekologii, katastrofy klimatycznej, pomocy dla głodujących w Trzecim Świecie przy równoczesnej walce z rodziną, z życiem człowieka od poczęcia aż do naturalnej śmierci, a nawet z samym Bogiem". Publicystka cytuje też bp. Jana Tyrawę z Bydgoszczy: - Stajemy się świadkami, jak na naszych oczach wymiera Europa, która coraz bardziej pogrąża się w laickiej bezideowości i moralnym marazmie.

=> Zob. też: Gazeta Wyborcza (on line): Episkopat radzi kogo wybierać w eurowyborach i wylicza słabości ostatniego XX-lecia

powrót do spisu treści

Nasz Dziennik: Obrady Episkopatu Polski  

"W Starej Bibliotece na Jasnej Górze w sobotę - tradycyjnie w przeddzień uroczystości Matki Bożej Królowej Polski - odbyło się zebranie Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski i biskupów diecezjalnych. Główne tematy poruszane w czasie obrad to zapowiedziany przez Benedykta XVI Rok Kapłański oraz dokument społeczny, który księża biskupi zamierzają wydać w 2010 roku. Gościem specjalnym zebrania był ks. kard. Tarcisio Bertone, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej" - pisze Nasz Dziennik. - Jak zawsze po obradach księża biskupi wydali specjalny komunikat. Przypominają w nim, że 19 czerwca, w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, rozpocznie się Rok Kapłański w związku ze 150. rocznicą śmierci św. Jana Marii Vianneya, proboszcza z Ars. Księża biskupi podkreślają w komunikacie, że otaczają modlitwą Papieża i wyrażają w ten sposób także swoją "jedność i solidarność z Ojcem Świętym, zwłaszcza w obliczu bezprecedensowych i nieuzasadnionych ataków niektórych mediów". Poprosili także o modlitwę wszystkich wiernych, zwłaszcza w czasie nabożeństw majowych, w intencji Papieża, pasterzy Kościoła, kapłanów i przygotowujących się do święceń - czytamy. - Księża biskupi zapoznali się również ze stanem prac nad specjalnym dokumentem na temat walki z ubóstwem i wykluczeniem społecznym, którego publikacja przewidziana jest na 2010 rok - relacjonuje gazeta. - Uczestnicy obrad nawiązali również do 20. rocznicy wyborów do Sejmu i Senatu, która przypada 4 czerwca. Wskazali, że mimo wielu pozytywnych przemian, jakie zaszły w ciągu minionych 20 lat, doszło także do wielu nadużyć zaufania społecznego, a nawet do określonych manipulacji prawnych i ekonomicznych, które do dzisiaj pokutują niechęcią do angażowania się i brania odpowiedzialności za życie społeczne. "Jedyną szansą do zmiany tej sytuacji jest powrót do trwałych wartości i zasad z zakresu etyki życia gospodarczego i politycznego" - podkreślili księża biskupi. W tym kontekście wezwali, by wierzący podczas zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego głosowali na "osoby w pełni reprezentujące stanowisko Kościoła katolickiego w sprawach etycznych oraz społecznych, szczególnie w kwestii ochrony życia ludzkiego oraz troski o małżeństwo i rodzinę".

Jak czytamy, w komunikacie biskupi zachęcają również do ogólnopolskiego dziękczynienia za 20 lat wolnej Polski oraz za pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Ojczyzny w 1979 roku. Główne obchody II Dnia Dziękczynienia odbędą się w Warszawie Wilanowie 7 czerwca br. - pisze Nasz Dziennik. - Wieczorem biskupi spotkali się z kard. Bertonem. Wyrazy solidarności z Benedyktem XVI na ręce sekretarza stanu złożył abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, który zapewnił także o modlitwie za Ojca Świętego. Ksiądz biskup Stanisław Budzik, sekretarz Episkopatu, podkreślił w rozmowie z KAI, że spotkanie z jednym z najbliższych współpracowników Benedykta XVI było "bardzo miłe i niezwykle rodzinne" - czytamy. - W czasie Apelu Jasnogórskiego kard. Bertone zawierzył Maryi Kościół na świecie i w Polsce. Modlił się również za Ojca Świętego, w intencji prześladowanych za wiarę, a także dziękował za 700-letnią historię zakonu paulinów.

powrót do spisu treści

Dziennik: Głosujcie na tych, którzy troszczą się o rodzinę  

Katolicy powinni głosować na osoby reprezentujące stanowisko Kościoła katolickiego w sprawach etycznych i społecznych – oświadczyli wczoraj biskupi w specjalnym komunikacie przed wyborami do europarlamentu.

Episkopat przypomina, że mija 20. rocznica wyborów, które „w zasadniczy sposób wpłynęły na procesy przemian społecznych i gospodarczych w naszej Ojczyźnie”. Pozwoliły na kształtowanie się w Polsce społeczeństwa obywatelskiego. Ale jednocześnie doszło „do poważnego nadużycia zaufania społecznego, a nawet do określonych manipulacji prawnych i ekonomicznych”. Dlatego dziś wielu Polaków nie chce się angażować i brać odpowiedzialności za życie społeczne. Zdaniem biskupów receptą na zmianę tej sytuacji jest powrót do trwałych wartości i zasad. Najbliższą okazją będą czerwcowe wybory do Parlamentu Europejskiego. Biskupi apelują, aby wierni głosowali w nich na „osoby w pełni reprezentujące stanowisko Kościoła katolickiego w sprawach etycznych oraz społecznych, szczególnie w kwestii ochrony życia ludzkiego oraz troski o małżeństwo i rodzinę”.

Episkopat podkreśla, że oddając głos na ludzi spełniających te kryteria „przyczyniamy się do odnowy chrześcijańskiego oblicza i kultury Europy”.

=> Por. Rzeczpospolita: Apel biskupów: na kogo warto głosować

powrót do spisu treści

Dziennik Polski: Biskupi przed wyborami  

O poparcie w wyborach do Parlamentu Europejskiego osób "w pełni reprezentujących stanowisko Kościoła katolickiego w sprawach etycznych oraz społecznych" zaapelowali zgromadzeni na Jasnej Górze biskupi.

W opublikowanym w niedzielę komunikacie po sobotnich obradach Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski i biskupów diecezjalnych hierarchowie podkreślili, że wybory do europarlamentu są okazją do opowiedzenia się za systemem zasad i wartości, opartym na etyce i odpowiedzialności. Biskupi "apelują więc do wszystkich wiernych, by w tych wyborach wskazywali osoby w pełni reprezentujące stanowisko Kościoła katolickiego w sprawach etycznych oraz społecznych, szczególnie w kwestii ochrony życia ludzkiego oraz troski o małżeństwo i rodzinę. W ten sposób każdy z nas może przyczynić się do odnowy chrześcijańskiego oblicza i kultury Europy" - czytamy w niedzielnym komunikacie. Hierarchowie uważają, że "duchowym początkiem przemian w Polsce i całej Europie Środkowowschodniej stała się już 30 lat temu pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny i treść jego nauczania"

powrót do spisu treści

Episkopat wziął udział w uroczystościach jasnogórskich 3 maja; Msza Święta za Ojczyznę w Warszawie  

Nasz Dziennik: Bądźcie uczniami uległymi i posłusznymi [Kard. Tarcisio Bertone na Jasnej Górze]  

Kardynał Tarcisio Bertone, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, jeden z najbliższych współpracowników Ojca Świętego Benedykta XVI, przewodniczył wczoraj uroczystej Eucharystii na jasnogórskim szczycie z udziałem Episkopatu Polski i wiernych z całego kraju. Zgromadzeni ponowili Milenijny Akt Oddania Matce Bożej - czytamy w Naszym Dzienniku. - Sanktuarium na Jasnej Górze można określić mianem Nazaretu, gdzie pielgrzymi uczą się odpowiadać Bogu "tak". Jasna Góra jest jak Betlejem, gdzie pielgrzymi razem z Matką wyśpiewują chwałę uwielbienia Bogu. Sanktuarium na Jasnej Górze jest polską Kaną, gdzie Maryja nieustannie wskazuje na Jezusa i do Niego odsyła pielgrzymów. To sanktuarium jest też polską Kalwarią, gdzie pod krzyżem Chrystusa, pod krzyżem historii Polski stoi Matka Boża. Jest polskim Wieczernikiem, gdzie Kościół modli się wraz z Maryją o zesłanie Ducha Świętego - mówił w homilii kard. Bertone. W uroczystościach ku czci Matki Bożej Królowej Polski na Jasnej Górze wzięli udział kardynałowie, arcybiskupi, biskupi, delegacje z paulińskich prowincji z USA, Węgier i Słowacji, przedstawiciele parlamentu i władz samorządowych. Zgromadzonych pielgrzymów witał o. Izydor Matuszewski, generał zakonu paulinów, który przypomniał, że 4 czerwca 1979 roku na Jasnej Górze stanął Ojciec Święty Jan Paweł II.

Sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, który jako wysłannik Benedykta XVI przewodniczył wczorajszej Eucharystii z udziałem Episkopatu Polski na jasnogórskim szczycie, w kazaniu wspomniał homilię wygłoszoną 3 maja 1978 roku na Jasnej Górze przez kard. Karola Wojtyłę, który wyjaśniał wówczas, dlaczego Kościół w Polsce zawierzył się Matce Bożej w niewolę miłości. Wspomniał także postać kard. Augusta Hlonda oraz kard. Stefana Wyszyńskiego, którzy przez swoją posługę z Jasnej Góry czynili świetlany znak obecności Bożej. Podkreślił, że historia jasnogórskiego sanktuarium związana jest z dziejami Ojców Paulinów. Odnosząc się do paulińskiego jubileuszu, życzył, aby stale poszukiwali Boga i wychodzili naprzeciwko potrzebom współczesnego człowieka.

Po homilii kard. Józef Glemp, Prymas Polski, przewodniczył ponowieniu Milenijnego Aktu Oddania Matce Bożej. Jasnogórskie fanfary przywołały obecność Maryi.

Pątnikom, uczestnikom uroczystości dziękował abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, metropolita przemyski. Szczególne słowa wdzięczności skierował do kard. Tarcisio Bertone, wskazując, że jego obecność to szczególny znak Papieża Benedykta XVI. Zaznaczył, że kard. Bertone jest najbliższym współpracownikiem Ojca Świętego od dawna, jest także oparciem Benedykta XVI w sytuacjach, z którymi musi się on zmagać. Wyraził wstyd za ludzi, którzy szkalują Kościół i nie potrafią uznać jego oraz nauczania Papieża, który daje dowody troski o losy świata. Prosił kard. Tarcisio Bertonego, aby wyraził wdzięczność Papieżowi za mający się rozpocząć Rok Kapłański. - Proszę, aby ksiądz kardynał przekazał, że Polacy Papieża bardzo szanują i kochają, bo widzą w nim nie tylko następcę Jana Pawła II, ale kochają w nim Piotra Naszych Czasów - podkreślił abp Józef Michalik. Przewodniczący KEP w imieniu Polaków dziękował Ojcu Świętemu za to, że od początku pontyfikatu w środę po audiencji oraz w niedzielę po modlitwie południowej zwraca się do Polaków w naszym ojczystym języku.

Małgorzata Bochenek z Jasnej Góry pisze też w Naszym Dzienniku o zakończeniu paulińskiego jubileuszu 700-lecia zatwierdzenia zakonu paulinów. - Ostatnim akcentem kończącym rok jubileuszowy był uroczysty Apel Jasnogórski z udziałem Wojska Polskiego. Po nim rozległy się salwy armatnie - czytamy. -Pauliński Rok Jubileuszowy obchodzony był w Polsce oraz innych krajach, w których paulini pełnią posługę duszpasterską. W 1308 roku zakon został zatwierdzony przez Stolicę Apostolską, a pierwsze zakonne konstytucje w 1309 roku.

powrót do spisu treści

Polska Dziennik Zachodni: Blisko siedemset lat paulinów z Jasnej Góry  

Dziennik Zachodni informuje, że kilkanaście tysięcy wiernych uczestniczyło w uroczystej sumie pontyfikalnej, celebrowanej przed jasnogórskim szczytem w ramach uroczystości Matki Bożej Królowej Polski.

Ranga tegorocznego święta była bardzo wysoka, jako specjalny delegat papieża Benedykta XVI przybył bowiem kardynał Tarcisio Bertone, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, czyli według cywilnej nomenklatury odpowiednik premiera. Okazja do przybycia była jednak szczególna, ponieważ zakon paulinów obchodzi 700 lat od chwili zatwierdzenia jego reguły przez papieża Klemensa V. Niedługo później zakonnicy w białych habitach pojawili się na Jasnej Górze, sprowadzeni przez księcia Władysława Opolczyka.

W wygłoszonej homilii kard. Tarcisio Bertone odwoływał się do Karola Wojtyły i Stefana Wyszyńskiego, wielkich postaci w historii Kościoła. Podkreślał znaczenie sanktuarium jasnogórskiego dla całego polskiego narodu. Porównał je do Nazaretu i Betlejem. Watykański sekretarz stanu nawiązywał do uroczystości Matki Bożej Królowej Polski, celebrowanych od 1924 roku decyzją papieża Piusa XI właśnie w dniu 3 maja, w rocznicę ustanowienia słynnej Konstytucji 3 Maja 1791 roku.

Milenijny akt oddania Polski w opiekę Maryi wygłosił prymas kardynał Józef Glemp, obchodzący w tym roku 30-lecie swej sakry biskupiej. Specjalnie na uroczystości sprowadzono z diecezji sandomierskiej kopię obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, która już od 1957 roku peregrynuje po Polsce czytamy.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza Częstochowa: Jasna Góra. Tu zawsze byliśmy mocni i wolni  

Częstochowska Gazeta Wyborcza zdaje relację z obchodów święta Matki Bożej Królowej Polski na Jasnej Górze. Tegoroczne uroczystości były szczególne, ponieważ kończyły obchody jubileuszu 700-lecia istnienia zakonu paulinów. Przedpołudniowej sumie przewodniczył kardynał Tarcisio Bertone, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej i najbliższy współpracownik Benedykta XVI. Wzięli w niej także udział m.in. prymas Polski Józef Glemp, metropolici: krakowski Stanisław Dziwisz i gdański Sławoj Leszek Głódź.

Dziękujemy Bogu, że dał narodowi polskiemu w Najświętszej Maryi Pannie przedziwną pomoc i obronę witał przybyłych ojciec Izydor Matuszewski, generał zakonu paulinów. Prosimy, aby dzięki jej wstawiennictwu religia nieustannie cieszyła się wolnością, a ojczyzna rozwijała się w pokoju. Tego bożego pokoju tak bardzo nam dzisiaj potrzeba, gdy zagrażają nam kryzysy, i potrzeba nam mocnego oparcia na Bogu i jego przykazaniach. Tu, na Jasnej Górze, zawsze byliśmy mocni i wolni, bo jest z nami Matka i Królowa.

Po homilii wierni ponowili Milenijny Akt Oddania Matce Bożej, który odczytał kardynał Glemp. Na ołtarz wprowadzono kopię Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej, która od 1957 roku peregrynuje po Polsce. Obraz specjalnie na uroczystość przybył z diecezji sandomierskiej.

Tradycyjnie w przeddzień maryjnych uroczystości na Jasnej Górze odbyła się konferencja episkopatu Polski. Biskupi dyskutowali m.in. o kapłaństwie oraz zapoznali się ze stanem prac nad dokumentem poświęconym walce z ubóstwem i wykluczeniem społecznym.

powrót do spisu treści

Nasz Dziennik: Konstytucja powinna być odniesiona do Boga [Wczoraj minęło 218 lat od uchwalenia Konstytucji 3 Maja]  

Prezydent Lech Kaczyński podczas wczorajszych obchodów z okazji 218. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja stwierdził w przemówieniu wygłoszonym na placu Zamkowym, że obecną polską Konstytucję "trzeba czytać tak, jak ją napisano". W ten sposób Lech Kaczyński skomentował spory o interpretację Konstytucji z 1997 roku, jakie toczą się między nim a rządem - koalicja próbuje ograniczyć kompetencje głowy państwa. Podkreślił, że Konstytucja stoi ponad innymi prawami, ale można ją "zmieniać, naprawiać, ulepszać" - pisze Nasz Dziennik. - Główne uroczystości rozpoczęła Msza Święta za Ojczyznę w archikatedrze Świętego Jana Chrzciciela, której przewodniczył metropolita warszawski abp Kazimierz Nycz, a homilię wygłosił biskup polowy Wojska Polskiego gen. dyw. Tadeusz Płoski. - Niech ta sama prawda i mądrość, która wyraziła się w majowej Konstytucji, ukształtuje dalszą przyszłość Rzeczypospolitej w duchu sprawiedliwości i miłości społecznej dla dobra wszystkich ludzi i chwały Boga - mówił biskup polowy. Podkreślił, że "Konstytucja jako dzieło ludzkie powinna być zawsze odniesiona do Boga". Duszpasterz zwrócił uwagę na wyjątkowy charakter warszawskiej archikatedry, w której miało miejsce wiele ważnych w historii Narodu wydarzeń. Stąd wyruszyła Insurekcja Kościuszkowska, tu proklamowano odzyskaną niepodległość, a w podziemiach katedry są groby wielu wielkich Polaków.Arcybiskup Nycz podziękował obecnemu prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu za przywrócenie zwyczaju rozpoczynania uroczystości państwowych od Mszy św. w archikatedrze. Podczas Eucharystii modlono się m.in. o zdrowie dla ciężko chorej matki prezydenta Jadwigi Kaczyńskiej.

Wcześniej podczas uroczystości na Zamku Królewskim w Warszawie prezydent RP wręczył odznaczenia państwowe i nominacje generalskie. Order Orła Białego, najwyższe odznaczenie państwowe, otrzymał mecenas Jan Olszewski, były premier, w okresie PRL obrońca w procesach politycznych.

powrót do spisu treści

Nasz Dziennik: Od tysiąca lat z Narodem [Ks. Paweł Siedlanowski o uroczystości Matki Bożej Królowej Polski]  

Ponieważ w tym roku uroczystość Matki Bożej Królowej Polski nałożyła się na IV niedzielą wielkanocną, liturgicznie została przeniesiona na dzisiaj. Sytuację taką regulują stosowne przepisy, wedle których o pierwszeństwie świąt decyduje ich ranga - wyższą ma niedziela - wyjaśnia na łamach Naszego Dziennika ks. Paweł Siedlanowski. - Matka Jezusa Chrystusa, jest traktowana jako jedna z osób boskich. Dla wielu Jasna Góra, macierzyństwo Maryi to jedynie elementy polskiej tradycji i pamięci historycznej. Tymczasem chodzi o coś zupełnie innego - czytamy. - Od początku polskiej państwowości Matka Jezusa zajmowała szczególne miejsce, jednak pojęcie "Królowa Polski" dość długo ewoluowało, zanim osiągnęło swój dojrzały kształt. W naszą historię Maryja weszła najpierw jako Theotokos (Bogurodzica), a więc bez królewskich insygniów. Przyszła wraz ze św. Wojciechem i pierwszymi misjonarzami, którzy zaczęli przemierzać wzdłuż i wszerz kraj Słowian, Pomorzan, Małopolan, Jaćwingów. Już Bolesław Chrobry wystawił pod Jej wezwaniem świątynię w Sandomierzu. Władysław Herman, uleczony cudownie przez Matkę Bożą, ku Jej czci zbudował okazały kościół w Krakowie na Piasku. Zygmunt I Stary przy katedrze krakowskiej wybudował dla Niej kaplicę, która zaliczana jest do pereł architektury renesansu. W okresie późnego średniowiecza zaczął szerzyć kult Maryi o charakterze militarnym. Pierwszy kościół w Polsce pod wezwaniem Matki Bożej Zwycięskiej wzniesiono w Lublinie w roku 1426, za panowania Władysława Jagiełły, jako wotum za zwycięstwo pod Grunwaldem. Imię Maryi towarzyszyło w boju Janowi III Sobieskiemu, Stefanowi Czarnieckiemu, Tadeuszowi Kościuszce. Na palcu hetmana Stanisława Żółkiewskiego po wielu latach w trakcie badania grobu znaleziono pierścień z napisem: "Mancipium Mariae" (Własność Maryi). Nieprzypadkowo też najstarszy zabytek polskiej poezji - "Bogurodzica" - stał się hymnem polskiego rycerstwa. Stopniowo kult Matki Jezusowej ze "sfer wyższych" zaczął zstępować do niższych warstw społecznych. […] Podobno 15 sierpnia 1617 r. mieszkający w Neapolu jezuita, 80-letni ojciec Juliusz Mancinelli, miał objawienie Matki Bożej. Poleciła mu, aby nazwał Ją Królową Polski. W 1640 r. cystersi z Bledzewa (koło Międzyrzecza) podarowali cysterkom w St. Marienstern na Łużycach obraz Matki Bożej z godłem królów polskich na piersi. Nazwa stawała się coraz bardziej powszechna. 1 kwietnia 1656 r. król Jan Kazimierz we Lwowie złożył swe śluby, po raz pierwszy publicznie nazywając Matkę Bożą Królową Korony Polskiej. […] Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w roku 1918 Episkopat Polski zwrócił się do Stolicy Apostolskiej o wprowadzenie w Polsce uroczystości dla Matki Bożej Królowej Polski. Papież Benedykt XV chętnie do tej prośby się przychylił (1920 r.). Biskupi zaproponowali Ojcu Świętemu dzień 3 maja, aby podkreślić nierozerwalną łączność święta z Sejmem Czteroletnim, Konstytucją Majową, a pośrednio - wielką rolę Matki Jezusa w historii polskiego Narodu. 26 sierpnia 1956 roku Episkopat Polski dokonał aktu odnowienia ślubów jasnogórskich, które przed trzystu laty złożył król Jan Kazimierz. 3 maja 1966 roku Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński w obecności Episkopatu Polski i tysięcznych rzesz oddał w macierzyńską niewolę Maryi, za wolność Kościoła, rozpoczynające się nowe tysiąclecie Polski. W 1962 r. Jan XXIII ogłosił Maryję Królową Polski, główną Patronką kraju i niebieską Opiekunką naszego Narodu - czytamy.

- Królowanie Maryi nie ma nic z dominacji, autorytaryzmu, daleko mi do sentymentalnych, baśniowych obrazów zapamiętanych z dzieciństwa. Jest ono służbą, pokorną i ufną. Maryja - wierna Służebnica Pańska - u boku Syna kontynuuje misję, którą rozpoczęła na ziemi - pisze ks. Siedlanowski.

powrót do spisu treści

Raport Newsweeka o ateistach w Polsce  

Newsweek: Życie pod presją  

"Niewierzący wolą dziś chodzić na mszę i przyjmować sakramenty, niż iść z Kościołem na udry" - pisze na łamach Newsweeka Igor T. Miecik.

"Default - tym terminem zapożyczonym od informatyków pedagog Magda Niemczuk charakteryzuje stosunek katolickich rodziców i ich dzieci do niewierzącej mniejszości. Default to wybór podejmowany bez ciebie i za ciebie. Oznacza, że z definicji każdego uważa się za katolika i przypisuje mu się związane z tym normy i zachowania. Nic pyta się wiec dzieci, czy byty u komunii, tylko co dostały z tej okazji. Nie pyta się, czy uczą się etyki, czy religii, tylko jaką ocenę postawiła im na semestr katechetka" - czytamy.

Tymczasem według szacunków Radosława Tyrały, socjologa, autora niepublikowanych jeszcze badań „Niewierzący w Polsce współczesnej jako mniejszość kulturowa" - ateistami jest już 10 proc. Polaków. "Z żarliwą wiarą i kościołem co niedziela pożegnało się już lub właśnie żegna ponad dwa miliony Polaków. Większość nic decyduje się na akt apostazji, czyli oficjalnego wypisania z Kościoła, ani nie, idzie z klerem na udry. Odchodzą po cichu albo uczestniczą w mszach dla, nomen omen, świętego spokoju. Bo tak jest wygodniej. Choć często nie znaczy to dla nich więcej niż wizyta w muzeum folkloru" - pisze Miecik.

Andrzej, 35-latek, właściciel dobrze prosperującego sklepu spożywczego i restauracji w jednej z nadmorskich miejscowości, zdobył w ostatnich wyborach samorządowych mandat radnego. Jednocześnie z niewierzącego przeistoczył się w niewierzącego praktykującego. Dla niego odrzucenie praktyki katolickiej oznaczałoby prawdopodobnie konieczność pożegnania się z politycznymi ambicjami - pisze Miecik. Ale dr Tomasz Sobierajski, socjolog religii, zauważa, że rachunek zysków i strat może być i zwykle jest o wiele bardziej przyziemny: - Na wsi i w małych miasteczkach, pozbawionych kin, kawiarni, dyskotek i handlowych galerii, niedzielna msza, odpust, imprezy typu święcenie pojazdów, nie mówiąc o wielkich kościelnych świętach, to jedna z niewielu rozrywek. To miejsce spotkań, wymiany ploteczek i flirtów. Tu się imponuje nowym garniturem, sukienką i samochodem. Odrzucając kościół, trzeba odrzucić też jego dziedziniec.

"Nic dziwnego więc, że według raportu Tyrały prawie 30 proc. niewierzących pod presją otoczenia regularnie chodzi na msze - pisze Newsweek. - Dwie trzecie niewierzących narzeczonych pobrało się w kościele, ale jedynie 3 proc. z nich deklaruje, że zrobiłoby tak, gdyby decyzja zależała tylko od nich. Nie porzucają jednak Kościoła, najczęściej by nie psuć stosunków rodzinnych. Napięcie na rodzinnych spotkaniach, wyznaczanych zwykle kalendarzem świąt kościelnych i niedziel, może być bowiem na dłuższą metę nie do zniesienia".

Jarosław Milcwczz jest twórcą strony apostazja.pl. Określa sięjako agnostyk. - Stronę apostazja.pl założyłem w listopadzie 2005 roku, kiedy sam zastanawiałem się, w jaki sposób mogę sformalizować to, co od zawsze czułem. Najpierw wysłałem akt apostazji na adres parafii, w której zostałem ochrzczony. Minęły trzy czy cztery miesiące i nic. W czerwcu 2006 roku pojechałem więc do proboszcza. Przyznał, że dostał mój list, ale myślał, że mi przejdzie, że wysłałem go pod wpływem chwili. Słowem - nic potraktował go poważnie. Rozmowa była krótka, w miłej atmosferze. Ksiądz wprawdzie chciał dyskutować o przyczynach, aleja potraktowałem całą sprawę jak wizytę w urzędzie skarbowym - krótko i rzeczowo. On na pożegnanie podał mi rękę. A potem poczułem coś w rodzaju ulgi i zadowolenia. Jakbym zyskał spokój sumienia - dodaje.

Jak czytamy, narodzinom pierwszych ateistycznych środowisk III RP, które zorganizowały się na początku lat 90., nie towarzyszył spokój. Wyłoniły się z protestów przeciw wprowadzeniu do szkół religii i zawarciu konkordatu, a przede wszystkim - z komitetów na rzecz referendum w sprawie ustawy antyaborcyjnej. - Kiedy Sejm zignorował potężny, spontaniczny, społeczny ruch, którego efektem było 1,5 mln podpisów pod projektem referendum, uznaliśmy, że z polską demokracją dzieje się coś złego. Tak powstał choćby kwartalnik „Bez dogmatu" - wspomina Tomasz Żukowski, historyk literatury i członek kolegium redakcyjnego pisma.

Prof. Barbara Stanosz, filozofka, etyczka, niegdyś działaczka opozycji demokratycznej, nie waha się dziś nazywać Polskę państwem wyznaniowym. Sama ułożyła listę cech, po których można takie państwo poznać: materialne uprzywilejowanie Kościoła, rozwiązania ustawowe wspierające doktrynę religijną, rządzący manifestujący zaangażowanie religijne, wyroki karne za obrazę uczuć religijnych, sakralizacja państwowych świąt i uroczystości, a także powszechność takich rytuałów, jak chrzczenie publicznych budynków i święcenie wojskowych sztandarów. Zdaniem prof. Stanosz łatwiej wyobrazić sobie Polskę z obowiązkową maturą z religii niż Polskę ze szkołami bez religii.

Jak oblicza Jarosław Milewczyk, miesięcznie akt apostazji jest ściągany ze strony apostazja.pl od kilkuset do kilkunastu tysięcy razy. "Nie wie jednak, ile osób w Polsce zdecydowało się na rozstanie z Kościołem. Takie dane mogą mieć duchowni, ale nigdy jeszcze ich nie ujawnili" - czytamy. Wiadomo za to, ilu Polaków wpisało się na Internetową Listę Ateistów. Dokładnie 15 tys. osób. Marek Ławreszuk, członek Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, pomysłodawca Internetowej Listy Ateistów, deklaruje: - Uznaliśmy, że nie wystarczy odejść i milczeć. Uważamy, że trzeba mówić i działać, by w naszym kraju dostrzeżono tych, którzy nie życzą sobie patronatu Kościoła nad państwem. Tworząc listę, chcieliśmy pokazać niewiarę jako coś zupełnie innego niż to, co znamy z mediów i ambon. Dominacja ludzi religijnych w naszym społeczeństwie powoduje, że publicznie eksponowane są głównie takie postawy ludzi niewierzących, którzy chcieliby uwierzyć, lecz nie potrafią, którzy traktują swoją niewiarę jako pewien balast życiowy i uciążliwy brak. To obraz zupełnie nieprawdziwy.

"Wiele osób obraża prezentowanie ich przekonań jako „utraty łaski wiary". Bo odchodząc z Kościoła, niczego nie zyskali ani nie stracili. Żyją po prostu po swojemu. I mają do tego prawo w demokratycznym państwie. Jak również do tego, żeby ze swoich wyborów nie mu sieli się nikomu tłumaczyć ani z nikim o przekonania walczyć. I mieć po prostu święty spokój" - pisze Miecik.

powrót do spisu treści

Newsweek: Europa uczy się religii  

Lekcje religii w szkole i etyka jako rozwiązanie alternatywne to model najpopularniejszy w krajach Unii Europejskiej - czytamy w Newsweeku.

Jolanta Molińska pisze, że w większości państw Unii Europejskiej, tak jak w Polsce, lekcje religii mają charakter wyznaniowy. Dla uczniów niewierzących w tych krajach najczęściej przygotowane jest edukacyjne rozwiązanie alternatywne w postaci kursu etyki. "Nie znaczy to jednak, że o religii w szkole w Europie się nie dyskutuje - dodaje dziennikarka. - Dwa tygodnie temu w Berlinie zwolennicy wprowadzenia do szkół takiego przedmiotu jako obowiązkowego przegrali w referendum ze zwolennikami utrzymania dotychczasowego stanu. Berlin pozostał więc jednym z nielicznych niemieckich landów, w których religia jest lekcją nadobowiązkową, na którą uczniowie mogą pójść przed zajęciami szkolnymi lub po ich zakończeniu. Muszą za to obowiązkowo zaliczyć etykę. Młodym Szwedom i Holendrom publiczne placówki zapewniają edukację religioznawczą i wymagają wiedzy o różnych wyznaniach. Podobnie sytuacja wygląda w Wielkiej Brytanii, gdzie na zajęci ach z wychowania religijnego uczniowie dyskutują o eutanazji, nierozerwalności małżeństwa czy adopcji dzieci przez pary homoseksuahie, biorąc pod uwagę etykę humanistyczną i stanowisko Kościoła anglikańskiego. Jedynie we Francji i Słowenii w szkołach w ogóle nie ma miejsca na zajęcia z religii".

"W Polsce religia została wprowadzona do szkół w 1990 roku. Wcześniej lekcje religii odbywały się w przykościelnych salach katechetycznych. Od tamtej pory opinią publiczną wstrząsały co jakiś czas spory - czy ocena z religii powinna być wyszczególniona na świadectwie, czy powinna liczyć się do ogólnej średniej. Chociaż teoretycznie uczniowie mają możliwość wyboru alternatywnych zajęć z etyki, w wielu polskich szkołach wciąż nie ma takiego przedmiotu" - pisze Molińska.

powrót do spisu treści

Newsweek: Tu i teraz ["Większość ludzi potrzebuje wiary w boga i jego opieki. Ale są też tacy, którym jest to obojętne. I jakoś żyją"]  

"Nie estem ateistą, bo atezm w takim rozumieniu, z jakim spotykamy się na co dzień, ma w sobie wewnętrzny nakaz walki z członkami wspólnot religijnych. Z kolei przynależność do wspólnoty nakazuje szerzenie wiary wyznawanego przez nią boga, zupełnie tak samo jak członkostwo w artii politycznej nakazuje walkę o władzę. A mnie to wszystko po prostu nie interesuje. Jeśli więc miałbym się jakoś określić, to najbliższy jest mi agnostycyzm" - pisze Leszek Bugajski.

"Jeśli założyć, że cały nasz świat stworzył jakiś bóg, to najwyraźniej słabo się przyłożył do roboty. Mógł popracować dłużej niż siedem dni i jako wszechmocny nie miałby najmniejszego kłopotu z tym, by stworzyć świat szczęśliwy i wspaniały, w którym wszystkim nam - jego dzieciom, jak się mawia - żyłoby się znakomicie. Na tym przecież polega rola ojca, by opiekować się swoimi dziećmi i stworzyć im najlepsze z możliwych warunki. Tak w każdym razie rozumieją tę rolę wszyscy znani mi ludzcy ojcowie. Tymczasem boski ojciec dał plamę. Kiedy sobie uświadomił, że stworzył kiepski świat, ukrył się na zawsze, jak dzieciak, który napsocił i nie reaguje na wszystkie apele kierowane do niego, by jednak naprawić i poprawić los tych, których lekkomyślnie powołał do życia. Czy jest zawstydzony, czy obojętny - nigdy się nie dowiemy. A przecież może wszystko - więc nie sprawiłoby mu najmniejszego kłopotu poprawienie ludzkiego losu. Mimo to wyraźnie abdykował i zrzekł się roli ojca. Skoro więc on tak postąpił, to i my nie mamy najmniejszego powodu zawracać sobie nim głowy, wierzyć na przykład w jego miłość i miłosierdzie, bo ich nie doświadczamy. Wielu spośród nas jedynie za nimi tęskni. Ta tęsknota jest jak najbardziej zrozumiała. Lżej się bowiem żyje z wiarą czy złudzeniem, że jest jakaś siła, która roztacza nad człowiekiem opiekę. Nie czuje się jej, ale jest się do czego odwołać, jest się do kogo zwrócić w momencie trwogi czy zwyczajnych kłopotów. Wielu spośród nas tego potrzebuje. To normalne i ludzkie, a przy tym jakie wygodne... Ile odpowiedzialności ma się dzięki temu z głowy. Coś idzie nie tak - bóg tak chce, zrobi się coś głupiego czy złego - kapłan udzieli rozgrzeszenia, przydzieli jakąś rytualną pokutę i już ma się czystą kartę i sumienie. Wierzący czuje się otoczony opieką jak dziecko, albo - jeśli uważnie słucha zabawnej retoryki kapłanów - jak owieczka podporządkowana swemu pasterzowi. Niewierzący musi się natomiast czuć jak dorosły - sam jest swoim pasterzem. Nikt z zaświatów nie pospieszy mu na ratunek, żadna siła nie zdejmie z jego sumienia odpowiedzialności za to, co zrobił i robi. Sam musi się ze sobą rozliczać, nie może liczyć na żadne nagrody. Kiedyś podjął decyzję, bo nie umiał podjąć innej, i żyje z ciężkim brzemieniem świadomości, że nic go nie czeka ponad to, co iia ziemi - żadne niebo, żadne piekło, żaden sąd ostateczny. Ten sąd ostateczny przeprowadza sam nad sobą w codziennych ratach. Nikt mu w tym nie pomaga, na nic więcej nie może liczyć. Dlatego wszystkie decyzje i kroki stawiać musi z rozwagą większą niż wierzący i ze świadomością, że jego życie nie będzie miało żadnego przedłużenia, skończy się wraz ze śmiercią i wyczerpuje się we wszystkim tu, w swoim ziemskim kształcie" - czytamy.

powrót do spisu treści

Newsweek: Krew się burzy [Wywiad z dr. hab. Bohdanem Chwedeńczukiem]  

"Przedstawiciele Kościoła sprawują w Polsce nadzór nad świeckim życiem publicznym. Na każdym kroku widać splot religii i polityki" - mówi dr hab. Bohdan Chwedeńczuk, filozof, w rozmowie z Tomaszem Stawiszyńskim.

- Dobrze się panu - zdeklarowanemu ateiście - żyje we współczesnej Polsce? - pyta dziennikarz. - To zależy. Jeśli pyta mnie pan jako człowieka prywatnego, którego życic zawodowe upłynęło w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego przy Krakowskim Przedmieściu, życie domowe zaś upływa na inteligenckim Żoliborzu o lewicowo-liberalnych tradycjach oraz na podlaskiej wsi, odpowiem: żyje mi się dobrze - odpowiada Chwedeńczuk. - Naprawdę? W kraju, w którym ponad 95 procent społeczeństwa deklaruje się jako katolicy? - Te 95 procent to mit. Nawet katolickie media publikują dane wskazujące na wyraźnie niższą religijność. Czy pan wie na przykład, że 53 proc. badanych nic uznaje absolutnych wartości moralnych? To znaczy, że zrównują Dekalog z kodeksem drogowym. Niezależnie od tych danych mam w swojej wsi terenowy, a miarodajny obraz polskiego katolicyzmu. Otóż za fasadą widzę tu taką rzeczywistość: starzy przeważnie nie chodzą do kościoła, bo są za starzy, a ludzie w wieku średnim i młodzież na ogół nie praktykują, bo ich to zupełnie nie interesuje. Ludowy katolicyzm sprowadza się głównie do trzech wydarzeń w obowiązkowej oprawie religijnej: chrztu, ślubu i pogrzebu. Oddziaływania chrześcijańskich norm moralnych w ogóle nie widzę, wyjąwszy szczątkowe formułki w języku ludzi starych. Żywiołowy antysemityzm natomiast, owszem - występuje w katolickiej oprawie. Nic więc złego w takim otoczeniu mnie nic spotyka, nie dlatego, że jest szczególnie tolerancyjne, lecz dlatego, że jest religijnie obojętne - mówi Bohdan Chwedeńczuk.

Na pytanie, dlaczego napisał wiele artykułów i esejów, wydał kilka książek, w których otwarcie prezentował pan światopogląd ateistyczny, odpowiada: - Bo znalazłem się z moim ateizmcm w Polsce czasu tak zwanej transformacji w rzeczywistości, na widok której w obserwatorze i uczestniku życia publicznego, a co dopiero w ateiście, krew się burzy. Jestem bowiem świadkiem głębokiego, a władczego oddziaływania instytucji Kościoła na życie publiczne w Polsce. Jestem świadkiem nacisków, a raczej nadzoru przedstawicieli Kościoła - od członków episkopatu po proboszczów - nad świeckim życiem publicznym. A co w tym złego? - spyta pan. To przede wszystkim, że tym sposobem uczestniczy w życiu publicznym strona silniejsza niż każda pozostała - ba, niż wszystkie pozostałe łącznie - bo przemawiająca w imieniu kogoś, z kim się nie dyskutuje: w imieniu Boga. Gdy wymyślono przed wiekami rozdział Kościoła od państwa, chodziło o to, żeby pozbyć się tej niebezpiecznej władzy. Jeden z ojców założycieli Ameryki mówił, że religia nie powinna wtrącać się do polityki tak samo jak do fizyki. W Polsce tymczasem nie istnieje rozdział Kościoła od państwa. Na każdym kroku widać splot religii i polityki, na przykład w legislacji - prawo jest stanowione w znacznej mierze pod dyktando albo, delikatniej rzecz ujmując, pod naciskiem Kościoła. Zobaczy pan, jaki potworek wyjdzie z ustawy o in vitro. Inny dobry przykład tego splotu to wpływ Kościoła na edukację: religia w szkole, a więc dziatwa ciągnąca pod opieką nauczycieli na rekolekcje w godzinach zajęć szkolnych, nie wspominając o głębszych negatywnych konsekwencjach tej sytuacji. I tak dalej, aż po serwilizm prowincjonalnych władz wobec lokalnego Kościoła, po groteskowe zwyczaje święcenia pospolitych narzędzi pracy służb publicznych. W tej sytuacji uznałem, że filozof powinien pisać i mówić o religii jako sile irracjonalnej, żebyśmy wiedzieli, co wchodzi na główną scenę życia publicznego - tłumaczy Chwedeńczuk.

- Za czasów PRL nie miał pan chyba tego problemu - ateizm był przecież w pewnym sensie doktryną państwową - zwraca uwagę dziennikarz. - To jeden z wielu mitów na temat PRL - twierdzi filozof. - Postawa władz wobec atcizmu była wówczas ambiwalentna. Oficjalna ideologia była ateistyczna, społeczeństwo zaś, o czym władze doskonale wiedziały, ateistyczne nie było. Owszem, w okresie stalinowskim władza robiła wiele, by Kościół ograniczyć, ale od momentu odwilży października 1956, gdy do władzy doszedł Gomułka, zaczyna się dwoistość. Mówiąc ogólnie, bo nie rozmawia pan z historykiem, mamy agresywne akcje władz wobec Kościoła, jak w okresie obchodów tysiąclecia państwa polskiego albo z okazji listu biskupów polskich do biskupów niemieckich, ale mamy też ustępstwa, wzajemne zresztą, i różnego rodzaju kooperacje, analogiczne do kooperacji i ustępstw, których świadkami jesteśmy od roku 1989 - czytamy.

powrót do spisu treści

Powstaje Stowarzyszenie do Obrony Dzieci z In Vitro; Niedziela: Nigdy więcej in vitro  

Gazeta Wyborcza: Nie poniżajcie dzieci z in vitro  

Powstaje Stowarzyszenie do Obrony Dzieci z In Vitro. Właśnie wydało "Apel do mediów, rzecznika praw obywatelskich i rzecznika praw dziecka o obronę praw obywateli RP poczętych metodą in vitro" - pisze Gazeta Wyborcza. "(...) Coraz bardziej agresywna kampania przeciwników in vitro - u podstaw której stoi ideowa zapiekłość i ignorancja wobec argumentów naukowych - narusza zarówno godność milionów Polaków borykających się z problemem własnej niepłodności, jak i prawa obywatelskie dziesiątków tysięcy naszych współobywateli, którzy dzięki metodzie in vitro przyszli na świat" - czytamy w apelu, którego współautorem jest Stowarzyszenie na rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji "Nasz Bocian". Apel poparło kilkadziesiąt znanych osób.

- Pomysł na Stowarzyszenie do Obrony Dzieci z In Vitro powstał po serii wypowiedzi hierarchów Kościoła katolickiego o "niegodnej" metodzie poczęcia czy "realizacji idei doktora Frankensztajna". Taki język debaty publicznej głęboko dotyka nas i nasze dzieci. Dlatego postanowiliśmy się bronić - mówi Małgorzata Saramonowicz, założycielka stowarzyszenia.

Autorzy apelu do mediów, RPO i RPD wymieniają sformułowania padające w mediach w kontekście in vitro: "metoda weterynaryjna", "zakamuflowana aborcja", "diabelska inżynieria, której celem jest niszczenie życia" czy "dziecko z probówki" - pisze Gazeta. - Podkreślają, że naruszają one godność osób korzystających z metody in vitro, utrwalają szkodliwe stereotypy i przyczyniają się do nagonki i dyskryminacji. - Ten język powoduje, że ludzie zaczynają uważać nas za osoby niemoralne, a nasze dzieci spotykają się z pytaniami rówieśników, jak to jest być "sztucznym" dzieckiem. I muszą się tłumaczyć, że są normalne. My zaś spotykamy się z zarzutami, że łamiemy prawo, bo korzystamy z metody, która jest nielegalna. Przekonanie o nielegalności in vitro to jeden z przykładów dezinformacji społeczeństwa, którą spowodował zmasowany atak "w obronie życia" - mówi Saramonowicz. I dodaje: - Niestety, do tej pory ani rzecznik praw obywatelskich, ani rzecznik praw dziecka nie wystąpili w obronie godności nas i naszych dzieci. Będziemy się więc bronić za pomocą stowarzyszenia. Rozważamy np. wytoczenie pozwów o naruszenie dóbr osobistych przeciw autorom najbardziej obrażających nas wypowiedzi - czytamy.

=> Zob. też: Gazeta Wyborcza (on line): Apel do mediów, rzecznika praw obywatelskich i rzecznika praw dziecka o obronę praw obywateli RP poczętych metodą in vitro [Pod apelem podpisali się Stowarzyszenie INVI Do Obrony Dzieci In Vitro, Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji "Nasz Bocian" oraz popierający apel, m.in.: prof. dr hab. Jacek Hołówka z Instytutu Filozofii UW, aktorzy Krystyna Janda, Daniel Olbrychski, Krzysztof Globisz, Manuela Gretkowska, pisarka, czy też dr hab. prof. UW Magdalena Środa]

powrót do spisu treści

Niedziela: Nigdy więcej in vitro[ - mówią małżonkowie, którzy zetknęli się z metodą in vitro]  

- Małżonkowie bardzo chcą mieć dzieci, ale czasem okazuje się, że jest z tym problem. – Nie możecie ich mieć – słyszą od lekarzy. Stają wtedy przed dylematem: Jeśli nie w naturalny sposób, to jak? Wybrać adopcję czy in vitro, a może jest jeszcze jakaś inna droga? […] Wielu małżonków, którzy zetknęli się z metodą in vitro, mówi: Nigdy więcej! Ich historie przytacza Witold Dudziński na łamach Niedzieli. - To ruletka. Jak przy naturalnym zajściu w ciążę, ale okupiona znacznie większym stresem. Tu przecież działają prawa natury. Nigdy nie wiadomo, co się stanie – mówią Paweł i Monika Pomorscy. - Chcą mieć jeszcze dzieci, ale na in vitro już się nie zdecydują. Twierdzą, że to za duże obciążenie psychiczne. A poza tym spore wydatki, co dla wielu małżeństw stanowi barierę trudną do pokonania. […] Mają znajomych, którzy nie mając żadnej pewności, czy się uda, brali kredyty. Często robi się tak w akcie desperacji. Kiedy się nie uda, nie ma wyjścia, trzeba się zapożyczyć. Po przyjściu na świat ich córeczki Pomorscy zdecydowali się na adopcję drugiego dziecka. – Adopcja – twierdzą dziś – to dobra, a kto wie, czy nie najlepsza droga dla tych par, które nie mogą mieć dzieci. W porównaniu z metodą in vitro, którą można porównać do ruletki, adopcja jest przewidywalna. Choć, oczywiście, nie wiadomo do końca, jakie to będzie dziecko. Naprawdę mieli szczęście. Gdy adoptowali chłopca, blondynka z niebieskimi oczami, podobnego do ich córki, miał dopiero 6 tygodni - czytamy.

- Bardzo chcieliśmy z mężem mieć dziecko, dlatego długo zaciskaliśmy zęby i godziliśmy się na to, że traktują nas jak króliki doświadczalne. W końcu stwierdziliśmy, że wystarczy i że nigdy więcej. Straciliśmy nadzieję, a także sporo pieniędzy - mówi Anna. Dziś uważa, że metoda in vitro to nie żaden postęp, lecz zabijanie pod medycznym pretekstem ludzkich embrionów. Jest gorącą przeciwniczką sztucznego zapłodnienia. In vitro to dla niej zło i pseudomedyczne żerowanie na ludzkich uczuciach. - Jakieś granice przecież muszą być. Gdybyśmy poszli dalej, pewnie już niedługo, wskutek rozwoju badań genetycznych, byłoby możliwe wyhodowanie człowieka syntetycznego – mówi Anna.

Niedziela pisze też m.in. o rodzinie Pietrusińskich - to jedno z pierwszych polskich małżeństw, które się poddało naprotechnologii. Nie poprzestali jednak na tym. Postanowili się też przyczynić do upowszechnienia tej metody w Polsce - czytamy.

powrót do spisu treści

WYDARZENIA  

Polska  

Newsweek: Sekta Maryi [Ruch Rodzin Nazaretanskich]  

"Ruch Rodzin Nazaretanskich był jedną z największych polskich organizacji kościelnych. W tym roku się okazało, że to niebezpieczna sekta" - pisze Newsweek.

"Trudno do nich dotrzeć. Ci, którzy ciągle działają w Ruchu Rodzin Nazaretańskich, nie chcą mówić o wielu sprawach. W ostatnich miesiącach zamknęli się jeszcze bardziej. Według oficjalnego stanowiska Kościoła są członkami niebezpiecznej grupy, a właściwie sektą. Ci, którzy z RRN odeszli, wwiększości teżwole-liby o tym nie opowiadać. Zamknąć ten rozdział i zapomnieć - tak najczęściej tłumaczą milczenie. A niektórzy zwyczajnie się wstydzą tego, że dali się zmanipulować, i sami nie potrafią wytłumaczyć czemu. Jeden powiedział nawet, że do dziś tego nie rozumie. Jakby na parę lat zamknął się w średniowiecznym stowarzyszeniu mistycznym. A przecież chciał tylko zbliżyć się do Boga" - pisze Bartosz Janiszewski.

Ruch Rodzin Nazaretanskich jeszcze kilka lat temu był jedną z najprężniej działających organizacji w polskim Kościele, chociaż członków ma też w ponad 40 krajach na całym świecie. Jego założyciel - przez długie lata wykładowca religioznawstwa w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie ks. Tadeusz Dejczer - mówił kilka lat temu nawet o setkach tysięcy osób z nim związanych. Dziś ruch potrzebuje ogromnych zmian, żeby w ogóle przetrwać. Kryzys zaczął się wiele lat temu, ale bomba wybuchła w 2007 roki. Wtedy abp Nycz, świeżo mianowany metropolita warszawski, do którego docierały pogłoski o podziałach wewnątrz władz RRN, zdecydował się na powołanie specjalnej komisji złożonej z teologów i znawców prawa kanonicznego w celu zbadania działalności organizacji. Raport został opublikowany pod koniec stycznia tego roku. W ramach jego zaleceń księża z ruchu zostali zobowiązani do odbycia trzyletnich zamkniętych rekolekcji i przeprowadzenia całkowitej reformy RRN. Powodem konfliktu w kierownictwie organizacji miało być zakwestionowanie przez jednego z jej moderatorów, ks. Jerzego Piłata, charyzmatu maryjnego, jakim rzekomo miał być obdarzony Sławomir Bielą, jeden ze świeckich członków RRN. Wśród członków znany jako pan Sławek, przez wiele lat uważał, że posiada szczególny charyzmat maryjny. Pomógł mu w to uwierzyć ksiądz Dejczer, który przekonywał wiernych, że w Bielę wcieliła się Matka Boska. Pan Sławek przez lata wielokrotnie przemawiał do członków RRN. Jego słowa nagrywano i przepisywano, a potem wydawano jako materiały formacyjne ruchu. W wiciu diecezjach właśnie te książki stały się przedmiotem medytacji ważniejszym niż Pismo Święte - czytamy.

Okazało się, że RRN funkcjonował na zasadach, które z Kościołem katolickim niewiele mają wspólnego - pisze Janiszewski. - Ksiądz Dejczer stworzył sektę. Po rozmowach z tymi. którzy stali się ofiarami RBJSI, nie mam co do tego żadnych wątpliwości - mówi ojciec Paweł Pobuta z Dominikańskiego Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych. - Totalność, destrukcja i manipulacje, którym podlegali jego członkowie, to modelowe cechy każdej sekty - mówi o. Pobuta. Pierwsi poszkodowani zgłaszali się do Dominikańskiego Centrum w 2006 roku. Byli zagubieni, nieufni, mieli objawy depresji. Chociaż początki nie zwiastowały żadnego zagrożenia.

- Księża w ruchu tworzyli dwa światy - my, odkrywający Pana Boga, i oni - świat na zewnątrz pogrążający się w bezbożności i złu. A przecież każdy woli być w tych lepszych - mówi o. Pobuta. Większość członków przyjmowała więc taką wizję z otwartymi ramionami. Może właśnie dlatego tak łatwo pozwolili, by ktoś inny kierował ich życiem. Ktoś niezmiernie w grupie ważny. - Bardzo istotną rolę odgrywała instytucja osobistego spowiednika i kierownika duchowego. Większość członków miała wyznaczonego księdza, u którego musiała się spowiadać. I być posłuszna jego zaleceniom w niemal wszystkich dziedzinach życia - tłumaczy o. Pobuta. - W ruchu stworzono destrukcyjną wizję człowieka i Boga, który ukazuje nędzę człowieka. Hołdowano przekonaniu, że Bóg jest zazdrosny o każdą relację poza nim, zwłaszcza o to, co wiązało się z przyjemnością. Jeśli człowiek pragnie czegoś innego niż Pan Bóg, to jest to złe. To powodowało, że ludzie oddalali się od rodzin i bliskich - mówi o. Pobuta.

Marcin dzisiaj omija szerokim lukiem kościelne organizacje. Twierdzi, że nie potrzebuje żadnych protez w drodze do Boga. - I z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że pozostawanie poza Kościołem nie czyni człowieka gorszym, a może czynić go znacznie lepszym. Agnieszka zagląda dziś do świątyni dużo rzadziej. Uważa, że skoro Bóg jest, to można modlić się nawet w tramwaju. Alicja ostatni raz do kościoła poszła ze święconką. Ale mówi, że na msze nie da się zaciągnąć. Nie znosi kazań. Nie jest już w stanie zaufać żadnemu księdzu - czytamy.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza Bydgoszcz: Biskup Tyrawa krytykuje Europę  

Na naszych oczach wymiera Europa, która coraz bardziej pogrąża się w laickiej bezideowości i moralnym marazmie mówił w niedzielę biskup Jan Tyrawa na Starym Rynku. Na mszę świętą z okazji 218. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja przyszli głównie starsi mieszkańcy miasta, politycy, samorządowcy i wojskowi podaje bydgoska Gazeta Wyborcza.

Przed nabożeństwem minister Radosław Sikorski zaapelował do bydgoszczan, żeby z patriotycznego obowiązku wzięli udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Polska jeszcze nigdy nie była tak zamożna i bezpieczna jak dziś stwierdził. Polska polityka zagraniczna może być jednak jeszcze skuteczniejsza.

Tymczasem podczas kazania biskup Jan Tyrawa krytycznie wyraził się o Europie. Podkreślił, że z wielkiej "idei universitas", która do tej pory tę Europę budowała, pozostało niewiele. Coraz to większe chmary urzędników debatują nad długością kiszonego ogórka i czy rodzicom wolno wymierzyć dziecku klapsa mówił ordynariusz diecezji bydgoskiej. W swojej homilii biskup nawiązał również do rozważań II Soboru Watykańskiego. Warto być człowiekiem jedynie poprzez bezinteresowny dar z siebie samego podkreślał. W tym świetle nabierają właściwego znaczenia takie wartości jak: rodzina, solidarność, wspólnota, współczucie, pierwszeństwo pracy przed kapitałem. Pierwsze miejsce powinien zajmować człowiek, a nie dochód.

powrót do spisu treści

Dziennik Polski: Piesze pielgrzymki pod specjalnym nadzorem  

Każda osoba pilnująca porządku na trasie przemarszu powinna przejść 18-godzinne szkolenie w zakresie kierowania ruchem, zakończone testem i egzaminem praktycznym - czytamy w Dzienniku Polskim.- Pątników na to nie stać. Koszt szkolenia w ośrodkach ruchu drogowego to 500 zł od osoby. Małopolski Ośrodek Ruchu Drogowego w Krakowie szkoli za 400 zł, a przy zamówieniu dla co najmniej pięciu 15-osobowych grup może obniżyć cenę nawet do 250 zł.

- I tak nas na to nie stać - mówi Andrzej Bac, jeden z koordynatorów Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej na Jasną Górę. Gdyby przyjąć, że kilku tysięcy pielgrzymów podczas marszu pilnuje 150 porządkowych, to na ich przeszkolenie potrzeba blisko 40 tys. zł. - Przez lata wystarczało dwugodzinne, bezpłatne szkolenie przeprowadzane za darmo przez policjantów - podkreśla Andrzej Bac.

Konieczność specjalnego szkolenia to efekt rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji z lipca ubiegłego roku. Wprowadzone wtedy przepisy nakazywały każdej osobie, która w jakikolwiek sposób kieruje ruchem na drodze, uzyskanie zaświadczenia uprawniającego do takich działań. Takie zaświadczenie uzyskuje się po 18-godzinym szkoleniu, zdaniu testu i egzaminu praktycznego.

- Będziemy zabiegać o jak najszybszą zmianę tych przepisów, sprawa zostanie poruszona na Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu - mówi Andrzej Bac. Zapewnia, że mimo kłopotów piesza pielgrzymka na pewno zostanie zorganizowana, ale przyznaje, że w tym roku mogą być większe kłopoty z naborem porządkowych. - Najczęściej porządku pilnują młodzi ludzie w wieku 20 lat, zgodnie z przepisami będą ponosić odpowiedzialność karną w razie jakiegoś wypadku. To wystarczy, aby odstraszyć ich od pracy podczas pielgrzymki.

powrót do spisu treści

Dziennik Polski: Apel biskupa Skorca: poszukiwani lekarze na wyjazd do Afryki  

Do wyjazdu na afrykański kontynent zachęca lekarzy biskup tarnowski Wiktor Skworc. Chodzi o podjęcie pracy w niewielkim szpitalu w miejscowości Bagandou w Republice Środkowoafrykańskiej – podaje Dziennik Polski.

Szpital w Bagandou istnieje już od pięciu lat. Został wybudowany w 2004r. dzięki składkom zebranym przez kolędników misyjnych w diecezji tarnowskiej. Leczą się tu zamieszkujący okoliczne wioski Pigmeje. Zainteresowanie służbą zdrowia jest spore. Z usług centrum zdrowia Bagandou korzysta każdego miesiąca około 250 pacjentów, z czego około 60 musi być hospitalizowanych. Placówka była jednak zamknięta przez półtora roku, gdyż nie było można znaleźć chętnych lekarzy, aby podjęli tu pracę. Dodajmy, że szpital ma jedynie 20 łóżek.

W styczniu szpital w Bagandou odwiedził Wiktor Skworc. Biskup tarnowski poświęcił krzyże do sal w szpitalu, który zaczął po półtorarocznej przerwie ponownie funkcjonować. Obecnie w planach diecezji tarnowskiej, która prowadzi szpital w Bagandou, jest jego rozbudowa. Powstaną na miejscu nowe usługi - gabinet dentystyczny, laboratorium, pracownia USG i apteka. Lekarze zainteresowani wyjazdem do Afryki mogą kontaktować się w tej sprawie z wydziałem misyjnym tarnowskiej kurii diecezjalnej.

powrót do spisu treści

Polska Warszawa: Będziemy dziękować  

O tegorocznych obchodach drugiego już Dnia Dziękczynienia pisze warszawskie wydanie dziennika Polska.

– W tym roku naprawdę mamy za co dziękować – tłumaczy metropolita warszawski abp Kazimierz Nycz i przypomina, że w 2009 r. mija 30. rocznica pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, 20. rocznica odzyskania przez nasz kraj wolności i 10. rocznica obecności papieża w polskim parlamencie.

Obchody Dnia Dziękczynienia rozpoczną się w sobotę 6 czerwca na pl. Piłsudskiego, gdzie odbędzie się czuwanie. Zostanie też poświęcony dziewięciometrowy krzyż papieski, którego projekt wybrano w ogólnopolskim konkursie. Główne uroczystości odbędą się jednak w niedzielę 7 czerwca. Już o godz. 8 rano z pl. Piłsudskiego na Pola Wilanowskie wyruszy pielgrzymka rodzinna. Na pl. Trzech Krzyży przy kościele św. Aleksandra mają dołączyć do niej parlamentarzyści. Procesja zakończy się przy Świątyni Opatrzności Bożej, gdzie o godz. 12 odprawiona zostanie specjalna msza dziękczynna, której przewodniczyć będzie abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, a homilię wygłosi kard. Stanisław Dziwisz, metropolita krakowski. Chór chłopięcy i męski z Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie zaśpiewa napisaną specjalnie na tę okazję pieśń do Świętej Opatrzności Bożej. W uroczystościach wezmą także udział władze państwowe i samorządowe, w tym prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Uroczystościom religijnym mają towarzyszyć imprezy kulturalne. Odbędą się koncerty, a na Polach Wilanowskich powstanie miasteczko zabaw i rekreacji dla dzieci otwarte od wczesnych godzin popołudniowych aż do zmroku. Będzie też wystawa plenerowa poświęcona postaciom kardynała Wyszyńskiego i Jana Pawła II. O godz. 15 w niebo wzbije się kilka tysięcy niebieskich baloników wdzięczności. Do balonika każdy będzie mógł dołączyć swoją intencję dziękczynną.

Z okazji Dnia Dziękczynienia ofiary zbierane na tace we wszystkich polskich kościołach będą przeznaczone na budowę Centrum Opatrzności Bożej w Wilanowie. W ubiegłym roku zebrano 6 mln zł. Tempo budowy, która rozpoczęła się w 2002 r., jest uzależnione przede wszystkim od zdobywanych funduszy, a tych archidiecezji wciąż brakuje. Archidiecezja wciąż liczy na pomoc wiernych i bogatych sponsorów. Konstrukcja obiektu sięgnęła już ponad 32 m wysokości. Gotowe, choć w stanie surowym, są konstrukcja samej świątyni oraz muzea kardynała Wyszyńskiego i Jana Pawła II, które powstały nad nią.

Centrum Opatrzności Bożej w stanie surowym będzie gotowe na przełomie 2010 i 2011 r.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza Białystok: Święto patrona prawosławnej młodzieży  

Około tysiąca osób wzięło udział w pielgrzymce do Zwierek. To tu żył i zginął w XVII stuleciu św. Gabriel, patron młodzieży prawosławnej. Organizatorem pielgrzymki, w której tradycyjnie już, w intencji egzaminu dojrzałości maszerowali m.in. tegoroczni maturzyści było Bractwo Młodzieży Prawosławnej. Pielgrzymka poprzedziła całonocne czuwanie i niedzielne uroczystości ku czci Gabriela, którym przewodniczył arcybiskup Miron.

powrót do spisu treści

Dziennik Polski: Zlot szlakami Jana Pawła II  

Trzy Korony, zamek w Niedzicy, Czerwony Klasztor na Słowacji - to przykładowe punkty na trasie, którą będą w tym roku przemierzać uczestnicy X Gwiaździstego Zlotu Turystycznego Szlakami Jana Pawła II. Zapisy trwają do 21 maja – czytamy w Dzienniku Polskim.

- Naszym celem jest propagowanie idei Jana Pawła II, czyli miłości, przyjaźni, umiłowania czynnego wypoczynku, obcowania z przyrodą oraz integracji środowisk. Chcemy też promować Małopolskę i regionalne produkty turystyczne - mówi Adam Barski, prezes Małopolskiego Centrum Informacji Turystycznej, które wraz z Gminnym Centrum Kultury w Kluszkowcach organizuje turystyczny zlot. W tym roku odbędzie się on w gminie Czorsztyn w dniach od 28 do 30 maja. - Nie wprowadzamy ograniczeń wiekowych. Nasi najmłodsi uczestnicy mają 5-6 lat, a najstarsi ponad 70. Każdy może wybrać dyscyplinę i trasę, którą chce pokonać.

powrót do spisu treści

Polska Dziennik Bałtycki: Księża proszą o rozsądek, a ludzie w Balewie modlą się pod drzewem  

Dziennik Bałtycki podaje, że od trzech dni niewielkie Balewo, w gm. Mikołajki Pomorskie, przeżywa prawdziwe oblężenie. Według mieszkańców okolicznych wsi, na pniu drzewa stojącego w balewskim lesie widoczny jest zarys postaci Matki Bożej. Pod drzewo przybywają tłumy ludzi.

Do Balewa nie przyjechał żaden z księży z okolicznych parafii. Są ostrożni. W rozmowach z wiernymi, którzy o zjawisku im opowiadali, doradzają więcej sceptycyzmu i zdrowego rozsądku. Przywołują podobne wydarzenia z objawień w Okoninie, koło Grudziądza czy Oławie.

Podczas niedzielnego kazania w kościele parafialnym w Mikołajkach Pomorskich ksiądz przypominał "cudowne" objawienia z innych miejsc w Polsce, które w efekcie okazały się mistyfikacją. Spowodowały one spory zamęt w duchowości wspólnot, w których miało dojść do owego cudu. Nie dajcie się zwieść upominał ks. dr Marek Żmudziński z parafii św. Antoniego w Mikołajkach Pomorskich. Prawdziwy cud ma miejsce tu, w kościele, w Eucharystii.

Pod drzewem "objawienia" w Balewie mimo to gromadzą się tłumy ludzi. Drzewo z wizerunkiem ani przez chwilę nie zostaje samo. Ludzie modlą się przy nim do późna czytamy.

=> Por. Polska: Cud na pniu, czy zabobon?

powrót do spisu treści

Polska: Kościelne syreny i systemy alarmowe odstraszą złodziei  

Dziennik Polska informuje, że nawet do dziesięciu lat więzienia grozi 19-latkowi z Bolesławca, który próbował włamać się do Sanktuarium Wniebowziętej Matki Kościoła w Bolesławcu na Dolnym Śląsku. Planował wykraść z tabernakulum cenne naczynia liturgiczne. Udałoby mu się to, gdyby nie zabezpieczenia przed kradzieżą.

– Coraz więcej dolnośląskich kościołów instaluje alarmy i systemy antywłamaniowe. Dzięki temu świątynie są bezpieczniejsze – ocenia nadkom. Edyta Bagrowska, rzecznik jeleniogórskiej policji. Ostatnie poważne kradzieże w regionie miały miejsce przed czterema laty. Z kościoła w Barcinku skradziono rzeźby apostołów z ambony i figurki świętych z ołtarza. Rok wcześniej ze świątyni w Maciejowej zniknęły zabytkowe figurki aniołków. Nie udało się ich odzyskać. Dlatego – aby więcej nie tracić cennego wyposażenia – proboszczowie instalują alarmy. Od kilku lat montaż instalacji antywłamaniowych i przeciwpożarowych wspiera urząd marszałkowski w ramach programu ochrony zabytków.

– Same systemy to jednak nie wszystko. Konieczne jest ich podłączenie do policyjnych komend lub komisariatów – uważa Wojciech Kapałczyński, szef jeleniogórskiej delegatury Urzędu Ochrony Zabytków. Jak ocenia, sporo do zrobienia jest jeszcze pośród małych kościółków na wsiach. Każdy z nich kryje cenne przedmioty, które trzeba uchronić przed złodziejami. Dlatego też planuje się utworzenie diecezjalnych muzeów w Legnicy i Świdnicy, do których będą trafiać zabytkowe dewocjonalia. Tam będą bezpieczniejsze niż w najbardziej nawet strzeżonym kościele czytamy.

=> Por. Polska Gazeta Wrocławska: Kościoły są już bezpieczne

powrót do spisu treści

Polska Gazeta Krakowska: W Krakowie odkryto gotycki krucyfiks  

Gotycki krucyfiks z ołtarza głównego w kościele św. Barbary na Małym Rynku 8 w Krakowie pochodzi z 1400 roku. Odkryto go przy okazji prac rewaloryzacyjnych prowadzonych w kościele. To duże zaskoczenie, a są kolejne: w całej Małopolsce nie ma krzyży do niego podobnych podaje Gazeta Krakowska.

W przyszłym miesiącu staraniem jezuitów, do których należy kościół, i historyków sztuki w Krakowie odbędzie się naukowa konferencja na temat tego niecodziennego zabytku. Dotychczas krucyfiks datowano na lata 1420-30 i zaliczano do rzeźby małopolskiej, charakterystycznej dla regionu. Tymczasem najnowsze badania pozwoliły spojrzeć na niego inaczej. Żaden ze wskazywanych w rozmaitych opracowaniach krucyfiksów nie może być analogią dla tego z kościoła św. Barbary podkreśla Danuta Mazur z Ars Longa, która odnowiła rzeźbę.

Stąd propozycja przesunięcia datowania na koniec XIV wieku i szukanie podobieństw w kręgu sztuki włoskiej z tego okresu. W Europie panował wówczas styl międzynarodowy, powszechna odmiana gotyku. Średniowieczny, gotycki krucyfiks na włoską modłę wyprzedził o sto lat renesans w Polsce! To bardzo wczesne dzieło, prezentujące wpływy sztuki włoskiej w Polsce, a pamiętajmy, że renesans pojawił się nad Wisłą dopiero na początku XVI wieku mówi dr Paweł Pencakowski z Wydziału Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Wyprzedził zatem swoją epokę o ponad sto lat.

Krucyfiks wyrzeźbił w lipowym drzewie wysokiej klasy artysta. Wpierw stał na środku kaplicy cmentarnej, jaką był wówczas kościół św. Barbary. Dlatego, co wyjątkowe, nie jest wydrążony. Na ołtarz główny przeniesiono go w XVII w., a w XVIII, w czasie barokizacji kościoła, dodano do niego, zachowane do dziś, barokowe płaskorzeźby świętych dłuta jezuity Heela.

Krucyfiks, dzięki kompozycji i układowi ciała Chrystusa, cechuje spokój. Twarz Ukrzyżowanego jest klasycznie piękna i szlachetna, a oprócz cierpienia i śladów przebytej męki wyraża liryczny smutek. Rzeźba jest pięknie pomalowana, perizonium dodatkowo pozłocone. Ufundowali go zapewne, jak cały wystrój kaplicy, bogaci krakowscy mieszczanie.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza Poznań: Krzyż papieski przyjeżdża do Poznania  

Poznańska Gazeta Wyborcza informuje, że Papieski Krzyż Światowych Dni Młodzieży dotrze dziś do Sierakowa. Jutro będzie w Czarnkowie, a po południu pojedzie do Poznania. Stamtąd zostanie przewieziony do Leszna. Pielgrzymka krzyża po archidiecezji poznańskiej potrwa do 8 maja.

Krzyż Światowych Dni Młodzieży od 25 lat pielgrzymuje po wszystkich krajach świata. Papież Jan Paweł II wręczył go młodym 22 kwietnia 1984 r. na zakończenie Jubileuszowego Roku Odkupienia. Nieście go na cały świat jako znak miłości Pana Jezusa do ludzkości i głoście wszystkim, że tylko w Chrystusie umarłym i zmartwychwstałym jest zbawienie i odkupienie mówił wtedy Jan Paweł II. Krzyż przemierzył już wszystkie kontynenty i stał się symbolem Światowych Dni Młodzieży. Najbliższe odbędą się w Madrycie.

powrót do spisu treści

Nasz Dziennik: Konsekracja kościoła w Gdańsku  

Sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Tarcisio Bertone konsekrował w sobotę kościół pw. Bożej Opatrzności na gdańskiej Zaspie. W tym miejscu 22 lata temu Sługa Boży Jan Paweł II odprawił Mszę św. w intencji ludzi pracy - informuje Nasz Dziennik. - Ksiądz kardynał Bertone przypomniał trudną historię związaną z nowo konsekrowanym kościołem. Wskazał, że powstawał on "w niełatwym kontekście bolesnej dominacji nad całym polskim narodem, który nigdy nie przestał troszczyć się o kościoły", a tylko dzięki jednomyślności społeczeństwa udało się dokończyć budowę. Kard. Bertone apelował, by wierni modlili się do Matki Bożej i "prosili, aby zawsze strzegła rodzinę dzieci Bożych, która zjednoczona tutaj chwali Pana za Jego odwieczne miłosierdzie".

powrót do spisu treści

Nasz Dziennik: W trosce o wychowanie młodzieży [IV Kongres Nauczycieli i Wychowawców Archidiecezji Przemyskiej]  

W Michalickim Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Miejscu Piastowym odbył się IV Kongres Nauczycieli i Wychowawców Archidiecezji Przemyskiej pod hasłem: "Otoczmy troską życie". Sobotniej debacie na temat problemów wychowawczych polskiej młodzieży towarzyszyła archidiecezjalna Pielgrzymka Nauczycieli i Wychowawców do sanktuarium św. Michała Archanioła i bł. Bronisława Markiewicza - pisze Nasz Dziennik. - Kongres zgromadził nauczycieli świeckich i duchownych oraz rodziców. Uczestnicy podkreślali rolę i odpowiedzialność państwa za wychowanie publiczne, które nie powinno być jedynie przystosowaniem do życia społecznego, ale ma stanowić przekaz wartości, a co za tym idzie - wychowywać człowieka twórczego, dobrego i odpowiedzialnego. Podczas sesji naukowej pt. "Władza publiczna a edukacja Narodu" zgromadzeni wysłuchali konferencji stanowiących refleksję historyczną i wyjaśniającą współczesne pojęcia dotyczące zadań i obowiązków państwa w procesie wychowawczym. Ksiądz profesor dr hab. Stanisław Haręzga (KUL) przedstawił problem "Odpowiedzialności za państwo w nauczaniu św. Pawła", ks. dr Piotr Steczkowski (Uniwersytet Rzeszowski, PAT Kraków) poruszył temat "Ideał i zadania władzy w świetle nauczania biskupów galicyjskich u progu niepodległości", z kolei "Zadania władzy w perspektywie edukacji" przedstawił poseł dr Zbigniew Girzyński (UMK) - czytamy.

powrót do spisu treści

Nasz Dziennik: Radio Maryja w Przemyślu  

Radio Maryja i Telewizja Trwam będą dzisiaj gościć w parafii pw. św. Józefa w Przemyślu, gdzie posługę duszpasterską pełnią Księża Salezjanie. Modlitewne spotkanie odbędzie się z okazji piątej rocznicy beatyfikacji księdza Augusta Czartoryskiego - pisze Nasz Dziennik. - Spotkanie Rodziny Radia Maryja w parafii św. Józefa w Przemyślu rozpocznie się o godz. 18.00 modlitwą "Regina Caeli". Następnie program słowno-muzyczny o błogosławionym księdzu Auguście Czartoryskim przedstawią uczniowie Zespołu Szkół Salezjańskich. Mszy św. dla Rodziny Radia Maryja będzie przewodniczył i homilię wygłosi abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza Kraków: Benedyktyńska brzytewka podbija Europę  

W krakowskiej Gazecie Wyborczej czytamy, że Benedyktyni z Tyńca otwierają kolejny sklep ze swoimi produktami. Tym razem w Berlinie. Już 10 maja w modnej willowej dzielnicy otwierają pierwszy zagraniczny sklep ze specjałami tynieckich benedyktynów. Jeśli projekt "Berlin" się powiedzie, benedyktyni będą otwierać sklepy także w innych europejskich krajach. W planach są Austria i Francja.

Zakonnicy pomyśleli o sprzedawaniu produktów sygnowanych benedyktyńskim logo trzy lata temu z powodu... biedy. Rosnące koszty utrzymania zabytkowego klasztoru w Tyńcu i brak dochodów sprawiły, że opat Bernard Sawicki zaczął zastanawiać się, jak zarobić na zakonnej marce. Tak powstały produkty benedyktyńskie. Produkty nie są wytwarzane przez zakonników, ale według starych klasztornych receptur przez współpracujące z benedyktynami firmy. Część ze specjałów sprowadzana jest z innych europejskich benedyktyńskich klasztorów (np. alkohole z Węgier). W Polsce działają już 34 sklepy sprzedające m.in. konfitury i nalewki z wymyślonym w Tyńcu logo, większość na zasadach franczyzy.

powrót do spisu treści

Wprost: Ranczo na żywo [Relacja z odpustu św. Wojciecha w Jeruzalu]  

- Koniec kwietnia, samo południe w małej wsi Jeruzal niedaleko Mińska Mazowieckiego. Wioska, gdzie mieszka ledwie 400 osób, tego dnia pęka w szwach. Wszystkie uliczki zastawione straganami z balonami, zabawkami dla dzieci, watą cukrową i kiełbaskami. Na głównym placu przed kościołem scena – miejscowy ksiądz odprawia tu mszę z okazji odpustu św. Wojciecha - o odpuście w Jeruzalu - odpowiedniku Wilkowyj z serialu "Ranczo" piszą na łamach Wprost Iga Nyc i Agnieszka Niedek. - W loży honorowej siedzą Katarzyna i Cezary Żakowie oraz Paweł Królikowski. Nagle aktorzy wstają i ruszają w tłum wiernych z tacami po ofiarę. Cezary Żak jest w tej roli nawet skuteczniejszy od księdza i od jednego mężczyzny dostaje 500 zł. Nic dziwnego, dla mieszkańców Jeruzala to przecież drugi proboszcz - czytamy. - Dzisiaj nie przyjechał na plan zdjęciowy, tylko na zlot fanów produkcji, towarzyszący odpustowi. Po mszy rusza procesja, prawdziwy lokalny duchowny wzywa aktorów na scenę i zaczyna wywiad, w czasie którego fikcyjny ksiądz przyznaje, że zna już w Jeruzalu każdy kąt i rozpoznaje twarze swoich parafian - pisze Wprost. - Jeśli kogoś nie ma na placu przed sceną, to na pewno jest w kościele i ogląda galerię zdjęć z serialu.

– Właśnie zbieramy fundusze na remont dzwonnicy serialowego kościoła. Żeby zgromadzić pieniądze, organizujemy aukcje, gdzie licytujemy rekwizyty z planu zdjęciowego. Sprzedajemy też zdjęcia i foldery – mówi Marcin Kurowski z Ryk na Lubelszczyznie. Jest tu razem z kolegami, których poznał na forum, czyli innymi miłośnikami serialu." - Ranczo” to obecnie jeden z najpopularniejszych programów w telewizji – oglądalność przekroczyła 9 mln widzów. Losy bohaterów śledzi więc prawie jedna czwarta Polaków - czytamy w tygodniku.

powrót do spisu treści

Nasz Dziennik: Na chwałę Bożą [Festiwal Piosenki Religijnej im. Jana Pawła II w Krakowie]  

W Szkole Podstawowej nr 123 w Krakowie odbędzie się V Jubileuszowy Festiwal Piosenki Religijnej im. Jana Pawła II. Wezmą w nim udział grupy dziecięce i młodzieżowe z różnych stron Małopolski - pisze Nasz Dziennik. - Od wielu lat nosiłam w sercu zamiar zorganizowania wśród młodzieży szkolnej przedsięwzięcia, podczas którego uczniowie podjęliby zaproszenie do śpiewania piosenek religijnych na Bożą chwałę. Do realizacji mojego wewnętrznego pragnienia doszło przed pięciu laty. Podzieliłam się wówczas swoim pomysłem z dyrekcją Szkoły Podstawowej nr 123, w której pracuję. Propozycja spotkała się z ogromną aprobatą. Pierwszy festiwal przerósł oczekiwania organizatorów, wzięło w nim udział ponad stu uczestników - przybliża historię festiwalu jego pomysłodawca oraz organizator Maria Ciosińska-Kucharczyk, nauczyciel nauczania zintegrowanego. Wskazując na cele, jakie przyświecały i nadal towarzyszą temu przedsięwzięciu, zaznacza, że jest to przede wszystkim chęć popularyzacji śpiewania piosenek religijnych wśród dzieci i młodzieży. Od 2005 roku przedsięwzięciu patronuje Ojciec Święty Jan Paweł II. Po śmierci Papieża Polaka to właśnie jego imię nadano festiwalowi. Podczas jubileuszowego spotkania zaśpiewają uczniowie z Dębna Podhalańskiego, którzy mają przybyć wraz z proboszczem tamtejszej parafii ks. Józefem Milanem. Udział zapowiedziały szkoły m.in. z Bystrej i Czernichowa. W sumie weźmie w nim udział około 160 osób.

powrót do spisu treści

Stolica Apostolska  

Gazeta Wyborcza: Watykan. Kłopoty z beatyfikacją Jana Pawła II  

Proces beatyfikacyjny Jana Pawła II napotkał trudności - twierdzi włoski tygodnik "Panorama". W niedzielnym artykule napisano o "niepokojących szczegółach, rzucających cień na proces". Według gazety brakuje świadectwa bliskiego współpracownika papieża - byłego sekretarza stanu kardynała Angelo Sodano. Z kolei komisja historyczna nie mogła przestudiować dokumentów będących w posiadaniu kardynała Stanisława Dziwisza. "Panorama" przypomina, że Jan Paweł II kazał spalić swoje osobiste notatki, jednak chociaż jego były sekretarz tego nie zrobił, nie umożliwił ekspertom wglądu - pisze Gazeta Wyborcza. Jak podaje za włoskim tygodnikiem, w połowie maja może dojść do przełomu w procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II. Ma się zebrać wtedy komisja ośmiu teologów na czele z księdzem Sandro Corradinim, której zadaniem będzie analiza życia, dzieł i pism Karola Wojtyły.

=> Por. Polska: Wątpliwości wokół Jana Pawła II; Rzeczpospolita: Kłopoty z beatyfikacją Jana Pawła II?

powrót do spisu treści

Nasz Dziennik: Kapłan daje życie za owce  

Wczoraj, w Niedzielę Dobrego Pasterza, w Bazylice św. Piotra w Watykanie Ojciec Święty Benedykt XVI udzielił święceń kapłańskich dziewiętnastu diakonom. Trzynastu z nich to Włosi, pozostali neoprezbiterzy pochodzą z Chile, Chorwacji, Haiti, Korei, Nigerii i Republiki Czeskiej. Po Eucharystii Papież spotkał się z wiernymi na modlitwie "Regina Caeli". Poprosił o modlitwę w intencji swojej pielgrzymki do Ziemi Świętej, a także o powołania do kapłaństwa, życia konsekrowanego i do świętego życia małżeńskiego - czytamy na łamach Naszego Dziennika. Na zakończenie Ojciec Święty mówił o szczególnym powołaniu kapłanów do "modlitwy w znaczeniu wyraźnie chrystocentrycznym". - Kapłan, który dużo się modli i który modli się dobrze, zostaje stopniowo wywłaszczony z siebie samego i coraz bardziej zjednoczony z Jezusem - dobrym Pasterzem i Sługą braci - podkreślił Papież, wyjaśniając, że w ten sposób kapłan upodobania się do Chrystusa i "daje życie" za owce, które zostały mu powierzone.

powrót do spisu treści

Zagranica  

Rzeczpospolita: Grzesznik na kolacji z biskupami [O spotkaniu Mela Gibsona z hierarchami]  

Informacja o tym, że po 28 latach szczęśliwego małżeństwa żona znanego amerykańskiego aktora Mela Gibsona wystąpiła o rozwód, obiegła wszystkie światowe media – czytamy w Rzeczpospolitej. Jedni mówili o rysie na wizerunku wzorowego chrześcijanina, reżysera słynnego filmu „Pasja” i o końcu religijnego idola Ameryki. Drudzy skupiali się raczej na zdjęciach z upojnych wakacji gwiazdora z rosyjską piosenkarką. Jeszcze inni ekscytowali się „najdroższym rozwodem w historii”, który ma ponoć kosztować Gibsona 450 milionów dolarów. Nic więc dziwnego, że zmęczony sytuacją aktor postanowił się wyciszyć. W tym celu odwiedził biskupów zgromadzonych na konferencji episkopatu Katolickiego Kościoła Wschodniego. Do St. Louis – gdzie odbywała się konferencja – przyleciał prywatnym samolotem. Serwis Ninemsn podaje, że Gibson bardzo chciał się czegoś dowiedzieć na temat... maronickiej tradycji sprawowania eucharystii po aramejsku. Mimo, że biskupi zostali uprzedzeni o wizycie gwiazdora, w komentarzach nie kryli zdziwienia. – Byłem więcej niż zaskoczony, byłem zdumiony – opowiada biskup Robert Shakeen z maronickiego Kościoła w St. Louis. Mel Gibson zabrał hierarchów na kolację do włoskiej restauracji. – Nie sądzę, aby Jezus miał problemy z siadaniem z ludźmi do stołu. Nie mogłem też odmówić spotkania komuś, kto się do mnie zwraca. Gibson nie wspominał o życiu osobistym, prosił tylko o modlitwę za siebie i mówił, że czeka go trudny okres w życiu – relacjonował biskup Shakeen.

powrót do spisu treści

KOMENTARZE, OPINIE, WYWIADY  

Niedziela: Kościół w Ziemi Świętej czeka na Benedykta XVI [Rozmowa z bp. Giacinto-Boulos Marcuzzo]  

- W Jordanii Ojciec Święty będzie mówił o Kościele, w Jerozolimie - o pokoju, w Betlejem - o życiu, a w Nazarecie - o rodzinie. Z rezydującym w Nazarecie bp. Giacinto-Boulos Marcuzzo – wikariuszem generalnym Patriarchy Łacińskiego dla Izraela – m.in. o głównych tematach papieskiej pielgrzymki do Ziemi Świętej rozmawia na łamach Niedzieli Włodzimierz Rędzioch.

Jak mówi biskup Marcuzzo wizyta Benedykta XVI będzie poniekąd zwieńczeniem Roku Rodziny. Papież pobłogosławi kamień węgielny pod budowę międzynarodowego centrum rodziny, o którego powołaniu myślał już Jan Paweł II i którego budowa była w planach Papieskiej Rady ds. Rodziny. Jego oficjalna nazwa brzmi: Międzynarodowe Centrum ds. Duchowości i Nowej Ewangelizacji Rodziny. - Przede wszystkim mamy nadzieję, że będzie to naprawdę podróż duszpasterska. Co do tego wszyscy – Ojciec Święty, Patriarcha Jerozolimy, Nuncjusz Apostolski i cały Kościół – są zgodni. Nie można dopuścić, by jakiś aspekt zdominował wizytę. Mamy nadzieję, że efektem duszpasterskim pielgrzymki będzie wzmocnienie jedności w Kościele, stworzenie klimatu sprzyjającego sprawiedliwości i pokojowi oraz wzmocnienie dialogu między religiami i kulturami - mówi bp Marcuzzo. - Pielgrzymka papieska może być wielką pomocą w sferze duszpasterskiej, kulturalnej i społecznej - dodaje. - Prace jeszcze trwają, ale nie mamy już dużo czasu. Najważniejsza jednak jest postawa wiernych z radością oczekujących na Papieża - podkreśla.

Przy okazji rozmowy o pielgrzymce Benedykta XVI do Ziemi Świętej, Włodzimierz Rędzioch wspomina o stosunkach dyplomatycznych między Stolicą Apostolską a Izraelem, nawiązanych w 1993 r. Jest to tzw. Porozumienie Podstawowe, bez wcześniejszego osiągnięcia porozumienia w sprawach podatkowych i własności, co było gestem dobrej woli i aktem ufności Ojca Świętego, Stolicy Apostolskiej i Kościoła katolickiego na całym świecie w stosunku do Państwa Izrael. Powołano wtedy do życia specjalną komisję dwustronną, która miała rozwiązać wszystkie problemy między stronami. - Odnosi się wrażenie, że strona izraelska nie dotrzymuje obietnic i bojkotuje prace komisji. Dlaczego tak się dzieje? - pyta Rędzioch. - Jestem członkiem komisji dwustronnej, dlatego mogę się wypowiadać na ten temat. Przede wszystkim nie powinno się przesadzać, używając tak drastycznych stwierdzeń, jak „niedotrzymywanie obietnic”, „bojkotowanie prac”… - odpowiada duchowny. - Należy doprecyzować pewne stwierdzenia. To prawda, że sprawa ta ciągnie się zbyt długo, dokładnie od ponad 16 lat, a rozwiązanie problemów staje się coraz bardziej palące. Przed papieską wizytą nastąpiło znaczne przyspieszenie prac komisji i wydawało się, że będzie możliwe zawarcie porozumienia, tym bardziej że w praktyce chodzi o wprowadzenie w życie porozumień już wcześniej podpisanych. Tak się jednak nie stało. Widać, że potrzeba jeszcze czasu, cierpliwości i dodatkowej pracy - mówi biskup. - Turystyka pielgrzymkowa jest największym źródłem dochodów Izraela – to jego „ropa”, dlatego państwo powinno uznać naszą rolę w tej dziedzinie. Dawniej, począwszy od XVI wieku, rządzący zawsze uznawali tę szczególną rolą Kościoła, który z czasem nabył prawa zwane historycznymi prawami nabytymi - mówi biskup.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza: Polak katolik dezerteruje [Katarzyna Wiśniewska o temacie ostatniego numeru Tygodnika Powszechnego]  

- Nie każdy Polak katolik ma ten siódmy zmysł, ale wielu potrafi to bezbłędnie: zdemaskować żydomasona, komunistę lub ateusza (w zasadzie na jedno wychodzi). W Tygodniku Powszechnym Polak katolik został gruntownie przebadany - na temat ostatniego numeru Tygodnika zwraca uwagę Katarzyna Wiśniewska w rubryce "Z prasy katolickiej" na łamach Gazety Wyborczej. - Pisze ona o ewolucji pojęcia "Polak katolik", którą zauważa ks. Adam Boniecki: „Środowiska dotknięte ksenofobią i antysemityzmem, przejawiające ciągoty nacjonalistyczne, z tego sloganu rezygnują. Zwrot »Polak katolik« nabiera charakteru opisu (narodowość polska, wyznanie katolickie) bez zabarwienia wartościującego. W jego miejsce wprowadzono określenie »prawdziwy Polak«, mętne, coś insynuujące i przez to –moim zdaniem – jeszcze bardziej wredne”. A Polak jest najprawdziwszy tylko z Matką Boską na ustach - pisze Wiśniewska, omawiając inne artykuły Tygodnika. „Jeśli Królową Polski jest Maryja –wynika z tego –to kto jej nie uznaje, nie jest w pełni Polakiem. Zły to syn narodu, który wyrzeka się Matki. Brak wiary – czy nie oznacza dezercji z szeregu prawdziwych Polaków?”, prowokuje dominikanin o. Wojciech Jędrzejewski. I stwierdza: „Zamiast uderzać w dzwon niepokoju, że siły wrogie Bogu chcą go usunąć z przestrzeni publicznej, warto dostrzec, że On sam, a wraz z Nim Jego Służebnica, usuwa się, by dyskretnie wspierać nasze ludzkie wysiłki. Warto uszanować ten styl, nie narzucając publicznej przestrzeni nadmiaru religijnych deklaracji, wyznań, intronizacji, aktów pobożności”. Marek Jurek się nie zraża, w dzwon uderza i deklaruje (na łamach „Przewodnika Katolickiego”): „Opinia chrześcijańska powinna jasno występować na rzecz zasad cywilizacji chrześcijańskiej. Nie rozumiem, dlaczego nikt nie wystąpił z propozycją rezolucji w obronie Ojca Świętego podczas antypapieskiej kampanii politycznej w całej Europie. Apelowaliśmy oto jako Prawica Rzeczypospolitej – cały Sejm pozostał głuchy”. Czyżby w Sejmie nie było prawdziwych Polaków?! Może po prostu zabrakło im animuszu. Do mianowania Matki Boskiej Trybunalskiej patronką parlamentarzystów chętnych nie brakowało ani w PO, ani w PiS, ale to pestka w porównaniu z zasłanianiem własną piersią papieża - pisze Wiśniewska.

powrót do spisu treści

Wprost: Quad na komunię  

Czy rodzinne przyjęcie po komunii dziecka powinno się odbyć w hotelu Marriott? W zasadzie tak. – Przyjęcie w Marriotcie to twój obowiązek! – wykrzyczała mamie pewna dziewięciolatka podczas wizyty u rodzinnego terapeuty. Rodzicielskim obowiązkiem sezonu jest też quad, skuter, a co najmniej laptop w miejsce banalnego złotego krzyżyka - pisze w tygodniku Wprost Jowita Flankowska.

Na listach prezentów, które coraz częściej dostają zaproszeni na komunię goście, obok laptopów, cyfrowych aparatów fotograficznych, kamer, telewizorów, iPodów i gier komputerowych poczesne miejsce w tym roku zajmują quady i skutery. Nie szkodzi, że kartę motorowerową wyrobić można dopiero od 13. roku życia. Od czego podwórka i boczne drogi? Przyjęcie musi się odbyć w restauracji (70-200 zł od osoby), o ile co najmniej rok temu ją zarezerwowano, a do kościoła dziecko powinno podjechać wynajętą limuzyną. O zamówionym fryzjerze, poradach stylisty, solarium, a nawet tipsach w tej sytuacji chyba nie warto wspominać. To, czego zabraknie w zestawie komunijnych prezentów, rodzina gorliwie nadrobi w Dzień Dziecka. No bo jak odmówić swojemu, skoro inne już to mają? - pisze publicystka.

Nawiązuje do książki Benjamina R. Barbera „Skonsumowani. Jak rynek psuje dzieci, infantylizuje dorosłych i połyka obywateli”, jej autor napisał: „Dziecko zakorzenione w rodzinnej wspólnocie jest kiepskim klientem, konsumentem pozbawionym »władzy«, który musi być posłuszny swoim »stróżom«, czyli mamie i tacie. Natomiast dziecko wyzwolone przez marketing, czteroletni »indywidualista«, staje się zdolnym konsumentem, który może nawet wywierać wpływ na kieszonkowe wydzielane mu przez podporządkowanych rodziców”. Dzieci już nie tylko towarzyszą rodzicom w zakupach, ale mają także duży wpływ na ich decyzje. Z badań przeprowadzonych kilka lat temu przez firmę Ipsos Marketing wynika, że to one decydują o wyborze marek jogurtów, serków, płatków śniadaniowych, past do zębów, odzieży, obuwia oraz sprzętu RTV. Im starsze dziecko, tym udział w decyzji większy - czytamy.

– Dzieci popisują się tym, co dostały, bo rywalizacja rodziców zeszła na ich poziom – mówi dr Elżbieta Supryn. Rodzice często zapewniają, że w taki sposób po prostu inwestują w swoje dzieci. – Nie mam nic przeciwko inwestowaniu w dzieci, o ile nie robi się tego dla innych. A warto sobie uświadomić, że limuzyny nie wynajmuje się dla dziecka, tylko dla znajomych – dodaje psycholog. W tej sytuacji tylko zbiegiem okoliczności można tłumaczyć to, że ci sami rodzice mają ogromny kłopot z odpowiedzią na pytanie, którą ręką pisze ich dziecko. – Najwyższy czas powiedzieć sobie otwarcie, że to, czego jesteśmy świadkami, to nic innego jak nadrabianie swojego dzieciństwa kosztem własnych dzieci. W taki sposób wychowuje się materialistów i cyników – mówi dr Supryn. Jej zdaniem co piąty rodzic, który przychodzi do psychologa, mówiąc: „Proszę naprawić moje dziecko, bo ostatnio się popsuło”, nie chce słyszeć o tym, że problem tkwi w dorosłych, a nie w dzieciach - czytamy.

Zdaniem psychologów problem tkwi także w Kościele - pisze Flankowska. - Choć księża nawołują z ambon do opamiętania, to zamiast powściągliwej uroczystości przyjęcia sakramentu proponują wiernym rozbuchaną celebrację. W jednym z blogów (Nieimiennik) autorka dosadnie opisała przygotowania do komunii córki. Na obowiązkowym szkolnym spotkaniu dowiedziała się, ile co ma kosztować: „Sprzątaczka – to księdza nie stać już na sprzątaczkę? (…) Przynajmniej w moim domu goście nie pucują naczyń po imprezie... Kamerzysta – kolejny wstrząs, z kamerą do kościoła wstęp mają wyłącznie osoby upoważnione, z zezwoleniem, co znaczy, że konkretne osoby konkretnie zarobią na konkretnych imprezach […] Biznes się kręci, aż furczy... I nie ma w nim miejsca dla dziadka zapaleńca filmującego ukochaną wnuczkę przy byle okazji. Upominki dla jednego księdza, drugiego księdza, proboszcza, organistki, katechetki, koperta dla głównego organizatora (księdza, jak się domyślam) i datek na biedne dzieci dla jakiejś bliżej mi nieznanej fundacji (...). Troll mój musi mieć specjalną białą bieliznę i rajstopki (30 zł), buty (100 zł, pochodzi w nich tydzień), albę (100 zł, później będzie w niej udawać ducha), wianek, rękawiczki, torebkę, świece, okapnik,biblię, różaniec itd. (w sumie 100 zł), sweterek (100 zł, może być zimno), zaproszenia (40 zł). (…) Jedzenie (najbliższa rodzina, obiad w niedrogiej restauracji) – 1500 zł. Oczywiście najważniejszy z perspektywy dziecka jest prezent. Tu już nie ma ograniczeń..." - czytamy.

powrót do spisu treści

Niedziela: Dyskryminacja rodziny [Jan Maria Jackowski]  

- W Polsce pełna rodzina jest dyskryminowana przez państwo, a konkubinaty z dziećmi czy samotni rodzice z dziećmi są preferowani - pisze w Niedzieli Jan Maria Jackowski. Według niego system podatkowy w Polsce jest antyrodzinny: - W 2004 r. rząd SLD doprowadził do znowelizowania ustawy o świadczeniach rodzinnych w taki sposób, że opłacalne stało się bycie samotnym rodzicem albo rozwiedzionym, gdyż osoby samotnie wychowujące dzieci w przeciwieństwie do pełnych rodzin uzyskały przywilej w postaci wspólnego opodatkowania z dzieckiem. Ta jawna niesprawiedliwość spowodowała lawinowy wzrost rozwodów (tzw. socjalnych) oraz zjawisko samotnych matek, które żyją ze swymi partnerami, ale nie zawierają małżeństwa, bo stracą na tym finansowo. Jakby tego było mało, w przyjętą w czasach rządów PiS-u ustawę przywracającą Fundusz Alimentacyjny wpisano zasadę dzielącą w Polsce dzieci na „lepsze” i „gorsze”. Dzieci bowiem wychowywane przez samotnych rodziców są uprzywilejowane – mają znacznie korzystniejsze kryteria dochodowe, od których zależy zasiłek, niż dzieci w rodzinach pełnych - czytamy. - Dzieci samotnych matek korzystają też w wielu gminach ze znacznie korzystniejszych zasiłków socjalnych niż dzieci z pełnych rodzin. Tymczasem Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że dzieci muszą być traktowane jednakowo, niezależnie od tego, czy rodzice ich się rozwiedli, czy też nie - pisze Jackowski. - Jeżeli ktoś prowadzi działalność gospodarczą, to nie może od strony podatkowej zatrudnić na umowę o pracę w swojej firmie współmałżonka (oczywiście konkubinę czy konkubenta może) i odliczyć kosztów zatrudnienia od podstawy opodatkowania. Gdy mąż spowoduje wypadek samochodowy, w którym ucierpi żona – współpasażerka, nie należy się jej odszkodowanie z obowiązkowej polisy OC. Natomiast gdy jedzie z obcą osobą, np. z „przyjaciółką”, to ona otrzymuje odszkodowanie - czytamy.

powrót do spisu treści

Niedziela: Klaps a prawa dziecka [Felieton Czesława Ryszki]  

- Najważniejszym prawem dziecka jest kochająca rodzina - pisze Czesław Ryszka w Niedzieli. - Jeśli rodzina jest dysfunkcyjna lub patologiczna, praktycznie niemożliwe jest naprawienie szkód wyniesionych z domu. Dobrej rodziny nie zastąpi nic i nikt: ani najlepsze prawo, ani szkoła, ani psychologowie, ani tym bardziej dom dziecka czy jakieś „alternatywne związki rodzinne”. Jeśli więc współczesne parlamenty uchwalają ustawy antyrodzinne, prawa krzywdzące zarówno rodziców, jak i dzieci, to przyszłość ludzkości jest pod wielkim znakiem zapytania. Dzieci są jakby lustrem, odbiciem zachowań dorosłych, stąd potrzebują autorytetów, zaufania, przyjaźni i miłości. Jeśli jednak sami zagubiliśmy wartości, jeśli nasze postępowanie jest często bezwstydne i agresywne, jakie potem będzie zachowanie tych, którzy na nas patrzą i nas naśladują - czytamy.

powrót do spisu treści

Przegląd: Lewicowość nie jest chorobą [Rozmowa z prof. Jean-Michelem De Waele z Wolnego Uniwersytetu w Brukseli]  

- Nie rozumiem, dlaczego lewica nie zajmuje jasnego stanowiska w kwestii aborcji, zapłodnienia in vitro i szerzej – problemu władzy Kościoła w Polsce. Myślę, że to strategiczny błąd - mówi prof. Jean-Michel De Waele z Wolnego Uniwersytetu w Brukseli, dyrektor Centrum Badań nad Życiem Politycznym (CEVIPOL). Rozmawiają z nim na łamach Przeglądu Anna Pacześniak i Piotr Żuk. - Problemem polskiej lewicy jest brak własnej tożsamości. Lewica w Polsce powinna odpowiedzieć na pytanie, jaki jest jej stosunek do Kościoła, jak zamierza rozwiązywać problemy społeczne, jaki jest jej stosunek do obyczajowego i kulturowego postępu, który wiąże się z modernizacją społeczną. Myślę, że jeśli polska lewica nie podejmie tej tematyki, to w dłuższej perspektywie nie będzie dla niej miejsca na scenie politycznej - mówi prof. De Waele. - Polskie społeczeństwo będzie się powoli sekularyzować, młodzi ludzie będą coraz rzadziej chodzić do kościoła, księża będą mieli coraz mniejszy posłuch. To lewica powinna reprezentować tę nową Polskę. Powinna przestać się wstydzić, że jest lewicą. Lewicowość nie jest chorobą, wynaturzeniem, to nie jest szaleństwo, za które trzeba przepraszać. Młodzi ludzie polskiej lewicy powinni być dumni ze swoich poglądów, powinni wierzyć w redystrybutywną rolę państwa, widzieć konieczność modernizacji i demokratyzacji polskiego życia politycznego - czytamy.

powrót do spisu treści

NAUKA, KULTURA, SPOŁECZEŃSTWO  

Newsweek: Nietykalny Rydzyk  

Czy politycy boją się skutków gniewu ojca Tadeusza Rydzyka? Ponad połowa Polaków uważa, że tak - wynika z sondażu przeprowadzonego dla „Newsweeka" przez ośrodek Mareco Polska w 10 największych miastach kraju. "Zdaniem ankietowanych ów strach ma wymienię skutki i przekłada się na ulgowe traktowanie redemptorysty. Co ciekawe, jest to pogląd zgoła odmienny od tego, jaki prezentuje rzecznik praw obywatelskich - czytamy. - Janusz Kochanowski głośno protestował niedawno przeciwko odmowie dofinansowania z publicznej kasy projektu odwiertów geotermalnych, prowadzonych przez fundacje zakonnika".

Rezultaty badania nie dziwią prof. Edmunda Wnuk-Lipińskicgo, rektora Collegium Civitas. - Brak kontroli nad finansami ojca Rydzyka i zaangażowanie duchownego w politykę sprawia, że toruńskie imperium rzeczywiście może być postrzegane jako uprzywilejowane - przyznaje socjolog. Podkreśla też, że choć obecna władza przestała zakonnika tak wyraźnie faworyzować, jeszcze długo będzie on mógł liczyć na ulgi, o których np. piekarz rozdający biednym chleb może tylko pomarzyć. - I Polacy to wiedzą - mówi Wnuk-Lipiński. A politycy wiedzą, że imperia lubią kontratakować.

Na pytanie, czy polskie władze traktują Tadeusza Rydzyka ulgowo ze strachu przed reakcją słuchaczy Radia Maryja? 50,7 proc. odpowiedziało, że tak; 22,4 proc. - powiedziało, że nie; "trudno powiedzieć" - to odpowiedź 26,9 proc. ankietowanych.

powrót do spisu treści

Dziennik: Kierowcy szaleli, bo pogoda była za dobra [Do niedzieli zginęło 45 osób]  

W Dzienniku czytamy, że mimo lepszej pogody niż w ubiegłym roku i mniejszej liczby pijanych kierowców na polskich drogach w majowy weekend zginęło niemal tyle samo osób, ile w 2008 r.

– To paradoks, ale gdy pada deszcz, kierowcy jeżdżą ostrożniej i rzadziej dochodzi do tragicznych w skutkach wypadków. Gdy świeci słońce i droga nie jest zatłoczona, częściej i mocniej przyciskają oni pedał gazu. Właśnie w takich okolicznościach giną ludzie – mówi Małgorzata Gołaszewska z zespołu prasowego Komendy Głównej Policji. Dlatego też najgorszym spośród czterech dni weekendu była słoneczna sobota, gdy zginęło 20 osób. Policjanci zatrzymali 1500 pijanych kierowców, o niemal tysiąc mniej niż w ubiegłym roku. I to jest jedyna dobra wiadomość. – To oczywiście nadal zbyt dużo. Polacy wciąż wsiadają za kierownicę na drugim gazie, choć po przekroczeniu dawki 0,5 promila grozi kara dwóch lat więzienia. Należy się liczyć również ze stratą samochodu – mówi Gołaszewska. Ubiegłoroczny weekend był jednak o jeden dzień dłuższy. Wtedy zginęły 54 osoby, a 877 zostało rannych. W tym roku 45 zginęło, a 426 odniosło rany. Te liczby nie są jednak pełne – nie obejmują szczytu powrotów z wyjazdu, który przypadał na niedzielny wieczór.

=> Por. Polska: Pijani znów ruszyli na drogi, 45 ofiar

powrót do spisu treści

Dziennik: Baza DNA jednak zakazana [Brytyjskie MSW zniszczy próbki kodu DNA i profile komputerowe miliona niewinnych osób]  

Dziennik informuje, że Brytyjczycy nie będą budowali bazy danych z próbkami DNA osób, które były zatrzymane przez policję, ale nie udowodniono im popełnienia przestępstwa. Londyn zniszczy próbki i tym samym zastosuje się do wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który uznał, że informacje genetyczne mogą posłużyć do kreślenia portretów potencjalnych przestępców i inwigilowania osób zaliczonych do tej grupy.

– Trzeba zachować proporcje pomiędzy potrzebą ochrony społeczeństwa a dbaniem o jego prawa. Porównując ryzyko i ewentualne zyski, zdecydowaliśmy się pozbyć wszystkich próbek – zapowiedziała w sobotę szefowa brytyjskiego MSW Jacqui Smith. Sprecyzowała, że zniszczone zostaną dane dotyczące ponad 800 tys. ludzi – zatrzymanych przez policję, ale nigdy nieskazanych wyrokiem sądu. Dla obrońców praw człowiek na Wyspach to jednak i tak za mało. – Policyjna baza jest zdecydowanie za duża. Żądamy, by zniszczeniu uległy również próbki osób skazanych za niewielkie przestępstwa – uważa Simon Davis z organizacji Privacy International.

Obecnie dzięki badaniom ludzkiego genotypu można przewidzieć m.in. ryzyko wystąpienia zmian nowotworowych czy alkoholizmu. Naukowcom udało się już znaleźć odpowiedzialne za te choroby geny. Znalezienie genu odpowiadającego za skłonność do popełniania zabójstw wydaje się kwestią czasu.

– Genetyczna informacja pewnego dnia będzie wykorzystana do połączenia indywidualnych cech osób z każdą sferą jego życia – uważa amerykański genetyk Kent Hutchison. Inni naukowcy przekonują, że badania prędzej czy później przybliżą ludzi do poznania przyczyn ludzkiej agresji i odkrycia genów popychających ludzi do popełniania przestępstw. Brytyjskie władze, mimo wyroku i decyzji o likwidacji bazy danych DNA, próbują jednak marginalizować problem. Zwolennicy inwigilacji mówią wręcz o korzyściach płynących z informacji genetycznej. Według Home Office w ciągu ostatniej dekady (kwiecień 1998 – wrzesień 2008) próbki DNA pomogły rozpracować na Wyspach Brytyjskich 390 tysięcy przestępstw, w tym wiele głośnych i bulwersujących opinię publiczną spraw. Jedną z nich była sprawa polskiego studenta, Jakuba Tomczaka, który w 2006 roku zgwałcił i pobił 48-letnią Brytyjkę. Sąd skazał go na podwójne dożywocie, zaś kluczowym dowodem były próbki kodu genetycznego - czytamy.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza Czestochowa: Klasztor nie godzi się na reklamowanie...  

O kampanii promującej Częstochowę i region Jury Krakowsko - Częstochowskiej pisze częstochowskie wydanie Gazety Wyborczej. Na razie Częstochowa umieściła na lotniskach w Pyrzowicach, Balicach, Łodzi, Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu, Rzeszowie, Szczecinie i na Okęciu swoje billboardy, plakaty, foldery... Wszystko pod hasłem "Ju-rajsko aktywni. Cztery pory roku na Jurze" pokazuje, że nasze okolice są dla ludzi aktywnych idealnym miejscem wypoczynku. Kampania promocyjna przygotowana przez wydział komunikacji społecznej częstochowskiego magistratu zaczęła się 1 grudnia ubiegłego roku, a skończy 31 grudnia tego roku. Ma przyciągnąć turystów. Pieniądze dała Unia nieco ponad 700 tys. zł. To 85 proc. potrzebnej na całość kwoty 835 tys. zł.

Właśnie zaczął się kolejny etap tej kampanii. Tym razem województwo reklamuje konkretne miejsca. Kampania skierowana jest do mieszkańców regionu: z badań wynika, że nie wyjeżdżają oni dalej niż 40 km od miejsca zamieszkania. Firma Business Consulting wymyśliła plakaty odnoszące się do turystyki poprzemysłowej, zabytkowej, aktywnej i sakralnej. Na każdym plakacie młoda osoba jakby pozowała do dowcipnego zdjęcia obok szybu kopalnianego, pałacu w Pszczynie, paralotni na tle góry i bazyliki w Piekarach Śląskich. - Klasztor jasnogórski nie wyraził zgody na umieszczenie swojego wizerunku - wyjaśnia Włodzimierz Majer, prezes Business Consulting.

Kampania województwa potrwa miesiąc, rozpocznie się po długim weekendzie.

powrót do spisu treści

Gazeta Wyborcza Kielce: Ludzki płód wśród ścieków  

Płód ludzki znalazł w sobotę pracownik oczyszczalni ścieków w podkieleckiej Cedzynie - czytamy w kieleckiej Gazecie Wyborczej. - Na jego wezwanie na miejscu pojawiła się policja i biegły lekarz. Szczątki zabrano do zakładu medycyny sądowej. Jak ustalił patolog, płód jest płci męskiej, ma 25-26 tygodni i może pochodzić z poronienia - mówi Małgorzata Tkaczyk-Kłębek z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach.

Policjanci próbują dociec, jakim sposobem płód znalazł się w oczyszczalni. Jest to o tyle trudne, że spływają do niej nieczystości z kilku gmin Górna, Daleszyc i z Kielc. Zatrzymano już jedną kobietę narodowości ukraińskiej, która mogła mieć związek ze sprawą. Okazało się, że ta osoba nigdy nie była w ciąży. To kolejne zdarzenie tego typu. W marcu w skarżyskiej sortowni odpadów znaleziono martwego noworodka. Poszukiwania matki dziecka dotychczas nie przyniosły rezultatu.

powrót do spisu treści

Rzeczpospolita: Czy izraelski jastrząb zdoła podbić Europę  

Rzeczpospolita informuje, że kontrowersyjny szef izraelskiego MSZ Awigdor Lieberman wyruszył w pierwszą oficjalną podróż zagraniczną. Odwiedzi kolejno Rzym, Paryż, Berlin i Pragę. Wcześniej jego nominacja na szefa izraelskiej dyplomacji doprowadziła do pogorszenia stosunków między Unią Europejską a Izraelem. UE nalega, by nowy prawicowy rząd Izraela jednoznacznie poparł ideę powstania państwa palestyńskiego. Bruksela zagroziła, że w przeciwnym razie nie dojdzie do zaplanowanego podniesienia rangi stosunków unijno-izraelskich.

Ale uznawany za jastrzębia premier Beniamin Netanjahu nie chce realizować programu „dwóch państw” – Izraela i Palestyny. A Lieberman podkreśla, że używając słów „dwa państwa” i „ziemia za pokój”, nie da się uprościć niesłychanie skomplikowanej sytuacji na Bliskim Wschodzie. Izraelski MSZ już ostrzegł Europejczyków, że jeśli będą zbyt krytyczni, to UE zostanie wykluczona z bliskowschodniego procesu pokojowego.

Lieberman znany jest z antyarabskiego nastawienia. W 2003 r., gdy mówiono o amnestii dla palestyńskich więźniów, proponował, by utopić ich w Morzu Martwym. W 2006 r. wezwał do ukarania arabskich deputowanych do Knesetu, którzy spotkali się z przedstawicielami Hamasu. A kilka miesięcy temu stwierdził, że Izrael „musi walczyć z Hamasem jak USA z Japończykami podczas II wojny światowej”, co wielu uznało za propozycję użycia bomby atomowej - czytamy.

powrót do spisu treści

Rzepospolita: Ma już dość życia z Berlusconim  

Rzeczpospolita informuje, że po 19 latach małżeństwa żona premiera Włoch żąda rozwodu. Była aktorka Veronica Lario ma powyżej uszu flirtów męża z małoletnimi gwiazdkami ekranu.

Sam Berlusconi odmówił komentarzy na temat rozpadu jego drugiego małżeństwa, z którego ma trójkę dzieci. Konflikt w związku premiera narastał od dłuższego czasu. Veronicę Lario wzburzył niedawno program przyjęcia, na którym partia jej męża Lud Wolności miała wybrać kandydatki do Parlamentu Europejskiego. Berlusconi nie ukrywał zresztą, że w wyborach kandydatek ich kwalifikacje merytoryczne nie będą najważniejsze. Jak podkreślił, posłanki z Ludu Wolności mają się odróżniać od “brzydko pachnących i źle ubranych reprezentantek pewnych innych partii w parlamencie”. Dlatego wysunął kandydatury m.in. czterech gwiazdek ekranu, w tym bohaterki “Big Brothera”.

Według dziennika “La Repubblica” cały weekend Veronica Lario konsultowała się ze swoją panią adwokat. Przedyskutowała też problem z trójką dzieci, którym również nie podoba się zamiłowanie ojca do nastoletnich gwiazdeczek. Prawniczka pani Lario ostrzegła ją, że może stać się teraz ofiarą niewybrednych ataków. Jedna z gazet opublikowała już zresztą zdjęcia Veroniki, jak obnaża piersi podczas występu przed prawie 30 laty.

Nie wiadomo też, jak podzielony zostanie szacowany na 6,5 miliarda dolarów majątek premiera Włoch.

=> Por. Polska: Berlusconiego czeka rozwód

powrót do spisu treści

Rzeczpospolita: Islamskie miłosierdzie dla Roxany Saberi  

Teheran zapowiada „uczciwe i humanitarne” rozpatrzenie odwołania od wyroku na amerykańską dziennikarkę Roxana Saberi – czytamy w Rzeczpospolitej. Sabeli, która urodziła się w rodzinie irańskiego imigranta i Japonki w Stanach Zjednoczonych, ale od sześciu lat mieszka w Iranie, została niedawno skazana po tajnym procesie na osiem lat więzienia za rzekome szpiegostwo. 32-letnia Saberi, mająca podwójne, irańsko-amerykańskie, obywatelstwo, współpracowała wcześniej z zachodnimi mediami, ale od trzech lat nie miała oficjalnej akredytacji dziennikarskiej. Według jej ojca została podstępem nakłoniona do podpisania obciążających ją zeznań – służba bezpieczeństwa miała ponoć obiecać jej w zamian natychmiastowe zwolnienie.

– Każdy obywatel Iranu, który złamał prawo, będzie ukarany i Saberi nie może być odstępstwem od tej zasady – powiedział szef dyplomacji Iranu Ma-nuszehr Mottaki podczas sobotniej konferencji z udziałem swego japońskiego odpowiednika Hirofumi Nakasone. Zaznaczył jednak, że apelacja rozpatrywana będzie uczciwie i z zastosowaniem „islamskiego miłosierdzia”.

Sprawa Saberi wywołała też duże poruszenie w Stanach Zjednoczonych. Administracja Baracka Obamy, która podjęła próbę otwarcia dialogu z Iranem, oznajmiła, że jest „głęboko rozczarowana” wyrokiem. Zapowiedziała też, że zrobi wszystko, by doprowadzić do uwolnienia dziennikarki – podaje gazeta.

powrót do spisu treści

Rzeczpospolita: Kola ma być prezydentem  

Pojawienie się chłopca u boku białoruskiego prezydenta podczas niedawnej audiencji u papieża zaskoczyło nawet Białorusinów, przyzwyczajonych do tego, że Kola towarzyszy Łukaszence niemal we wszystkich oficjalnych wyjazdach. – Jak mogą teraz reagować Białorusini na publiczne pokazywanie się Łukaszenki z synkiem z nieprawego łoża, skoro nie przeszkadza to nawet papieżowi? –pyta w rozmowie z „Rzeczpospolitą” dziennikarz i autor książki o białoruskim dyktatorze Paweł Szeremiet.

Łukaszenko pierwszy raz publicznie wspomniał o istnieniu chłopca 12 kwietnia 2007 roku, odpowiadając na pytanie o następcę na stanowisku prezydenta Białorusi. Od tego czasu Kola stał obok ojca i najwyższych dostojników w państwie na trybunie honorowej podczas parady z okazji Święta Niepodległości. Był też na otwarciu olimpiady w Pekinie. Chłopiec został przedstawiony władzom Kirgizji i szefom innych państw podczas ubiegłorocznego szczytu WNP w Biszkeku. Ale najwięcej kontrowersji wzbudził udział Koli w manewrach wojskowych jesienią 2008 roku. Telewizja białoruska pokazała wówczas, jak sędziwi generałowie raportują przed głównodowodzącym sił zbrojnych i stojącym obok, ubranym w taki sam kamuflaż jak tata, malcem.

Fakt, że udział Koli w oficjalnych spotkaniach jest sprzeczny z protokołem dyplomatycznym, mało obchodzi Aleksandra Łukaszenkę. – Dla niego wszelkie ograniczenia nie mają znaczenia – przekonuje Paweł Szeremiet. – Dla Łukaszenki spotkanie z papieżem jest rodzajem zabawy politycznej, nie dba więc o zachowanie pozorów. Tym bardziej że wspólne zdjęcie z Kolą i z Benedyktem XVI w jego mniemaniu legalizuje nieślubne dziecko w oczach społeczności międzynarodowej – podkreśla. Szeremiet jest przekonany, iż po wizycie Koli w Watykanie nic nie stoi na przeszkodzie, by pojawił się też na szczycie UE.

– To chwyt PR-owski. Najbardziej znanym zdjęciem Stalina jest to, naktórym trzyma małą dziewczynkę –przypomina Szeremiet, twierdząc, iż pojawianie się Łukaszenki w towarzystwie małego Koli ma sprzyjać kształtowaniu bardziej ludzkiego wizerunku białoruskiego dyktatora.

powrót do spisu treści

Rzeczpospolita – Ekonomia: Biedny polski bezrobotny  

Rzeczpospolita porównuje wysokość zasiłków dla bezrobotnych w Polsce i wybranych krajach UE. Bezrobotny w Danii może liczyć nawet na 90 proc. swoich wcześniejszych zarobków. W Polsce, niezależnie od tego, ile się zarabiało, zasiłek jest stały i – na tle krajów Europy Zachodniej – bardzo niski. Ale i stopa bezrobocia w Polsce na tle innych krajów Unii Europejskich obecnie nie należy do najwyższych.

Ale sytuacja osób bezrobotnych w tych krajach jest nieporównywalnie lepsza niż bezrobotnych w Polsce - czytamy. - W naszym kraju zasiłek w takiej sytuacji jest prawie stały i wynosi obecnie 551,80 zł brutto (lub 20 proc. mniej lub więcej). W porównaniu z krajami Europy Środkowo-Wschodniej jest żenująco niski. Nie jest uzależniony od poprzednich wynagrodzeń czy regionalnych kosztów życia. Większość krajów Europy Zachodniej stosuje inne systemy. Zasiłek dla bezrobotnych jest uzależniony od wcześniejszych zarobków. W Danii może sięgnąć nawet 90 proc. wynagrodzenia, w Hiszpanii – 75 proc., a w Niemczech – 60 proc., choć są ustalone pewne maksymalne limity. W Irlandii zasiłki są stałe, ale w porównaniu z Polską dosyć wysokie. W Wielkiej Brytanii pomoc dla bezrobotnych jest względnie niska, ale za to można liczyć na świadczenia dla osób bez dochodów.

W Polsce przyjęto model minimum: jak najniższe zasiłki wystarczające jedynie na podstawowe wydatki. Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na ograniczenia budżetowe. Jesteśmy biednym krajem, na dorobku, dopiero się bogacimy. Choć w ostatnich latach poziom zamożności społeczeństwa lekko wzrósł, to i tak wynosi nieco ponad 50 proc. unijnej średniej. Ale to nie jedyna przyczyna niskich zasiłków w Polsce. Według przyjętego modelu ma to motywować do szukania pracy.

W Polsce od czasu do czasu rodzą się pomysły, by podnieść zasiłki. Na razie nie przynoszą one rezultatów, a widmo rosnącego bezrobocia nie niesie nadziei na zmiany. W krajach Europy Zachodniej tendencje są raczej odwrotne, ponieważ przy szalejącym kryzysie wysokie świadczenia powodują rosnące zadłużenie budżetów. – Ale nie sądzę, by prace szły w kierunku obniżki zasiłków, ponieważ to trudna politycznie decyzja – mówi „Rz” prof. Elżbieta Kryńska z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych.

powrót do spisu treści

W SKRÓCIE  

• Ponad trzy tysiące wiernych uczestniczyło w sobotniej wieczornej mszy świętej w sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej i procesji ze światłem wokół limanowskiego rynku. Rozpoczęto Różańce Fatimskie, które odbywać się będą do października w każdą pierwszą sobotę miesiąca.

• Słowo delegata Konferencji Episkopatu Polski ds. duszpasterstwa emigracji abp. Zygmunta Zimowskiego, skierowane do Polonii świata z okazji Dnia Emigranta Polskiego 3 maja 2009 r. publikuje Nasz Dziennik.

• Rozpoczyna się, trwająca dziewięć lat Wielka Nowenna Fatimska, inaugurująca przygotowania do 100. rocznicy objawień w Fatimie. Z ks. Krzysztofem Czaplą SAC - dyrektorem Sekretariatu Fatimskiego na Krzeptówkach w Zakopanem rozmawia w Niedzieli ks. inf. Ireneusz Skubiś.

• "Polska ma 211 bożogrobców" - czytamy w Niedzieli. - W Łowiczu, pod przewodnictwem Prymasa Polski, odbyła się uroczysta inwestytura Zakonu Rycerskiego Świętego Grobu Bożego w Jerozolimie, mającego ponad 900-letnią historię - pisze o tym Lidia Dudkiewicz.

• - W Polsce wzrasta liczba dzieci umieszczanych w różnych formach opieki poza rodziną naturalną. W 2007 r. dotyczyło to prawie 97 tys. dzieci – co oznacza wzrost o 8 677 dzieci na przestrzeni lat 2004-2007! […] Niepokojące jest to, że w Polsce rodzi się coraz mniej dzieci, a jednocześnie coraz więcej przebywa w różnych formach opieki poza rodziną biologiczną - pisze w Niedzieli Antoni Szymański.

• W Sejmie odbyło się pierwsze czytanie nowego projektu ustawy medialnej, która znosi zapis o poszanowaniu wartości chrześcijańskich - pisze o tym Wiesława Lewandowska w Niedzieli.

• W cyklu "Największy z rodu Słowian" Nasz Dziennik publikuje m.in. homilię Jana Pawła II z 4 czerwca 1979 r. wygłoszoną w czasie Mszy św. odprawionej pod szczytem Jasnej Góry, świadectwo człowieka, który pisze, że za wstawiennictwem papieża jego córka odzyskał wzrok oraz rozmowę z siostrą Marią Goretti Nowak ze Zgromadzenia Córek Bożej Miłości. - Był mistykiem, a jednocześnie twardo stąpał po ziemi. Miał niezwykły dar dobroci i czystej przyjaźni. Na każdym kroku udowadniał, że człowiek jest dla Niego najważniejszy - mówi siostra.

• Terapię szokową szykuje osadzonym w małopolskich zakładach karnych Służba Więzienna. Będą - pod dozorem strażników - jeździć do byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau - czytamy w Gazecie Wyborczej. - Naszą misją jest nauczać o strasznej historii obozu koncentracyjnego. A Służba Więzienna uznała, że pokazanie tej historii może być elementem programu resocjalizacji osadzonych - mówi Jarosław Mensfelt, rzecznik Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.

• Przed laotańskim sądem stanie w tym tygodniu 20-letnia ciężarna Brytyjka. Za próbę przemytu narkotyków czeka ją najprawdopodobniej pluton egzekucyjny - czytamy w Gazecie Wyborczej.

• Przed ludobójstwem w Ruandzie żyło około półtora miliona Tutsi. Wymordowano ich od ośmiuset tysięcy do 1,1 miliona - dokładna liczba ofiar nie jest znana. Niedawno minęła 15. rocznica największej rzezi naszych czasów - pisze Gazeta Wyborcza.

• Gazeta Wyborcza zapowiada odnowiony Duży Format, który będzie ukazywać się we czwartki. W pierwszym numerze m.in. reportaż Karoliny Domagalskiej o ukraińskich surogatkach "Ukraina rodzi dzieci całej Europie" i rozmowa Katarzyny Wiśniewskiej i Piotra Pacewicza z o. Ksawerym Knotzem, autorem książki "Seks jakiego nie znacie".

• Od 2007 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wydał pięć wyroków, stwierdzających, że w czasie postępowań lustracyjnych w Polsce łamane są prawa człowieka - czytamy w Przeglądzie.

ter/hel