TEMAT DNIA
Negatywnie o księżach, coraz mniej praktykujących i powołań
WYDARZENIA
Polska
Stolica Apostolska
Zagranica
KOMENTARZE, OPINIE, WYWIADY
NAUKA, KULTURA, SPOŁECZEŃSTWO
W SKRÓCIE
TEMAT DNIA
Negatywnie o księżach, coraz mniej praktykujących i powołań
Dziennik: Katolicy: księża są chciwi, biskupi się kłócą, a parafia pomaga
Bogumił Łoziński analizuje ankietę Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego: "Niektórzy księża są chciwi, lekceważą wiernych i żyją w konkubinacie, a biskupi mają rozbieżne poglądy. To nie fragment antyklerykalnej ulotki, lecz opinie zaangażowanych katolików, którzy odpowiadali w kwietniu na ankietę Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego". – Nie można tych opinii zlekceważyć, bo pochodzą od ludzi bardzo dobrze znających Kościół – uważa ks. Kazimierz Sowa, dyrektor kanału Religia.tv.
"Wyjątkowość badania polega na doborze respondentów. Byli nimi wierzący i praktykujący katolicy, na co dzień współpracujący ze swoim proboszczem, a więc ludzie, którzy bardzo dobrze znają Kościół i troszczą się o jego dobro. Spośród prawie 9000 osób instytut wybrał 800. Pytania dotyczyły problemów, które w ostatnim czasie poruszały media. Taki dobór ankietowanych oraz przeprowadzająca badania kościelna instytucja mogły budzić podejrzenia o brak obiektywizmu i skłonność badanych do wystawiania laurek. Stało się jednak wprost przeciwnie, wyniki badań są niezwykle krytyczne wobec księży" - pisze Łoziński.
Najbardziej szokujące są odpowiedzi na pytanie: „Czy znasz księży, którzy są chciwi i lekceważą wiernych?”. Aż 40 procent badanych odpowiedziało, że zna takich duchownych. Podobnie 26 procent respondentów zna księży, którzy żyją w konkubinacie. – To dramatyczne, przecież oni nie mówią, że o tym słyszeli, ale że znają takie sytuacje – zwraca uwagę red. naczelny „Więzi” Zbigniew Nosowski. A ks. Sowa idzie jeszcze dalej: – To przerażające. Przecież to jest opinia ludzi, którzy bardzo dobrze znają życie księży. Prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej Marcin Przeciszewski, uważa jednak że tak krytyczne opinie respondentów wobec księży to wynik głęboko zakodowanego u Polaków antyklerykalizmu. – To nasza polska cecha – uważa Przeciszewski.
Katolicy krytyczni wobec postaw księży w sprawach materialnych, popierają jednocześnie (67 procent) starania Kościoła o zwrot zagrabionych majątków. Pozytywnie też oceniają prace parafii na rzecz biednych i potrzebujących oraz młodzieży. – Ponieważ często w tę pracę sami są zaangażowani – tłumaczy ks. Sowa.
Dalej czytamy, że Polscy katolicy zdecydowanie chcą jednego duchowego przywódcy. Pragnienie takie wyraża aż 62 procent respondentów. Najwięcej widzi go w kard. Stanisławie Dziwiszu, następnie w abp. Józefie Michaliku i abp. Kazimierzu Nyczu (odpowiednio 15%, 11% i 9%). – Widać, że episkopat nie jest w stanie wyłonić jednego przywódcy, a Polacy są do takiej osoby przyzwyczajeni – uważa Nosowski.
Wierni zauważają, że polscy biskupi mają sprzeczne poglądy. Najbardziej różni hierarchów Radio Maryja, dalej racje polityczne i stosunek do lustracji. Są natomiast zgodni w sprzeciwie wobec eutanazji - czytamy w Dzienniku. Według badanych hierarchami, których poglądy najbardziej różnią się od innych biskupów są: abp Józef Życiński, bp Tadeusz Pieronek i abp Tadeusz Gocłowski. Ks. Sowa zwraca uwagę, że są to biskupi najczęściej występujący w mediach, wyraziści, a ich poglądy są po prostu najbardziej znane.
"Co ciekawe, katolicy wcale nie uważają, że duchowni w Polsce za bardzo mieszają się do polityki - pisze Łoziński. - W odpowiedziach podkreślali, że głos Kościoła w sprawach społecznych powinien być bardziej słyszalny. Nie są też zwolennikami lustracji biskupów i księży. 60 procent uważa, że lustracja jest niepotrzebna, ale tylko co trzeci, że konieczna. Argumentowali, że związki duchownych z SB w przeszłości nie mają wpływu na ich obecną pracę duszpasterską". – Głos katolików jest tu zbieżny ze stanowiskiem Stolicy Apostolskiej, Polacy uważają, że kontakty z SB nie musiały oznaczać zdrady Kościoła – komentuje Marcin Przeciszewski.
Dziennik: Bp Pieronek: episkopat to nie Sejm PRL [Rozmowa z bp. Tadeuszem Pieronkiem]
"Musimy zachować dystans, ale nie możemy tego bagatelizować" - tak biskup Tadeusz Pieronek komentuje badanie Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego. "Wyniki szokujące, bo pytani byli zagorzali katolicy, a co czwarty z nich odpowiedział, że zna księży żyjących w konkubinacie. 40 procent spotyka się z księżmi chciwymi i lekceważącymi wiernych" - akcentuje Dziennik.
- Kto jest duchowym przywódcą Polaków? Badania przeprowadzone wśród zaangażowanych katolików pokazują, że oczekują od Kościoła takiego autorytetu - mówi Bogumił Łoziński. Bp Tadeusz Pieronek odpowiada: Z tych badań wynika, że najwięcej osób widziałoby na tym miejscu kard. Stanisława Dziwisza. Nie dziwię, się, że ludzie go szanują, przecież przez 40 lat służył Ojcu Świętemu. Niektórym się wydaje, że przywódcą powinien być ktoś, kto potrafi krzyknąć, coś innym narzucić. W Kościele jest inaczej. Najcenniejsza jest umiejętność służby. Duchowego przywódcy pragną nie tylko Polacy, ale także inne narody, gdyż autorytet jest zawsze budulcem wspólnoty. Tyle że powinno to być przywództwo wynikające z autorytetu, który nie jest narzucony, tylko akceptowany.
- Chyba najbardziej szokująca jest opinia 26 procent badanych, którzy twierdzą, że znają księży żyjących w konkubinacie, a z kolei 40 procent katolików zna księży, którzy są chciwi i lekceważą wiernych. Jest aż tak źle? - Kiedy ktoś przytoczył opinię, że co czwarty ksiądz ma kochankę, odliczyliśmy ze znajomymi duchownymi do czterech i wypadło na mnie... A mówiąc poważnie, to myślę, że takie twierdzenie to poważna przesada. Ludzie tak myślą, tak mówią i na pewno nie wolno tego lekceważyć. Mam jednak pewien dystans do badań socjologicznych, bo one nie są w stanie pokazać całej prawdy o Kościele - mówi bp Pieronek.
- Biskupi mają sprzeczne poglądy w takich sprawach jak Radio Maryja, polityka czy lustracja. Czy te różnice mają negatywny wpływ na pracę Kościoła i jego jedność? - Jednomyślność jest potrzebna w odniesieniu do wiary i zasad moralnych, bo to jest istota Kościoła. Jeśliby tu doszło do różnic, to byłby dramat, ale ich nie ma, na przykład w kwestii eutanazji, wierni widzą, że głosimy taką samą naukę. W sprawach duszpasterskich czy politycznych są różnice poglądów i to dobrze, bo Kościół to nie jest chiński parlament. Konferencja episkopatu nie może być odzwierciedleniem polskiego Sejmu za PRL, bo ta rzekoma jedność narzucona z góry była jego słabością.
- Jednak wierni oczekują jedności biskupów nie tylko w sprawach doktrynalnych - wskazuje Łoziński. - Być może, ale różnice poglądów są bardzo potrzebne, chociażby dlatego że w jedności, która byłaby uniformizmem, wielu wiernych nie odnalazłoby się i odeszło z Kościoła - zaznacza bp Pieronek.
- Większość katolików nie widzi potrzeby lustracji duchownych. Hierarchowie przekonali wiernych, że przeszłość nie ma znaczenia? - pyta dziennikarz. - Rzekome wielkie rozmiary współpracy Kościoła z SB okazały się krzykiem na pustyni. Duchowni, nawet jeśli kiedyś się w coś uwikłali, mają prawo wykazać się w normalnej pracy.
- Katolicy oczekują wyraźniejszego głosu biskupów w sprawach społecznych. Czy obawiacie się oskarżeń o mieszanie się w politykę? - W sprawach etycznych, które stają się przedmiotem publicznej debaty, jak in vitro czy eutanazja, głos Kościoła na pewno musi być słyszany. To prawda, że będzie on odbierany jako ingerencja w politykę, jednak trudno, na pewno nie będziemy tu milczeć - mówi bp Pieronek.
Gazeta Wyborcza: Mniej księży, mniej wiernych
- Topnieje liczba chętnych do seminariów duchownych, coraz mniej ludzi chodzi w niedzielę na mszę. Aż 26 proc. wierzących i praktykujących wyznaje, że zna księży, którzy żyją w konkubinacie. Laicyzacja? Kościół ma powody do niepokoju - pisze Katarzyna Wiśniewska w Gazecie Wyborczej. - Z badań Rady Duszpasterstwa Powołań wynika, że podczas ostatniego naboru, czyli w 2008 r., do seminariów duchownych zgłosiło się 695 młodych mężczyzn. To o ponad 10 proc. mniej niż rok wcześniej. Co gorsza, liczba kandydatów do kapłaństwa spada systematycznie. W ciągu ostatnich kilku lat o prawie 40 proc. Jeszcze w 2005 r. na pierwszy rok w polskich seminariach zgłosiło się 1145 osób. Wyniki tegorocznego naboru będą znane najwcześniej we wrześniu - czytamy. Publicystka Gazety relacjonuje wczorajsze spotkanie na ten temat w siedzibie Episkopatu.
- Ten spadek to wyzwanie dla Kościoła - mówił bp Wojciech Polak, delegat Episkopatu ds. powołań. - Jedną z przyczyn jest na pewno kultura antypowołaniowa, która utrudnia człowiekowi podjęcie radykalnej decyzji na całe życie. Do negatywnego obrazu Kościoła przyczyniają się często media. Ale trzeba też pytać o jakość duszpasterstwa. O to, czy my, księża, dajemy ludziom wystarczające świadectwo. W Kościele też można, niestety, znaleźć czasem przykłady kultury antypowołaniowej. - Kościół musi nadążać za potrzebami wiernych. Potrzebujemy jakościowego skoku, ponieważ cały świat się zmienia - mówił ks. Marek Dziewiecki, krajowy duszpasterz powołań.
Kryzys dotyka też zakony, zwłaszcza żeńskie - pisze Wiśniewska. - W 2008 r. kandydatek na zakonnice było 362, o ponad 100 mniej niż w 2006 r. i o ponad połowę mniej dziesięć lat temu. Przyczyn spadku powołań publicystka szuka w badaniach Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego "Opinie katolików o problemach Kościoła": 26 proc. katolików wyznało, że zna księży, którzy żyją w konkubinacie. Jeszcze więcej, bo 40 proc., twierdzi, że spotkało księży, którzy są chciwi i lekceważą wiernych. To wyniki tym bardziej szokujące, że Instytut przeprowadził ankietę wyłącznie wśród osób wierzących i praktykujących. W dodatku najczęściej tych, których w parafiach wskazali proboszczowie - czytamy. - Takich danych nie odnotowaliśmy chyba nigdy, w żadnych badaniach - podkreślał ks. prof. Witold Zdaniewicz, szef ISKK. Ankietę przedstawiono w Episkopacie w poniedziałkowy wieczór.
Zdaniem Zbigniewa Nosowskiego, redaktora naczelnego "Więzi", dane są "dramatyczne": - Oznaczają, że mamy do czynienia z problemem, który jest skrywany, a nie jest omawiany. Problemem dla Kościoła jest także coraz mniejsza frekwencja na mszach. W niedzielę do kościoła - zgodnie z danymi ISKK - chodzi 40 proc. katolików, o 7 proc. mniej w 2000 r.
Czy w Polsce opustoszeją kościoły? - zastanawia się Wiśniewska. - Socjologowie duchowni i świeccy, którzy także nad tym zastanawiali się na poniedziałkowej konferencji, nie byli zgodni. - Gdyby ten spadek się potwierdził i utrzymywał, za 20 lat mielibyśmy faktycznie puste kościoły. Ale to nie jest możliwe. Za wcześnie na requiem nad religijnością w Polsce - stwierdził ks. prof. Janusz Mariański z KUL.. Nosowski zarzucił księżom zbyt lekkie traktowanie tego typu badań. - Kościołowi najbardziej zagraża brak wizji, po śmierci Jana Pawła II nie bardzo wiemy, jak być Kościołem, brakuje przywódcy. Niektórzy mówią, że czasy jednego przywódcy już minęły, ale to rozmija się z oczekiwaniami społecznymi - mówił.
Z badań ISKK wynika, że potrzebę jednego duchowego przywódcy w Kościele odczuwa aż 62 proc. katolików. Ludziom nie podoba się, że Episkopat nie mówi jednym głosem. 60 proc. katolików jest przekonanych, że biskupi wygłaszają sprzeczne poglądy na temat Radia Maryja - czytamy.
Nasz Dziennik: Co czwarty kleryk w Europie to Polak
W roku 2008 naukę w seminariach diecezjalnych i zakonnych rozpoczęło w porównaniu do roku 2007, 10 proc. mniej alumnów. Inaczej sytuacja wygląda w zgromadzeniach żeńskich. Do klasztorów czynnych w porównaniu z rokiem 2007 zgłosiło się 20 proc. mniej dziewcząt. Na stałym poziomie pozostała liczba kandydatek w klasztorach klauzurowych. Jednak - co ważniejsze - o 20 proc. zwiększyła się liczba sióstr, które złożyły śluby wieczyste - czytamy w Naszym Dzienniku. - O wielorakich przyczynach spadku liczby powołań mówił podczas wczorajszej konferencji w Sekretariacie Episkopatu Polski w Warszawie bp Wojciech Polak, delegat ds. powołań Konferencji Episkopatu Polski. Spotkanie relacjonuje Maria Popielewicz: Wśród najważniejszych biskup wymienił przede wszystkim kulturę antypowołaniową, która w ogóle młodemu człowiekowi utrudnia lub wręcz nie pozwala dokonać ostatecznej decyzji - wiążącej go na całe życie - o swym powołaniu czy to do kapłaństwa, życia konsekrowanego, czy małżeństwa. - Mówimy nie o kryzysie powołań, bo takiego nie ma, bo Pan Bóg zawsze powołuje, ale o kryzysie powołanych i tych, którzy im towarzyszą - wyjaśnia ks. Marek Dziewiecki, krajowy duszpasterz powołań. Jak podkreśla, dzisiaj człowiek jest w kryzysie. By odkryć swoje powołanie życiowe, musi najpierw odkryć powołanie do bogatego człowieczeństwa, potem do świętością dopiero na końcu do małżeństwa, kapłaństwa czy życia konsekrowanego. Jak zauważa ks. Dziewiecki, wiele mediów promuje kulturę sprzeciwiającą się prawdziwej miłości, która jest nieodwołalna i możliwa tylko w małżeństwie, w życiu konsekrowanym czy kapłańskim. Kryzys pogłębiają ci, którzy mówią o ideologiach, o spontanicznej realizacji, o wychowaniu bez stresu, o szkole neutralnej światopoglądowo. To - zdaniem ks. Dziewieckiego - prowadzi do pustki, a tam, gdzie jest pustka, natychmiast pojawiają się antywartości. - My, dorośli, począwszy od profesorów pedagogiki, psychologii wyższych uczelni, żyjemy w świecie fikcji, ideologii, nie ufamy Bogu, tylko ufamy naszym nieraz zupełnie powierzchownym teoriom ideologicznym oderwanym od rzeczywistości i wprowadzamy młodzież i dzieci w błąd - podkreśla duszpasterz. - Sugerujemy im, że istnieje łatwe szczęście - „Żyj na luzie, bądź sobą, rób, co chcesz, kieruj się własnymi przekonaniami". Potem tacy ludzie nie dorosną do wielkiej miłości - dodaje, podkreślając, że do stojących przed wyborem drogi życia trzeba mówić: „Młody człowieku, jak nie dorośniesz do miłości, do pracowitości, do uczciwości, nie zrealizujesz żadnego powołania i nie będziesz szczęśliwy".
Dziennik Polski: Coraz mniej młodych ludzi wybiera powołanie kapłańskie i zakonne
Seminaria duchowne odnotowały w ciągu ostatniego roku 10-proc. spadek liczby powołań do kapłaństwa, a więc liczby przyjętych na pierwszy rok – poinformował delegat Episkopatu ds. Powołańi przewodniczący Europejskiego Centrum Powołań, bp Wojciech Polak.
Podczas wtorkowej konferencji prasowej w Warszawie, zorganizowanej z okazji rozpoczynającego się wnajbliższą niedzielę Tygodnia Modlitw o Powołania Kapłańskie i Zakonne w Kościele Powszechnym, bp Polak mówił, że podobnie wygląda sytuacja w przyjęciach na pierwszy rok studiów w seminariach zakonnych. Dodał, że 10-proc. tendencja spadkowa powołań na tym poziomie utrzymuje się od dwóch ostatnich lat. Biskup podkreślił, że ogólna liczba powołań w seminariach diecezjalnych i zakonnych na wszystkich latach studiów (trwających 6 lat) w porównaniu do roku ubiegłego jest jednak nadal dość stabilna (zmniejszyła się w porównaniu z rokiem ubiegłym o ok. 5 proc.).
Liczba powołań w żeńskich zgromadzeniach i zakonach czynnych (kandydatki i postulantki) spadła o ok. 15 proc., jednakże – jak zaznaczył bp Polak – pierwsze śluby złożyło w zakonach czynnych prawie 20 osób więcej (śluby zakonne siostry składają po kilku latach pobytu w zakonie) niż w roku ubiegłym. Dodał, że pewien niewielki spadek liczby kandydatek w tym roku odnotowały zakony klauzurowe. – Mamy do czynienia z powolnym trendem spadkowym (np. w przypadku kandydatów do seminariów duchownych diecezjalnych w stosunku do 2006 roku jest to spadek o ok. 30 proc., w przypadku kandydatów do zakonów męskich – o ok. 25 proc.) – mówił biskup.
Komentując tę sytuację biskup powiedział, że wpływ na nią ma kultura „antypowołaniowa”, która dominuje w dzisiejszym świecie i w której wzrasta młody człowiek. To – zdaniem hierarchy – kultura, która generalnie nie sprzyja podejmowaniu zobowiązań. Wśród innych przyczyn spadku powołań bp Polak wymienił m.in. niż demograficzny, wyjazdy młodych ludzi za granicę w poszukiwaniu pracy, a także „agresywne, jednostronne przedstawianie i nagłaśnianie wewnętrznych problemów Kościoła”.
Gazeta Wyborcza Kraków: Pustsze kościoły w Małopolsce
Coraz mniej katolików przychodzi na niedzielną mszę i przystępuje do komunii - wynika z danych najnowszego raportu Instytutu Statystyki Kościoła. - Wiara jest jak sinusoida. Nie ma co ukrywać, że podlegamy w coraz większym stopniu laicyzacji. To powoduje, że Kościół musi przygotować się na czasy kryzysu wiary. Nie możemy pozwolić sobie na to, żeby odpychać ludzi - mówi ks. Robert Nęcek, rzecznik krakowskiej kurii.
"Dane nie są jeszcze alarmujące, ale wskazują na to, że z roku na rok coraz mniej ludzi przychodzi na niedzielne msze" - pisze Małgorzata Skowrońska. W 2008 r., według ISKK, do kościołów diecezji krakowskiej chodziło 50,9 proc. wiernych. Rok wcześniej - 53,4 proc., a w 2006 r. - 53,6 proc. Lepiej jest w diecezji tarnowskiej. Tamtejszy Kościół, znany m.in. z największej liczny powołań, uplasował się na pierwszym miejscu w rankingu wszystkich polskich diecezji. Choć i tu widoczny jest spadek: w 2008 r. do kościołów w diecezji tarnowskiej uczęszczało 67,8 proc. wiernych, w 2007 r. - 72 proc., a w 2006 r. - 72,5 proc.
Jak małopolskie parafie wypadają na tle innych? - pyta dziennikarka. Średnia krajowa dominicantes, czyli tych, którzy przychodzą w niedzielę do kościoła, to 40,4 proc. (w 2007 r. 44,2 proc.). Duchownych niepokoi też to, że spada odsetek tych, którzy przystępują do komunii: w diecezji krakowskiej w 2008 r. tylko 16,2 proc., a w tarnowskiej 21 proc. Proboszczowie nie zawsze dostrzegają problem. Jeden z księży na ankiecie wysłanej do instytutu dopisał: "Uwaga! Dzisiejsze liczenie nie jest adekwatne, ponieważ był pierwszy atak zimy. Obecność ludzi w kościele zdecydowanie mniejsza."
Dalej Skowrońska pyta, co Kościół robi, żeby zatrzymać wiernych? Ks. Nęcek twierdzi, że spadek liczby uczestniczących we mszach wymusza na duchownych zmianę strategii. - Księża muszą być wyczuleni na potrzeby ludzi, a Kościół nie może być zamkniętą twierdzą, ale wspólnotą otwartą i taką, która daje świadectwo - mówi.
"Z tą otwartością i świadectwem jest jednak różnie" - czytamy. - Katolicy skarżą się, że księżą traktują parafie jak prywatne folwarki, nie słuchają wiernych, a takie ciała doradcze jak rada parafialna nic nie znaczą - twierdzi teolog i religioznawca Bartłomiej Misiarz.
Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego liczy wiernych od 1979 r. Badane przeprowadza się w wybraną niedzielę października lub listopada - w 2008 r. wiernych liczono 23 listopada. Dr Lucjan Adamczyk z ISKK potwierdza, że analiza wyników od 1980 r. pokazuje tendencję spadkową. - Czy będzie to długotrwały trend, będziemy wiedzieli dopiero po podliczeniach tegorocznych - mówi.
WYDARZENIA
Polska
Rzeczpospolita: Biblię kupujemy, ale jej nie czytamy
Trwa I Ogólnopolski Tydzień Biblijny. Rzeczpospolita szuka odpowiedzi na pytania czy polscy katolicy znają Biblię i co można zrobić, by wierni zaczęli czytać Pismo Święte.
Znajomość Pisma Świętego jest wśród polskich katolików wciąż żenująco słaba – ocenia biskup pomocniczy w Poznaniu Zbigniew Fortuniak. – Wiele osób nie potrafi odpowiedzieć na elementarne pytania: czy ewangelie stanowią część Biblii? Czy Jezus napisał księgi Biblii? Kto, Mojżesz czy Paweł, był postacią Starego Testamentu?
Z badań wynika, że Biblię czyta 20-25 proc. Polaków. Jednak duchowni sceptycznie oceniają te statystyki. – Kiedy w czasie spowiedzi jako pokutę proponuję przeczytanie fragmentu Pisma Św., okazuje się, że większość nie wie, jak go znaleźć – mówi ks. dr Artur Malina, biblista z Wydziału Teologicznego UŚ. – Również studenci teologii, gdy przychodzą na studia, w większości nie znają Starego Testamentu.
Jaka jest przyczyna słabej znajomości Biblii? - pyta Ewa Czaczkowska/ Ks. Malina wymienia: niechęć do czytania tekstów trudniejszych i to, że dopiero od Soboru Watykańskiego II kładzie się nacisk na indywidualne czytanie Pisma Św., jego rolę w autoformacji chrześcijańskiej. Jak wynika z badań, choć w większości polskich domów Biblia jest, to najczęściej nieczytana.
Ks. Daniel Łuka, dyrektor z wydawnictwa Edycja św. Pawła, które w ciągu pół roku sprzedało 50 tys. nowego tłumaczenia Biblii, ufa, że z ich translacją będzie inaczej. – Mam nadzieję, że ci, którzy kupują nasz przekład Pisma Św., chcą je czytać ze zrozumieniem – mówi ks. Łuka. Siłą Biblii wydanej przez Edycję św. Pawła jest współczesny język oraz komentarze teologiczne i informacje historyczne. – Jestem urzeczona przekładem. Pozwala mi lepiej zrozumieć świat, w którym żył Jezus, i wejść głębiej w przekaz duchowy – mówi Joanna Gawęda, handlowiec z Częstochowy.
Dobry przekład to nie jedyny sposób, by zachęcić do czytania Biblii na co dzień - czytamy. Dzieło Biblijne, które ogłosiło trwający tydzień I Tygodniem Biblijnym, rozsyła do parafii materiały o Piśmie Św. do wykorzystania m.in. w istniejących w wielu z nich kręgach biblijnych. Krakowscy jezuici od lat proponują korespondencyjne kursy biblijne. W diecezji tarnowskiej działa radiowo-internetowe studium biblijne. Od pierwszej niedzieli Wielkiego Postu Radio RDN Małopolska emituje wykłady o Biblii, powtarzane w kanale internetowym. A dominikański miesięcznik „List” rozpoczyna wydawanie pisma „Biblia krok po kroku”.
– Ludzie będą sięgać po Biblię, gdy zostaną przekonani, że tam znajdą odpowiedź na swe egzystencjalne troski i pytania – mówi biblista ks. prof. Marian Rusecki.
=> Por. Rzeczpospolita: Psychologia bardziej niebezpieczna od Biblii [- mówi o.Piotr Włodyga - biblista, benedyktyn - w dziale Komentarze, Opinie, Wywiady]
Gazeta Wyborcza Lublin: Isakowicz-Zaleski: Nie dla doktoratu Juszczenki
Ks. Isakowicz-Zaleski i organizacje kresowe protestują przeciwko nadaniu doktoratu honorowego KUL prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Juszczence. - Bo gloryfikuje zbrodniarzy z UPA i SS-Galizien - mówi duchowny.
W lipcu przypada 440 rocznica zawarcia Unii Lubelskiej. W obchody organizowane przez Lublin bardzo aktywnie zamierza włączyć się KUL. Uniwersytet przyzna siedem doktoratów honoris causa. Mają je otrzymać Jose Manuel Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej, Stanisław Szuszkiewicz, były przewodniczący Rady Najwyższej Republiki Białorusi oraz prezydenci Polski, Litwy, Łotwy, Estonii i Ukrainy. Wyróżnienia dla Szuszkiewicza i głów państw uczelnia tłumaczy, tym że chce symbolicznie uhonorować przedstawicieli krajów, których dzisiejsze obszary wchodziły w skład Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Tymczasem przeciwko doktoratowi dla Wiktora Juszczenki zaprotestował ks. Isakowicz-Zaleski - podaje lubelska Gazeta Wyborcza. Na swojej stronie umieścił apel do władz KUL, jego profesorów i studentów. - Mamy już 2,8 tys. podpisów poparcia pod listem. Oczekujemy, że uniwersytet wycofa się z zamiaru nadania doktoratu prezydentowi Juszczence - mówi ks. Isakowicz-Zaleski. - Doceniam dobre intencje KUL-u, ale uważam, że hurtowe nadawanie doktoratów jest decyzją nieprzemyślaną. Juszczenko gloryfikuje zbrodniarzy z UPA i SS-Galizien i to w sytuacji gdy tysiące pomordowanych na kresach Polaków spoczywa w bezimiennych grobach. Choćby rodzina i sąsiedzi mojego ojca ze wsi Korościatyn na Tarnopolszczyźnie. W lutym 1944 r. nacjonaliści z UPA wymordowali tam 170 osób. Na miejscu nie ma do tej pory żadnego upamiętnienia.
Do rektora KUL ks. prof. Stanisława Wilka petycję z protestem przywiózł też Jan Niewiński, przewodniczący Kresowego Ruchu Patriotycznego (Przed dwoma laty stał na czele komitetu, który chciał w Warszawie postawić kontrowersyjny Pomnik Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA. Miał on przedstawiać trupy dzieci przywiązane do pnia drzewa drutem kolczastym. Jak ujawniły media, zdjęcie na podstawie którego został zaprojektowany faktycznie pokazuje dzieci zabite w latach 20. przez Cygankę która oszalała po tym gdy jej mąż został aresztowany).
Tymczasem władze KUL nie zamierzają się wycofywać ze swojego pomysłu - pisze Paweł Reszka. - Nie widzę takiej możliwości - stwierdza ks. prof. Stanisław Wilk, rektor uczelni. - Staram się zrozumieć rodziny pomordowanych na Wołyniu. Ale z drugiej strony jak długo jeszcze będziemy się sycić żądzą zemsty? Przecież gdybyśmy hołdowali takim postawom to list biskupów polskich do niemieckich z 1965 r. "przebaczamy i prosimy o wybaczenie" nigdy by nie powstał.
Bardzo dobrze decyzje władz KUL w sprawie doktoratu ocenia dr hab. Grzegorz Motyka z Instytutu Studiów Politycznych PAN, historyk zajmujący się stosunkami polsko-ukraińskimi - czytamy. Gazeta dodaje, że Senat uniwersytetu nie podjął jeszcze formalnej decyzji dotyczącej doktoratów. Prawdopodobnie stanie się to w maju.
Nasz Dziennik: Niezłomny obrońca życia/ Tak bardzo brakuje Ojca [2. rocznica śmierci abp. Kazimierza Majdańskiego]
29 kwietnia 2009 r. przypada znamienna potrójna rocznica - pisze Nasz Dziennik i wymienia: I. Jest to 64. rocznica „rozbicia" najstarszego obozu hitlerowskiego w Dachau. „Co trzeci zamęczony w tym obozie był Polakiem, co drugi z uwięzionych tu księży polskich złożył ofiarę z życia" - mówi tablica w Dachau. Ocaleni cudem z obozu polscy księża pod koniec wojny specjalnym Aktem w dniu 22 kwietnia 1945 r. zawierzyli swoje życie św. Józefowi. Po powrocie do Ojczyzny spotykali się na dziękczynieniu w kaliskim sanktuarium Świętego Józefa - 29 kwietnia. II. Jest to również 34. rocznica założenia przez abp. Kazimierza Majdańskiego Instytutu Studiów nad Rodziną w Łomiankach, pierwszego w świecie, który stał się potem inspiracją dla wielu innych, podobnych placówek. Instytut ten został uznany przez kapłanów - byłych więźniów Dachau - za Dzieło Miłosierdzia przyrzeczone św. Józefowi w Akcie Zawierzenia. lll. Dziś też - w drugą rocznicę odejścia do Domu Ojca - chcemy oddać hołd wielkiemu Polakowi i kapłanowi, wiernemu Słudze Prawdy Bożej o rodzinie, śp. księdzu arcybiskupowi prof. dr hab. Kazimierzowi Majdańskiemu, w latach 1939-1945 więzionemu w obozach koncentracyjnych Sachsenhausen i Dachau, poddawanemu tam zbrodniczym doświadczeniom pseudomedycznym, których ślady nosił do końca życia i z ich powodu cierpiał.
Nasz Dziennik przypomina sylwetę arcybiskupa: Po powrocie do Polski był wieloletnim redaktorem naczelnym „Ateneum Kapłańskiego", organizatorem duszpasterstwa służby zdrowia i współorganizatorem duszpasterstwa rodzin w Polsce. Jako biskup pomocniczy we Włocławku (1963-1979) brał czynny udział w Soborze Watykańskim II. Był członkiem Watykańskiego Sekretariatu ds. Niewierzących i organizatorem Komisji Episkopatu Polski ds. Dialogu z Niewierzącymi. Założył Instytut Studiów nad Rodziną, zapoczątkowując kierunek nauk o rodzinie. Jako biskup szczecińsko-kamieński (1979-1992) współorganizował w Rzymie Synod Biskupów 1980 roku, poświęcony „Zadaniom rodziny chrześcijańskiej w świecie współczesnym". Współpracował również z Papieżem Janem Pawłem II w organizowaniu Papieskiej Rady Rodziny. Rozeznając pilną potrzebę wspierania rodzin, założył Instytut Świecki Życia Konsekrowanego Świętej Rodziny dla pracy z rodzinami.
Równocześnie był zatroskany o pojednanie narodów w imię wiary w Chrystusa Pana. Odznaczony Orderem Orła Białego, a także niemieckim Wielkim Krzyżem Zasługi z Gwiazdą. Do końca swoich dni był niezłomnym i niezmordowanym obrońcą życia każdego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Zostawił jakby duchowy testament - napisane do wszystkich ludzi dobrej woli i do odpowiedzialnych za losy Ojczyzny przesłanie: „Słuchać Boga, by żyć" - czytamy.
"Gdyby świeccy chcieli uczyć się od kapłanów, jak być dobrymi ojcami, mają do naśladowania wspaniałą postać. Ksiądz arcybiskup Kazimierz Majdański należał do tych ludzi, którzy w sposób naturalny emanują właśnie ojcostwem" - pisze w artykule Naszego Dziennika „Tak bardzo brakuje Ojca” Ewa Polak-Pałkiewicz. - To wyczuwało się w nim najbardziej. Nie majestat, nie nauczycielską powagę, nie charyzmat mędrca, który chętnie dzieli się swą mądrością -choć wszystkie te cechy posiadał w stopniu najwyższym - ale ojca, który bacznie obserwuje i przygarnia swoje dzieci. Uczy się ich, patrząc na nie i obcując z nimi. […] Taki był. Pryncypialny w głoszeniu Prawdy, baczący, by nikt nie zmieniał nawet przecinka w nauczaniu Chrystusa i Kościoła, i łagodny, gdy trzeba było dostrzec ukrytą w kąciku czyjegoś oka łzę, spieszący, by jak najszybciej ją otrzeć - czytamy.
Nasz Dziennik: Jubileusz metropolity białostockiego
Dziś przypada 30. rocznica święceń biskupich abp. Edwarda Ozorow-skiego, metropolity białostockiego - podaje Nasz Dziennik. - Z tej okazji o godz. 18.00 w katedrze białostockiej jubilat odprawi uroczystą Mszę św. dziękczynną za 30 lat swej biskupiej posługi. Przygotowany został również uroczysty koncert na jego cześć, który odbędzie się w niedzielę, 26 kwietnia, o godzinie 19.00 w Operze i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku. Wystąpi lubelski zespół Federacja, w programie przewidziane są liczne akcenty jubileuszowe.
- Ksiądz arcybiskup Edward Ozorowski urodził się 1 maja 1941 roku w Wólce-Przedmieście koło Białegostoku. Na kapłana został wyświęcony w 1964 roku. Jest pierwszym biskupem, którego mianował na początku swego pontyfikatu Papież Jan Paweł II. Sakrę biskupią przyjął 29 kwietnia 1979 roku. Przez 27 lat posługę pasterską sprawował jako biskup pomocniczy archidiecezji białostockiej. Ojciec Święty Benedykt XVI 21 października 2006 roku mianował bp. Edwarda Ozorow-skiego arcybiskupem metropolitą białostockim - czytamy.
Nasz Dziennik: Uroczystości ku czci Królowej Polski
Ksiądz kardynał Tardsio Bertone, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, będzie gościem podczas tegorocznych uroczystości ku czci Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski na Jasnej Górze - pisze Nasz Dziennik. - W sobotę spotka się w jasnogórskim klasztorze z Episkopatem Polski. W tym roku obchody ku czci Głównej Patronki Polski połączone będą z zakończeniem jubileuszu 700-lecia istnienia zakonu paulinów.
W sobotę tradycyjnie już odbędzie się zebranie Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski i biskupów diecezjalnych. Jak poinformowało Biuro Prasowe Episkopatu Polski, głównym tematem spotkania księży biskupów - w związku z zapowiedzianym przez Benedykta XVI Rokiem Kapłańskim - będzie kapłaństwo i formacja alumnów, zwłaszcza pierwszy rok po wstąpieniu - czytamy. - Bskupi zapoznają się także m.in. ze stanem prac nad dokumentem Episkopatu Polski na temat walki z ubóstwem i wykluczeniem społecznym, który ma być ogłoszony w 2010 roku, a także poruszą kwestie związane z małżeństwami mieszanymi. Wieczorem hierarchowie spotkają się w bibliotece klasztoru jasnogórskiego z kard. Tardsio Bertonem.
Główny punkt obchodów uroczystości Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski to sprawowana w niedzielę o godz. 11.00 Eucharystia na szczycie jasnogórskim z udziałem Episkopatu Polski. Będzie jej przewodniczył i homilię wygłosi kard. Bertone. W jej trakcie nastąpi ponowienie Milenijnego Aktu Oddania Matce Bożej, którego dokona kard. Józef Glemp, Prymas Polski. Po Eucharystii będzie miało miejsce złożenie przyrzeczeń duchowej adopcji dziecka poczętego. Uroczystości rozpoczną się w sobotę procesją maryjną po wałach jasnogórskich, którą o godz. 18.30 poprowadzi o. Karol Oset podprzeor Jasnej Góry. Po niej rozpocznie się Eucharystia pod przewodnictwem o. Arnolda Chrapkowskie-go, wikariusza generalnego zakonu paulinów. O godz. 21.00 tradycyjny Apel Jasnogórski w kaplicy Matki Bożej poprowadzi kard. Tardsio Bertone. Po Apelu rozpocznie się czuwanie modlitewne prowadzone przez Ojców Pasjonistów z Łodzi. Niedzielne obchody rozpoczną Godzinki o Najświętszej Maryi Pannie o godz. 5.30 w kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej, po nich Mszę św. odprawi i homilię wygłosi o. Piotr Polek, definitor generalny zakonu paulinów.
W niedzielę wieczorny Apel Jasnogórski uroczyście zakończy obchody jubileuszu 700-leda istnienia zakonu paulinów. Rozważanie poprowadzi bp gen. dyw. Tadeusz Płoski, biskup polowy Wojska Polskiego. Wcześniej jednak pod Arsenałem o godz. 20.20 nastąpi zbiórka pododdziałów, złożenie meldunku biskupowi polowemu, a następnie przejście kompanii honorowych z Tarnowskich Gór, Lublińca, kombatantów z pocztami sztandarowymi, harcerzy do kaplicy Matki Bożej. Po modlitwie kompanie honorowe i poczty sztandarowe przemaszerują na plac przed szczytem jasnogórskim, gdzie zabrzmi wiwat z armat z racji zakończenia paulińśkiego jubileuszu - czytamy.
Nasz Dziennik: Dlaczego Wrocław nie chce tego szpitala? [Siostry Boromeuszki zabiegają o szpital]
Siostry Boromeuszki zabiegają o utworzenie we Wrocławiu szpitala położniczego na 40 łóżek, które bardzo by się w stolicy Dolnego Śląska przydały. Obok szpitala funkcjonowałaby szkoła medyczna. Zakonnice mają nadający się do tego celu obiekt przy ul. Rydygiera. Ale szpital nie może powstać, bo brakuje zgody urzędników - pisze Nasz Dziennik. Z danych Dolnośląskiego Centrum Zdrowia Publicznego wynika, że w ostatnim dziesięcioleciu we Wrocławiu liczba porodów systematycznie wzrastała, natomiast liczba łóżek ginekologiczno-położniczych w szpitalach niestety się zmniejszała. W tej sytuacji wrocławianki coraz częściej decydują się na porody w innych okolicznych miastach.
O zdanie na temat inicjatywy utworzenia we Wrocławiu przez Siostry Boromeuszki szkoły oraz szpitala ginekologiczno-położniczego Nasz Dziennik zapytał wojewódzkiego konsultanta w tej dziedzinie medycyny prof. dr. hab. Mariusza Zimmera. Stwierdził zdecydowanie, że każda inicjatywa mająca na celu poprawę opieki okołoporodowej na Dolnym Śląsku jest jak najbardziej pożądana. Jednak - jak przyznał - o pomyśle Sióstr Boromeuszek dowiedział się dopiero od Naszego Dziennika. - Nie dotarła do mnie żadna oficjalna pisemna informacja w tej sprawie - zastrzega się prof. Zimmer. - Rzeczywiście, nie występowałyśmy do pana profesora Zimmera z tą propozycją w formie pisemnej, ale byłyśmy u pana profesora trzy lata temu w tej sprawie i zaproponowałyśmy współpracę. Spotkało się to jednak z odmową z jego strony - replikuje s. Ewa Jędrzejak.
Pomysł Sióstr Boromeuszek zdecydowanie popiera prof. dr hab. Wojciech Witkiewicz, dyrektor największej dolnośląskiej placówki medycznej -Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu - czytamy. - Jest on przekonany, że utworzenie szkoły i małego szpitala ginekologiczno-położniczego nie będzie konkurencją dla innych takich placówek, ale na pewno przyczyni się do podniesienia jakości usług związanych z rodzeniem dzieci we Wrocławiu. - Chciałbym bardzo, aby ujawniająca się teraz tendencja zwiększającej się liczby porodów utrzymywała się jak najdłużej. A to z kolei w dużej mierze zależy od warunków, w jakich kobiety będą we Wrocławiu rodzić dzieci i w jakich warunkach będzie przebiegało szkolenie personelu położniczego -podkreśla prof. Witkiewicz. - Na pewno nie skapitulujemy. Przecież to żadna łaska, by kobiety we Wrocławiu rodziły dzieci godnie i po ludzku. Pan Bóg i dobrzy ludzie pomogą i w stolicy Dolnego Śląska powstanie „wrocławski żywy pomnik Jana Pawła II" - zapewnia s. dyrektor Ewa Jędrzejak.
Dziennik (on-line): Kościół do Polaków: Grillujcie do woli [Biskup dał dyspensę na majowego grilla]
Biskup koszalińsko-kołobrzeski wyszedł przed szereg – czytamy w Dzienniku. - Choć inni hierarchowie nie mówili nic o dyspensie na jedzenie mięsa 1 maja, biskup Edward Dajczak obwieścił, że jego wierni mogą w piątek grillować bez wyrzutów sumienia. Prawdopodobnie Kościół pójdzie na rękę mięsożercom także w innych częściach kraju.
Rzecznik episkopatu ksiądz Józef Kloch powiedział Dziennikowi, że udzielanie regionalnych dyspens na spożywanie mięsa w piątek 1 maja może być powszechną praktyką. „W tak szczególny dzień jak święto ludzi pracujących biskupi mogą wprowadzać dyspensy nawet bez wiedzy wiernych. To samo mogą robić proboszczowie dla swych parafian” - mówi ks. Józef Kloch. Dodaje, że zawsze muszą za tym przemawiać mocne racje. Jego zdaniem 1 maja to dobra okazja. „Nie będzie to niczym szczególnym. Wielokrotnie słyszałem, że biskupi lub proboszczowie wprowadzają dyspensy. Ale zawsze musiało się to wiązać z ważnym powodem. Niekoniecznie świętem" - mówi ks. Kloch.
Polska - Warszawa: Kolejny remont Traktu [za sprawą sióstr wizytek]
Niecały rok po uciążliwym remoncie Krakowskiego Przedmieścia dojdzie do powtórki wykopów. Na szczęście w mniejszej skali. Remontowana będzie elewacja kościoła sióstr wizytek Zakonu Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny – informuje warszawskie wydanie dziennika Polska.
Przed kościołem zostanie też wyczyszczona kostka brukowa, którą trzeba będzie zerwać z placyku sąsiadującego z Krakowskim. Za remont zapłaci miasto i Unia Europejska. Niestety miejscy drogowcy nie skoordynowali prac z wojewódzkim konserwatorem zbytków oraz miejskimi architektami i przegapili możliwość remontu placu w czasie wymiany chodników na Trakcie. W efekcie turyści wejdą na plac budowy.
- Nie został jeszcze wyłoniony wykonawca i nie przyznano nam odpowiednich funduszy na tę inwestycję - zdradza siostra ekonomka z kościoła sióstr wizytek. Wiadomo, że inwestycja ma się zakończyć przed 2010 rokiem, a remont potrwa około sześć miesięcy. Nie trudno zatem wyliczyć, że pierwsze prace rozpoczną się w wakacje – pisze gazeta.
- W tym roku remontowana będzie elewacja budynków, powstanie nowe oświetlenie i odbędą się prace porządkowe na placu przed kościołem - wylicza Ewa Nekanda-Trepka, stołeczny konserwator zabytków. Dotacje z Unii Europejskiej w kwocie 2,5 mln zł miasto otrzymało tylko na elewację. Oświetlenie wykona Zarząd Terenów Publicznych, a uporządkowaniem placu zajmie się Zarząd Dróg Miejskich.
Czemu nie udało się skoordynować remontu ulicy i chodników z inwestycją sióstr wizytek? - Kościół nie należy do miasta i nie mogliśmy dopłacać do jego remontu ani zmuszać właściciela, aby odnawiał elewację - tłumaczy Tomasz Kunert, rzecznik miejskiego koordynatora inwestycji i remontów. Część elewacji Krakowskiego jednak wówczas odnowiono, np. budynek samorządu studentów Uniwersytetu Warszawskiego czy kościół św. Krzyża.
Obecnie urzędująca administracja zrzuca winę na poprzedników. Remont Krakowskiego rozpoczął się bowiem za urzędowania poprzedniej ekipy. Za inwestycję byli odpowiedzialni wojewódzki konserwator zabytków i naczelny architekt miasta. W powijakach było również miejskie biuro koordynacji remontów i inwestycji, które ewentualnie mogłoby wywierać naciski na jednoczesne prowadzenie prac. Poza tym siostry nie miały pełnej własności posesji, bo wisiało nad nimi widmo roszczeń, które w końcu udało się wyjaśnić.
Kościół mieszczący się przy ul. Krakowskie Przedmieście 34 to najstarszy klasztor sióstr wizytek na świecie. Wybudowany został w II połowie XVII w. Jako jeden z nielicznych obiektów w stolicy nie uległ zniszczeniom w czasie II wojny światowej.
Dziennik Polski: Kościół Bożego Ciała bez tajemnic [w Krakowie]
Jak podaje Dziennik Polski, swoje podwoje otworzyła wczoraj dla mieszkańców zainteresowanych historią sztuki świątynia Bożego Ciała przy kościele Kanoników Regularnych Laterańskich na Kazimierzu. Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa zorganizował tam kolejne spotkanie z cyklu „Zabytki bez tajemnic”, w ramach którego prezentuje obiekty, które w ostatnich latach zostały odnowione z funduszy komitetu. Zwiedzający mieli okazję zobaczyć barokową kaplicę Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny. Prace konserwatorskie finansowane ze środków SKOZK-u trwały tam dwa lata. Koszt robót wyniósł ponad 580 tys. zł. Kaplica została odnowiona, restauracji poddano też słynący łaskami obraz Madonny z ok. 1653 roku, który znajduje się w ołtarzu.
Dziennik Polski: Przenosiny Caritas [w Krakowie]
Dziennik Polski informuje, że z ul. Bronowickiej 78 na ul. Ossowskiego 5 (Wola Duchacka) przeniósł się Punkt Socjalny Caritas Archidiecezji Krakowskiej. Jest tu poczekalnia z miejscami siedzącymi dla 50 osób, obszerne magazyny, osobny pokój, gdzie wydaje się odzież. Do nowej siedziby Caritas można dojechać autobusami 164, 184 i 107 (przystanek ul. Karpińskiego), wszystkimi autobusami zatrzymującymi się na przystanku przy ul. Nowosądeckiej lub tramwajem (nr 6, 24, 50, 74, przystanek ul. Nowosądecka). Od 18 maja do nowego budynku przeniosą się również biura Caritas. W ub. r. pomocą Punktu Socjalnego było objętych 43 tys. osób. 12,5 tys. rodzin, głównie wielodzietnych, otrzymywało comiesięczną pomoc żywnościową w ramach programu PEAD (Europejski Program Pomocy Żywnościowej Najuboższym Mieszkańcom UE).
Gazeta Wyborcza Trójmiasto: Agresywni ministranci
Na komisariat w Kwidzynie zgłosił się 10-letni chłopiec, który został pobity przed jednym z tamtejszych kościołów. Gdy szedł na zbiórkę ministrantów, przed wejściem do salki zaczepiło go dwóch kilkunastoletnich ministrantów z innej grupy. Chłopiec znał ich, bo już wcześniej zdarzało się, że go zaczepiali. Tym razem nie skończyło się tylko na zaczepkach. Gdy jeden z napastników podstawił mu tzw. haka, 10-latek przewrócił się na ziemię. Wtedy drugi kilkakrotnie kopnął go w brzuch. Na koniec zagroził, że jeśli chłopiec piśnie komuś słówko, to znowu zostanie pobity. Policję zawiadomiła matka chłopca. Agresywni ministranci staną przed sądem rodzinnym. Grozi im poprawczak – czytamy w trójmiejskiej Gazecie Wyborczej.
Stolica Apostolska
Rzeczpospolita: Papież pociesza ofiary
Rzeczpospolita zdaje relację z wczorajszej wizyty Benedykta w L’Aquili i Onnie - miastach, które najbardziej ucierpiały podczas wstrząsów 6 kwietnia. Papież wybierał się do Abruzji helikopterem, ale z powodu ulewnych deszczów i wichury pojechał samochodem. Najpierw zatrzymał się w miasteczku namiotowym, do którego przenieśli się mieszkańcy niemal zrównanej z ziemią miejscowości Onna, gdzie pod gruzami zginęło ponad 50 osób.
W krótkim przemówieniu poruszony Benedykt XVI podkreślił godność i odwagę, z jaką rozbitkowie znoszą godzinę wielkiej próby. Po drodze do L’Aquili zatrzymał się w Collemaggio, gdzie w zniszczonej bazylice spoczywają szczątki Celestyna V (pustelnik, który jako jedyny papież w historii abdykował po kilku miesiącach urzędowania – w 1296 r.), szczególnie adorowanego przez miejscowych. Złożył na sarkofagu w darze swój paliusz. W L’Aquili papież rozmawiał ze studentami i modlił się na gruzach doszczętnie zniszczonego akademika. Na zakończenie udał się do sztabu kryzysowego w szkole policji skarbowej w Coppito, gdzie w Wielki Piątek odbyły się główne uroczystości pogrzebowe ofiar.
Podziękował za poświęcenie wszystkim, którzy niosą pomoc, ale powiedział też: – Po tym, co zdarzyło się w Abruzji, społeczeństwo powinno zrobić poważny rachunek sumienia, aby odpowiedzialni zawsze dopełniali swoich obowiązków. Pod tym warunkiem L’Aquila (aquila to po włosku orzeł), choć zraniona, będzie się mogła znów wzbić w powietrze.
W tej chwili 40 tys. ofiar trzęsienia ziemi mieszka w 160 miasteczkach namiotowych, a 25 tys. w hotelach. W L’Aquili 53 proc. domów i budynków nie nadaje się do zamieszkania. 25 proc. trzeba zburzyć. Media nie pozwalają Włochom zapomnieć o tragedii. Codziennie w głównych wydaniach dzienników co najmniej 10 minut poświęcone jest sytuacji w Abruzji. Każda gazeta, każda stacja telewizyjna i radiowa organizuje zbiórki pieniędzy. Niemal codziennie w miasteczkach namiotowych pojawiają się gwiazdy estrady i sportu. W poniedziałek jeden z najbardziej znanych włoskich piosenkarzy Gianni Morandi śpiewał wspólnie z rozbitkami swoje piosenki – informuje Rzeczpospolita.
Dziennik: Benedykt dodaje otuchy [Papież odwiedził wczoraj Abruzję, która nie podniosła się jeszcze po tragicznym trzęsieniu ziemi]
Papież Benedykt XVI odwiedził wczoraj Abruzję, którą trzy tygodnie wcześniej nawiedziło najtragiczniejsze od ponad ćwierćwiecza trzęsienie ziemi – czytamy na łamach Dziennika. - Jego słowa o konieczności mobilizacji społeczeństwa na rzecz odbudowy zniszczonego regionu część komentatorów odebrała jako przesłanie dla włoskich polityków.
Plany papieskiej podróży z początku pokrzyżowała fatalna pogoda – od kilku dni we Włoszech padają ulewne deszcze. Benedykt XVI, zamiast planowanego lotu helikopterem, przyjechał samochodem. Najpierw zatrzymał się w Onna, miasteczku, w którym wstrząsy zabiły co siódmego mieszkańca. – Zachęcam i apeluję do wszystkich (...) aby odwiedzili tę wioskę i na własne oczy zobaczyli, jak odradza się w niej życie – zwracał się do wiernych zebranych w namiocie. Potem Benedykt XVI pojawił się w L’Aquili. – Musimy zrobić zbiorowy rachunek sumienia i dopilnować, by nasze poczucie odpowiedzialności było zawsze na najwyższym poziomie. W ten sposób poraniona i upokorzona L’Aquila będzie zdolna na nowo podjąć walkę – stwierdził papież poruszony rozmiarem zniszczeń. Ponieważ kataklizm uszkodził wiele świątyń, Benedykt XVI w symbolicznym geście wsparcia przekazał średniowiecznej bazylice Santa Maria di Collemaggio paliusz ze swojej intronizacji sprzed czterech lat.
Jednak wielu wiernych liczyło na bardziej wymierną pomoc. – Mamy w tym trudnym okresie wielką potrzebę modlitwy, ale bardzo trudno modlić się w prowizorycznym namiocie – mówił w czasie spotkania z papieżem 48-letni Giovanni Paoletti, który stracił teściową i siostrzeńca. Niektóre media zwracały uwagę, że papież pojawił się na gruzach L’Aquili dopiero trzy tygodnie po tragedii. Wskazywano, że jego poprzednik Jan Paweł II w 1980 r. przyjechał do zrujnowanego wstrząsami Neapolu niemal tuż po kataklizmie. Inni przypominali, że gdy trzęsienie nawiedziło Umbrię, papież, biorąc pod uwagę względy bezpieczeństwa, odwiedził zniszczony region dopiero trzy miesiące później.
Wczoraj mieszkańcy Abruzji nie sprawiali wrażenia, że uważają wizytę Benedykta XVI za spóźnioną. – Towarzyszyłem papieżowi w L’Aquili. Panująca tam atmosfera jest niezwykle przygnębiająca. Ci, którzy stracili domy, żyją z dnia na dzień, nie mają siły wydostać się z tej sytuacji. Papieskie słowa otuchy na pewno im pomogły. To był jeden z najbardziej wzruszających momentów ostatnich tygodni we Włoszech – opowiada nam Andrea Tornielli, watykanista „Il Giornale”. Inni zwracają uwagę, że przyjazd do zniszczonej Abruzji może przynieść także bardziej wymierne efekty. – Papież dał jasny sygnał do zgody i tym samym uciął wszelkie dyskusje na temat rozliczeń i wytykania palcami winnych. Zobowiązał ludzi do współpracy w odbudowie regionu w pokorze. A na postawienie nowych domów są ledwie cztery miesiące – powiedział nam chadecki poseł Rocco Buttiglione, który wczoraj uczestniczył w parlamentarnej debacie na temat zwalczania skutków trzęsienia ziemi.
=> Por. Dziennik Polski: Papież pociesza poszkodowanych; Nasz Dziennik: Solidarność miarą dojrzałości [Benedykt XVI odwiedza Abruzję]
Polityka: Klub Ratzingera [Papież powołał abp. Zimowskiego na przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia]
Biskup radomski Zygmunt Zimowski zna języki obce, w tym rosyjski; przez prawie 20 lat pracował w Watykanie, w Kongregacji Nauki Wiary, czyli u boku „pancernego kardynała" Ratzingera. Teraz jego były szef, dziś papież Benedykt, powołał Zimowskiego na przewodniczącego Papieskiej Rady do spraw Duszpasterstwa Służby Zdrowia - czytamy w Polityce. - To ważny urząd watykański. Zwłaszcza w dobie sporów o granice medycyny w służbie zdrowia i życia człowieka - pisze tygodnik. - Zimowski, ur. 1949 r., awansowany od razu na arcybiskupa, jest najmłodszym wśród szefów watykańskich „ministerstw". To kolejny kościelny dygnitarz z kręgu bliskich współpracowników Ratzingera. Kiedyś prałaci w Kurii Rzymskiej utyskiwali na „mafię polską", czyli duchownych przybyłych tam za Janem Pawłem II. Dziś z przekąsem mówi się o „chłopcach ze Świętego Oficjum" (dawnej inkwizycji) - prócz Zimowskiego, numer dwa Watykanu, czyli sekretarz stanu Bertone; następca Ratzingera w Kongregacji, czyli „minister prawdy", abp. Nevada, „minister kanonizacji", abp Amato i „minister liturgii" kard. Llovera - czytamy.
Polska: Książę Karol wreszcie przedstawił papieżowi swą nową żonę
W dzienniku Polska czytamy o wizycie brytyjskiego następcy tronu, księcia Karola, w Watykanie.
Wczoraj następca tronu Zjednoczonego Królestwa wraz ze swą małżonką zwiedzał Wenecję. Przedwczoraj książę Karol po raz pierwszy przedstawił Benedyktowi XVI swoją drugą małżonkę, księżną Kornwalii Camillę Parker Bowles. Papież (odchodząc od wcześniej ustalonego protokołu) przyjął parę książęcą na 15-minutowej audiencji. Książę Karol wcześniej przez pół godziny rozmawiał z sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej kardynałem Tarcisio Bertone. W tym czasie jego żona zwiedzała Watykan.
Brytyjski następca tronu odwiedził Watykan po raz pierwszy od czasu swojego rozwodu z księżną Dianą w 1996. Rozwódką jest także obecna księżna Kornwalii. Para pobrała się podczas cywilnej ceremonii ślubnej w 2005. Przedtem podczas ceremonii w Windsorze otrzymali błogosławieństwo królowej. Ich ślub przełożono o jeden dzień. Książę chciał bowiem wziąć udział w pogrzebie Jana Pawła II.
Rzecznik księcia Walii i księżnej Kornwalii oświadczył, iż podczas audiencji nie poruszano kwestii wydanego w 1534 dekretu "Act of Succession", na mocy którego Kościół katolicki tracił prawa do angielskiego tronu. Dekret stał się też początkiem prawnej dyskryminacji katolików. Rozmowę zdominowały natomiast kwestie związane z forsowanym przez księcia projektem ocalenia lasów deszczowych w Amazonii i planowaną pielgrzymką papieża do Ziemi Świętej.
Książę Karol podarował papieżowi oprawioną i opatrzoną podpisami fotografię książęcej pary oraz 12 ceramicznych talerzyków deserowych w kwiaty. Papież ofiarował dostojnej parze akwafortę przedstawiającą wygląd katedry św. Piotra przed dokonaną w XVI wieku przebudową oraz zestaw medali papieskich.
Zagranica
Dziennik (on-line): Muzułmanie i chrześcijanie kłócą się o Obamę
Dziennik podaje, że Sarah Obama, 87-letnia przyrodnia babcia prezydenta Stanów Zjednoczonych, stała się przedmiotem ostrego konfliktu między muzułmanami a chrześcijanami w Kenii. Wyznawcy islamu oskarżają chrześcijan, iż ci za wszelką cenę próbują schrystianizować staruszkę.
Jak donoszą kenijskie media, tamtejsi muzułmanie przed kilkoma dniami uniemożliwili Sarah Obamie pójście się do kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Kisumu, gdyż obawiali się, że zostanie w nim ochrzczona. "Muzułmanie nie będą spokojnie siedzieć i patrzeć, jak niektórzy religijni przywódcy przymuszają ją do przejścia na chrześcijaństwo. Nikt pani Sarah do tego nie skłoni. Ona jest muzułmanką" - ostrzegł szejk Mohamed Khalifa, sekretarz Rady Imamów i Duchownych Kenii.
Członkowie Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego wyjaśniają, iż wcale nie zamierzali "podstępnie" ochrzcić babci amerykańskiego prezydenta, a jedynie zaprosili ją - jako jednego z kilku honorowych gości - na uroczyste zakończenie ich trzytygodniowej konwencji. Nie przekonuje to jednak muzułmanów, którzy wyszli nawet na ulice w protestach przeciwko rzekomej konwersji, zaś ich liderzy ostrzegli, że jeśli do niej rzeczywiście dojdzie, może to nawet wywołać zamieszki na tle religijnym. Zarzucili też chrześcijanom, że chcą schrystianizować Sarah Obamę głównie z powodu jej wielkiej popularności.
Sukces muzułmanów w walce o duszę Sarah Obamy nie zmienia jednak faktu, że w niespełna 38-milionowej Kenii są oni w mniejszości. Według szacunków, stanowią oni 10 do 20 proc. mieszkańców wschodnioafrykańskiego kraju, podczas gdy chrześcijanie ponad trzy czwarte populacji - czytamy.
Ewentualny wybuch w Kenii zamieszek z powodu Sarah Obamy w dość niezręcznej sytuacji postawiłby samego prezydenta USA. Już podczas kampanii prezydenckiej spore kontrowersje budziły jego islamskie korzenie oraz drugie imię Hussein, wskutek czego część Amerykanów podejrzewała, iż w rzeczywistości on również jest muzułmaninem. Z kolei po zaprzysiężeniu Obama zapowiedział, iż szczególnie w krajach muzułmańskich będzie podkreślał swoje pochodzenie, by w ten sposób przyczynić się do poprawy wizerunku USA. Nie przewidział jednak, że obamomania osiągnie aż takie rozmiary.
Gazeta Wyborcza: Ali Agca jest katolikiem
Ali Agca, który w 1981 r. strzelał do Jana Pawła II, ogłosił, że nawrócił się na katolicyzm i szuka katolickiej żony. Agca, odsiadujący w Turcji wyrok za zabójstwo miejscowego dziennikarza, udzielił wywiadu włoskiemu tygodnikowi "Diva e Donna". Twierdzi, że katolikiem został 13 maja 2007 r., w rocznicę zamachu na papieża - pisze Gazeta Wyborcza.
KOMENTARZE, OPINIE, WYWIADY
Rzeczpospolita: Psychologia bardziej niebezpieczna od Biblii [- mówi o. Piotr Włodyga, biblista, benedyktyn]
- Kościół katolicki w Polsce chce propagować czytanie Biblii przez wiernych. Czy Polacy nie znają Pisma Świętego? - pyta o. Piotra Włodygę, biblistę, benedyktyna Marcin Rafałowicz. - Jeżeli chodzi o znajomość Pisma Świętego, to nie jest tak źle - mówi zakonnik. - Mamy młode pokolenie ludzi, którzy wykazują się znaczącą wiedzą na ten temat. Jest też pokolenie ludzi wychowanych w różnego rodzaju posoborowych ruchach kościelnych, które kładą nacisk na kontakt z Pismem Świętym. To nie jest więc sytuacja, w której należałoby alarmować. Jeśli jednak można mówić o słabej znajomości Biblii, to jest ona efektem jeszcze czasów sporu między reformacją a kontrreformacją. Do połowy XX wieku czytanie Pisma Świętego uchodziło za coś podejrzanego. Dopiero ruch, który wytworzył się w okresie poprzedzającym Sobór Watykański II i następującym po nim, zrehabilitował Biblię. W Kościele katolickim położono wtedy nacisk na tworzenie nowych przekładów z tzw. języków oryginalnych. Nastąpiło odejście od obowiązującej wcześniej łacińskiej Wulgaty.
- A może za rzadko w czasie mszy czytane są najważniejsze fragmenty Pisma Świętego? Kiedyś powtarzano je co roku, obecnie znacznie rzadziej - mówi Rafałowicz. - Faktycznie, czytania powtarzają się obecnie w cyklu do trzech lat, jeśli chodzi o nabożeństwa niedzielne, i dwóch lat w dni powszednie. Do czasu tej zmiany czytane były w kościołach dobrze znane fragmenty Pisma Świętego, które funkcjonowały w literaturze albo mowie potocznej w postaci choćby związków frazeologicznych, więc były zrozumiałe. Kiedy poszerzono repertuar biblijnych tekstów, pojawiły się takie, które sprawiają kłopot, bo nie są już tak oczywiste. Jednocześnie nie jest to złe, bo do tekstu biblijnego droga wiedzie raczej przez wysiłek i trudność niż przez oczywistość. Warto też pamiętać, że dawniej kontakt wiernego z Kościołem był niemalże jedynym źródłem intelektualnej strawy. Dzisiaj tych źródeł jest tak dużo, że głos biblijny wśród nich jakby się gubi - wskazuje o. Włodyga.
- Czy katolicy, czytając Biblię w domach, nie będą mieli pokusy interpretowania jej treści niekoniecznie zgodnie z nauką Kościoła? - Chciałbym, żeby wierni czytali Pismo Święte i samodzielnie wyciągali wnioski. Te księgi nie były pisane dla specjalistów, ale właśnie zwykłego odbiorcy i odpowiadały na pytania, z którymi się borykał. Natomiast wszelkie rozłamy w historii chrześcijaństwa, chociaż odwoływały się do Biblii, nie wynikały z poznawania jej treści. Nie mamy się czego obawiać. Mogę zaryzykować twierdzenie, że o wiele większe zagrożenie stwarza lektura książek choćby z zakresu psychologii - dodaje zakonnik.
Polityka: Łagodny pancernik [Rozmowa z watykanistą Giannim Gennarim o czterech latach pontyfikatu Benedykta XVI]
Z watykanistą Giannim Gennarim o czterech latach pontyfikatu Benedykta XVI rozmawia na łamach Polityki Jarosław Makowski. - Ci, którzy krytykują Benedykta, to ci sami, którzy przez lata wieszali psy na Janie Pawle II. Papież Polak był jednak kochany przez tłumy, gdyż miał styl bycia, który przyciągał - zwłaszcza młodzież. Jego krytycy w końcu zamilkli. Jednak byli gotowi przenieść swój krytycyzm na nowego papieża - mówi watykanista. - Dodatkowo opinia publiczna widzi w Benedykcie pancernego kardynała. Przez ponad 20 lat stał on na czele dawnego Świętego Oficjum. Ba, gorliwie wypełniał swoje zadania. Dlatego krytycy wciąż postrzegają go jako policjanta wiary i dyskwalifikują jako teologa - dodaje. Gennari pisze, że doskonale pamięta Sobór, gdyż wtedy kończył studia i zaczynał wykładać teologię na Uniwersytecie Laterańskim. - Jeśli więc ktoś mówi, że obecny papież odwraca się od II Soboru Watykańskiego, to ani nie zrozumiał Soboru, ani nie zrozumiał Ratzingera - twierdzi. - Zgoda, że w młodości Ratzinger był liberalnym teologiem, ale dziś jest konserwatywnym papieżem - dodaje.
- To, że papież mówiąc o czymś, np. o ludzkiej seksualności, angażuje swój autorytet, nie znaczy od razu, że jest to nauczanie nieomylne. Paweł VI przedstawił swoją encyklikę na konferencji prasowej. Przewodniczył jej Fardinando Lambruschini. Znałem go dobrze, gdyż był moim profesorem teologii moralnej. I on mówił otwartym tekstem, że encyklika nie ma charakteru nieomylności - czytamy.
- Jaki jest więc ten pontyfikat: liberalny czy konserwatywny? - zastanawia się watykanista. - I tu tkwi podstawowy błąd w myśleniu o papieżu. Krytykujemy Kościół tak, jakby zarządzał nim tylko człowiek. A tak nie jest. W tym sensie papież nie jest ani konserwatystą, ani liberałem. Jest za to faktem, że jedni atakując Kościół trzymają się tylko tradycji i mówią, że Kościół od niej odchodzi. Drudzy domagają się jego odnowy, gdyż uważają, że inaczej Kościół cofnie się do średniowiecza. Tyle że ten, kto neguje kompletnie tradycje, nie jest katolikiem. Ten zaś, kto neguje odnowę, nie jest chrześcijaninem. To nie znaczy, że nie można krytykować papieża przy różnych okazjach.
Młody teolog Joseph Ratzinger w książce „Nowy Lud Boży" pisze, że jest możliwe, a nawet konieczne krytykować decyzje papieża. Przede wszystkim wtedy, gdy posunięcia papieża nie mają pokrycia ani w Piśmie Świętym, ani w tradycji. Czy słusznie krytykuje się Benedykta za zdjęcie ekskomuniki z czterech lefebrystycznych biskupów? Cały proces cofnięcia kary był źle przeprowadzony. Niektórzy potraktowali go jako pełną rehabilitację. A decyzja papieża oznacza tylko, że została zdjęta ekskomunika. Cała reszta pozostaje bez zmian - lefebryści nadal są schizmatykami, a każda ich msza jest niegodnie sprawowana - tłumaczy Gennari.
- Czy daje pan wiarę, że Kuria Rzymska nie wiedziała, co np. o Soborze myślą lefebryści? l nie wiedziano, że wśród czterech biskupów wracających pod strzechy Kościoła jest także bp Richard Williamson, który publicznie neguje Holocaust? - pyta dziennikarz. - Główna odpowiedzialność spada na kard. Dario Castrillon Hoyosa, który od zawsze był miłośnikiem lefebrystów. To on podjął wszystkie decyzje. Idzie niebawem na emeryturę i chciał sprawę lefebrystów zakończyć, by przejść do historii jako ten, który przyprowadził ich do Kościoła. Jasne, że Kuria znała poglądy bp. Williamsona, a na pewno znał je kard. Hoyos. Kiedy pierwszy raz usłyszałem opinie bp. Williamsona na temat Zagłady, padłem na kolana przed jedną z bardzo wysoko postawionych osób w Watykanie i powiedziałem: „Zobaczycie, że negując Holocaust, spowodujecie koniec świata". W Biblii Jezus był tylko dla jednej grupy ludzi bardzo stanowczy - dla tych, którzy negują Ducha Świętego. Grzechem niewybaczalnym jest taki grzech, który skierowany jest przeciw Duchowi, czyli negowanie prawdy. Ten, kto neguje Holocaust, grzeszy przeciw Duchowi Świętemu, gdyż neguję prawdę. Dlatego najwyższy czas, aby papież zmusił Willimsona, by pojechał do Auschwitz i uklęknął, oddając hołd ofiarom tak samo, jak zrobił to Benedykt przed dwoma laty, kiedy był w Oświęcimiu. I by pojechał też do Jerozolimy, gdzie powinien uklęknąć przed pomnikiem Memoriał Yad Vashem. To jedyny sposób, by lefebryści poprosili o przebaczenie. Ale nie papieża, którego oni ciągle proszą o przebaczenie i zrozumienie, tylko Boga, ofiary Holocaustu i Żydów - mówi watykanista. Podkreśla, że jest wzruszony listem, jaki Benedykt po tym wszystkim napisał do biskupów, w którym pogłębił dialog Kościoła ze wspólnotą żydowską.
- Kilka dni przed rozpoczęciem Soboru brałem udział w procesji z udziałem Jana XXIII. I nagle papież powiedział do nas słowa, które pamiętam do dziś: „Drogie dzieci, myślicie, że ja jestem przerażony i nie śpię po nocach, gdyż za tydzień zacznie się Sobór. Otóż nie, bo wiem, że Kościołem kieruje kto Inny. I dlatego śpię spokojnie". Ostatni list Benedykta do biskupów po wpadce z lefebrystami czytam przez pryzmat tamtych słów Jana XXIII. Benedykt mówi de facto to samo: „Zrobiliśmy błąd, ale musimy iść do przodu" - mówi watykanista. Pytany o to, jakby scharakteryzował styl sprawowania rządów Benedykta, odpowiada: Jan Paweł II był jak Michał Anioł. Czterema uderzeniami młotka potrafił wykuć rzeźbę. Benedykt jest jak Benvenuto Cellini, który nawet najmniejszy i delikatny ruch dłuta wykonywał bardzo precyzyjnie. Dla ludzi, którzy są niecierpliwi, taki styl pracy jest trudny do zrozumienia. Jan Paweł II miał też w sobie promieniującą na drugiego radość. Spojrzał ci w oczy i rozumiał cię bez słów. Jeśli jednak będziesz uważny, to zobaczysz, że Benedykt działa tak samo, choć - by to dostrzec - potrzeba więcej czasu. I ostatnia rzecz: Jan Paweł II kompletnie ignorował telewizję - jeśli były kamery, to dobrze, jeśli ich nie było, też dobrze. Benedykt jest bardziej czujny - patrzy nawet, jak ustawiony jest mikrofon. Jednak o stylu działania papieża, jak i każdego z nas, decyduje skarb, który nosimy w środku.
- Za to Jana Pawła II i Benedykta XVI łączą tzw. problemy nierozwiązane. Myślę tu choćby o kwestii celibatu i deficycie powołań. Czy sądzi pan, że Benedykt zechce podjąć ten problem? - pyta dziennikarz Polityki. - Wierzę, że celibat jest darem i że ma on wielką wartość. Myślę też, że są na świecie księża, którzy nadal żyją w celibacie. Sam byłem celibatariuszem do chwili, kiedy Bóg pozwolił mi zrozumieć, że moja droga jest inna. I muszę podziękować osobiście kard. Ratzingerowi, gdyż to dzięki niemu moje święcenia kapłańskie zostały unieważnione i mogłem w zgodzie z kościelnym prawem poślubić moją obecną żonę, a w ceremonii brało udział około 30 księży. Mam nadzieję, że Kościół odstąpi kiedyś od rozumienia celibatu jako warunku do kapłaństwa, a zacznie go pojmować jako osobisty wybór - mówi Gennari.
Pytany o antykoncepcję jako metodę kontroli urodzin, mówi: Aż do 1950 r. tzw. metody naturalne, jako regulator urodzin, były zabronione. Dopiero Pius XII w słynnej mowie z 19 października 1951 r. dał zielone światło dla tych metod. Przyłożył do tego rękę jezuita Yirginio Rotondi, który był jego doradcą. […] Otóż zapytał on Piusa XII, czy już nie czas, by Kościół zaaprobował metody naturalne. Rozmowa ta miała miejsce dzień wcześniej, 18 października, około południa. Papież, gdy to usłyszał, wściekł się, mówiąc do Rotondi, że jest jak diabeł, który go kusi. I wyrzucił go z pokoju. Jednak wieczorem papież zadzwonił: „Modliłem się, przyjdź do mnie". Przez całą noc pisali ten przełomowy jak na tamte czasy tekst, który potem Pius XII wygłosił. Kuria rzymska myślała, że encyklika „Casti connubi" Piusa XI o małżeństwie chrześcijańskim z 1931 r. ma charakter nieomylny. Byli więc w szoku, kiedy Pius XII dał zgodę na metody naturalne. Problem z antykoncepcją moim zdaniem nie polega na tym, jakie metody kontroli urodzin człowiek stosuje w swoim życiu seksualnym, ale na tym, w jaki sposób prowadzi swoje życie intymne. Inne Kościoły chrześcijańskie, np. protestanci i prawosławni, mówią to samo, co powiedział II Sobór Watykański. Ojcowie soborowi nie zaakceptowali koncepcji św. Augustyna, który mówił, że sensem życia ludzkiego jest tylko prokreacja. Wybór zostawiono ludziom. Podobnie rzecz ujmował ekumeniczny patriarcha Konstantynopola Atenagoras, mówiąc do małżonków: „Będę wam towarzyszył jako ksiądz do drzwi waszej sypialni, ale po ich przekroczeniu to już wy stajecie się kapłanami".
- Wielu sądziło, że papież będzie trochę na podobieństwo dobrego tatusia, który zaaprobuje każdą zachciankę dziecka. W chwili, kiedy stawia wymagania, staje się złym ojcem. Załóżmy, że symbolem nowoczesności jest nauka. Papież pokazuje, że ona musi mieć swoje granice. Bo jeśli nauka nie zobaczy swoich ograniczeń, to zagubi sens swojego istnienia. Nie da się powiedzieć, że papież jest przeciwko nauce, ale można powiedzieć, że jest przeciwnikiem złego używania nauki. Innymi słowy: papież nie jest przeciw nowoczesności, ale jest przeciwnikiem złego używania zdobyczy nowoczesności - mówi Gennari.
Rzeczpospolita: Powrót do domu [Szewach Weiss o handlu ciałami]
To, co robią dziś islamscy terroryści z ciałami zabitych przez siebie ludzi, nie mieści się nam w głowie. To coś zupełnie obcego naszej wspólnej kulturze – pisze izraelski dyplomata i polityk Szewach Weiss.
"Z bólem serca śledziłem w polskich mediach dramat geologa Piotra Stańczaka. Młodego człowieka zamordowanego w Pakistanie przez talibów, o którego ciało terroryści toczyli makabryczne targi z władzami. Jakże dobrze my, Żydzi, to znamy. Dla Izraelczyków jest to chleb powszedni, straszliwa codzienność. Żyjemy bowiem w sytuacji ciągłego zagrożenia przez terrorystów" - pisze Weiss.
"W kulturze judeochrześcijańskiej zarówno życie człowieka, jak i jego ciało są święte. Teraz Polacy mogą zrozumieć, dlaczego zawsze tak bardzo zależy nam na zwrocie szczątków naszych zabitych obywateli - pisze izraelski dyplomata i polityk. - Dlaczego czasami nie wahamy się za jedno, dwa ciała zwalniać z więzień tysięcy groźnych terrorystów i morderców. Ludzi, którzy zabijali żydowskie dzieci, roztrzaskując im głowy o skały. Uważamy bowiem, podobnie jak chrześcijanie, że człowiek zawsze musi wrócić do domu. Nawet po śmierci. Zadbanie o to jest obowiązkiem żyjących. Właśnie to przekonanie w cyniczny sposób wykorzystują nasi wrogowie. Ludzie, którzy gardzą naszymi ideałami i naszym cierpieniem. Ludzkie szczątki są dla nich przedmiotem handlu i targów. Dziś handlują ciałami, jutro będą handlować rękami, nogami czy paznokciami swoich ofiar. Proceder ten przywodzi mi na myśl barbarzyństwo niemieckiego narodowego socjalizmu. Niemcy również starali się wykorzystać ciała swoich ofiar. Włosy zamordowanych przesyłali do fabryk materaców czy wytwórni lalek, z ludzkiego tłuszczu próbowali zrobić mydło. Równie dobrze mogliby sprzedawać nam po wojnie prochy zagazowanych Żydów. Kupę zmielonych kości i zwęglonych ciał wymieniać na dolary". Dalej Weiss dodaje: "To, z czym mamy do czynienia, nie jest zwykłym konfliktem ideologicznym – to prawdziwa wojna cywilizacji. Albo mówiąc inaczej: trzecia wojna światowa".
=> Dzisiaj o godz. 7 na wojskowym lotnisku Okęcie w Warszawie wyląduje specjalny samolot transportowy z ciałem zamordowanego w Pakistanie Polaka – poinformowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Zamordowany przez talibów polski inżynier Piotr Stańczak, zgodnie zwolą najbliższej rodziny, pochowany zostanie na cmentarzu wKrośnie (Podkarpacie) - podaje Dziennik Polski.
Rzeczpospolita: Przestaliśmy idealizować Unię Europejską
Zbliża się 5 rocznica wejścia Polski do Unii Europejskiej. O oczekiwaniach Polaków wobec Unii i o tym, co się zmieniło w naszym spojrzeniu na UE w ciągu ostatnich lat, na łamach Rzeczpospolitej Michał Szułdrzyński rozmawia z dr Elżbietą Skotnicką-Illasiewicz, socjologiem z Collegium Civitas.
- Polacy chcą rozszerzenia Unii Europejskiej. Zaskakuje to panią? - Nie. Ten wynik zaskakuje tych, którzy hołdują powszechnemu w Europie stereotypowi Polski zamkniętej, ksenofobicznej. Tymczasem okazuje się, że poparcie dla rozszerzenia Unii jest największe właśnie w naszym kraju. Polska jest również krajem, w którym relatywnie często jest wyrażane poparcie dla wejścia Turcji do Unii. Wbrew pozorom odmienność kulturowa i religijna nie ma dla Polaków znaczenia odstraszającego, choć jesteśmy w Europie postrzegani jako szczególnie religijni i bardziej niż inni Europejczycy związani z Kościołem. Wejście Turcji do UE okazuje się łatwiejsze do przyjęcia dla polskich katolików niż dla agnostycznych Francuzów, których uważa się za społeczeństwo postreligijne. Francuzi sprzeciwiają się członkostwu Turcji w Unii właśnie z powodów kulturowych.
- Z drugiej strony Polacy chcieliby, by unijna konstytucja opierała się na wartościach chrześcijańskich – mówi dziennikarz. Socjolog odpowiada: - To zrozumiałe. Chrześcijaństwo to najbliższy nam krąg kulturowy. Można powiedzieć, że jest naszym zasobnikiem wartości. Otwartość i tolerancja to wartości cenione w polskiej tradycji, choć jak wiemy, częściej demonstrowane niż realizowane w codziennych stosunkach między ludźmi. Ale to one dają nam poczucie łączności z innymi kulturami Europy.
- Jak w ciągu ostatnich pięciu lat zmieniło się postrzeganie Unii przez Polaków? - Nie ulega wątpliwości, że Polacy są społeczeństwem o najwyższej akceptacji dla członkostwa – mówi dr Skotnicka-Illasiewicz. - Następuje jednak wyraźna racjonalizacja postaw wobec UE. Przestaliśmy Unię idealizować, coraz lepiej, wyraźniej dostrzegamy jej zalety, ale i wady. Mimo że krytykujemy Unię, uważamy ją za czynnik stabilizacyjny, przeciwwagę do uczucia niestabilności w polityce własnego kraju. Choć pogarsza się sytuacja gospodarcza, wzrasta bezrobocie, Polacy chcą się trzymać Unii, bo mają przekonanie, że przy niej utrzymamy obrany kurs rozwoju i że wspólnymi siłami łatwiej przezwyciężymy kryzys. Niezależnie od obecnych kłopotów bilans naszego członkostwa jest zdecydowanie korzystny. Polacy są dumni z osiągnięć ostatnich pięciu lat bez względu na to, jaka partia jest u władzy i na jaką partię głosują. Spory polityczne są tu drugorzędne.
A czy politycy są tego świadomi? - pyta Szułdrzyński. - Politycy powinni przede wszystkim zrozumieć, że to społeczeństwo jest autorem niebywałego sukcesu ostatnich pięciu lat, a nie klasa polityczna. To właśnie polskie społeczeństwo, w pocie i łzach, odniosło największy sukces spośród tych, którzy razem z nami weszli do Unii – odpowiada socjolog.
Polityka: Nieufność.pl [debata internautów]
Rozmowa Jacka Żakowskiego z prof. Januszem Czapińskim o kryzysie zaufania oraz o dobrym i złym kapitale społecznym (POLITYKA 16) rozpoczęła cykl debat na stronie internetowej www.polityka.pl/debata - pisze Polityka i dodaje: Tym razem zastanawialiśmy się, kto może Polaków wyleczyć z patologicznej nieufności wzajemnej – Kościół? Rodzina? A może szkoła?. - W dyskusji wzięli udział również dziennikarze Polityki: Joanna Podgórska, Ewa Winnicka i Adam Szostkiewicz. Tygodnik prezentuje w najnowszym wydaniu wybór głosów z debaty. Zastanawiając się nad tym, kto może wyleczyć Polaków z niefności społecznej Roman L. pisze: "Kościół? Chyba nie, bo sam ze względu na raczej wysoki stopień nietolerancji do innowierców szerzy nieufność. Rodzina? W obecnym okresie polskiego wyścigu szczurów zaufanie w rodzinie jest osłabione. Szkoła? Jak nauczyciele, którzy nie mają wzorców, bo są wychowywani przez rodzinę i Kościół od urodzenia, mają to robić. Coś jakby się koło zamykało i szansa na zmianę jest niewielka. Moim zdaniem jedynie otwarcie na społeczeństwa tolerancyjne (tak na co dzień, a nie od święta jak u nas) może coś zmienić". Polityka przytacza też m.in. taki głos: "Nie zbudujemy żadnego kapitału społecznego bez wyzbycia się obłudy i zakłamania. Niestety na dziś nie widzę żadnej instytucji, która by przerwała ten taniec w hipokryzji. Nadzieja w naszych rodakach, którzy poznając inne narody, społeczeństwa, zobaczą, że ufając i uśmiechając się, szczerze otwierając się na innych, żyje się łatwiej, w godności i bezpieczniej".
Jacek Żakowski zwracając się do internautów po debacie stwierdza m.in.: "tu trzeba wielkiego, powszechnego, zbiorowego wysiłku, który – niestety – tylko państwo może zorganizować. Skoro jednak ono tego robić nie chce (?), nie umie (?), nie widzi potrzeby (?), rację mają ci, którzy uważają, że trzeba przynajmniej robić, co każdy z nas potrafi".
Dziennik: [Waszym zdaniem – o prostytucji nieletnich]
Z opublikowanego w ubiegły czwartek na łamach Dziennika raportu na temat prostytucji nieletnich wynika, że oprócz dzieci, które uprawiają seks, żeby nie głodować, jest też pokaźna grupa nastolatków z dobrych domów, które sprzedają ciało, by za pomocą uzyskanych w ten sposób pieniędzy zaimponować kolegom, wylansować się w grupie. Artykuł skomentowali czytelnicy Dziennika.pl.
„Nastolatki pod pozorem troski zachęca się wręcz do seksu. – pisze czytelnik Dziennika. -Tak to jest, kiedy wyszydza się Kościół na każdym kroku, odrzucając tzw. wartości religijne. Zastępuje się je ateizmem i lewicową pseudomoralnością. A idolem zostaje nieodpowiedzialny człowiek, jakim jest Wojewódzki, czy niezbyt inteligentna Rabczewska. No i mamy efekty.”
„Dla dzisiejszych nastolatków najlepszy jest pieniądz lekko zdobyty. Ja, chcąc jechać na wakacje, przez jeden miesiąc ciężko pracowałam u rolników w polu. W ten sposób zarobione pieniądze wydawałam po trzykrotnym zastanowieniu się.” – wspomina inna czytelniczka.
„Mogę zrozumieć, że ktoś nie ma co jeść i w taki sposób zarabia, bo zmusza go do tego życie. Ale te panny chodzą po galeriach handlowych, polują na nadzianego faceta i myślą, że tak naprawdę nic złego nie robią. Błąd! A może powinny się przekonać, jak wygląda życie prostytutek, a ono nie wygląda tak różowo. majka Nie wiem, czemu czepiacie się tych dziewczyn, one traktowane są jak towar, to oczywiste. Ale jest popyt, jest podaż. Z tego towaru korzystają dorośli mężczyźni, na pewno ci sami, którzy piszą święte i oburzone posty. Może to od tych mężczyzn, wykorzystujących i płacących dziewczynom, należałoby zacząć naukę i wychowanie?” – zastanawia się czytelniczka Dziennika.
Dziennik Polski: Piękno według geja
Przed paroma dniami murowana kandydatka na miss Stanów Zjednoczonych została nagle odsunięta od zwycięstwa. Przewodniczący jury, chwaląc się publicznie, że jest zdecydowanym gejem, zdyskredytował najpiękniejszą osiemnastolatkę, gdyż udzieliła mu nie takiej odpowiedzi, jakiej oczekiwał. Powiedziała mianowicie, że dla niej jedyna prawdziwa miłość to uczucie kobiety i mężczyzny, i że marzy o spełnieniu tej miłości w małżeństwie. Szef jury uznał, że miss Stanów Zjednoczonych nie może mieć takich poglądów. Ten uczynek kochającego inaczej jurora nie stał się powodem żadnych druzgocących krytyk o łamaniu praw człowieka, nachalnym propagowaniu homoseksualizmu i pogardzie dla czyniących inaczej. Gdyby tak ktoś postąpił podobnie wobec geja, „New York Times” i podobne mu gazety grzmiałyby na cały świat – konkluduje Dziennik Polski.
NAUKA, KULTURA, SPOŁECZEŃSTWO
Dziennik: Fikcyjne małżeństwa gejów
"Dojrzały emocjonalnie facet poszukuje dziewczyny na poziomie, celem stworzenia białego związku" - to tylko jedno z wielu ogłoszeń na popularnym portalu dla homoseksualistów. Ze strachu przed ujawnieniem polscy geje gorączkowo szukają partnerki, by stworzyć z nią pozory tradycyjnego związku – czytamy .
Socjolog Jacek Kochanowski, który od lat bada środowisko polskich homoseksualistów, twierdzi, że białe małżeństwo to bardzo często stosowany rodzaj kamuflażu. - Jedną z przyczyn, szczególnie przypadku mężczyzn, jest praca i kariera. Żonatym mężczyznom dużo łatwiej zdobyć wysokie stanowiska, bo z punktu widzenia firmy są bardziej ustabilizowani i tym samym wiarygodni - tłumaczy.
I przypomina, że do podobnych wniosków doszedł kilka lat temu francuski socjolog Didier Eribon: ludzie, którzy otwarcie przyznają się do homoseksualizmu, z większą niż inni trudnością pokonują kolejne szczeble kariery. - Przyznanie się do swoich preferencji seksualnych może zaszkodzić w pracy - mówi Kochanowski. Właśnie dlatego, jego zdaniem, wielu zdeklarowanych homoseksualistów woli wejść w fikcyjny związek. Ale drugim, jeszcze częstszym powodem zawierania białego związku, jest chęć spełnienia oczekiwań rodziny i strach przed ujawnieniem homoseksualnych skłonności.
Jak twierdzi Jacek Kochanowski, taki kamuflaż stosują geje w tych krajach, gdzie ujawnienie prawdziwych preferencji seksualnych zostałoby potępione przez społeczeństwo. Dlatego najczęściej na ogłoszenia odpowiadają inni geje lub lesbijki. A czasem na taki układ godzą także stare panny, którym przeszkadza samotne życie - mówi.
Zdaniem socjologa prof. Ireneusza Krzemińskiego fikcyjny związek może dawać osobom homoseksualnym poczucie bezpieczeństwa. - W Polsce nadal jest wiele środowisk, gdzie trudno jest się przyznać do odmienności. Z moich badań o sytuacji mniejszości seksualnych w Polsce wynika, że aż 25 proc. doznało dyskryminacji w pracy lub szkole, a tylko 19 proc. miało odwagę, aby ujawnić się przed wszystkimi - mówi.
Szef Kampanii przeciwko Homofobii Robert Biedroń dodaje, że białe małżeństwa są szczególnie powszechne w małych miasteczkach. - Ludzie często wiążą się z przyjacielem czy przyjaciółką, którzy wiedzą o preferencjach przyszłego małżonka. Oboje robią to dla świętego spokoju, by miasteczkowi plotkarze przestali gadać, że jeszcze nie znaleźli sobie partnera - tłumaczy.
Ale w środowiskach homoseksualnych białe małżeństwa budzą wiele kontrowersji. Przede wszystkim dlatego, że gej oszukuje swoje otoczenie i przyczynia się do utrwalania negatywnych stereotypów na temat homoseksualistów. - Jeśli ktoś żeni się tylko dla kariery, to w ten sposób inni ludzie zaczynają sądzić, że na wysokich stanowiskach nie pracują osoby jawnie homoseksualne - tłumaczy Jacek Kochanowski.
Dziennik: Lech Wałęsa będzie demaskował autorytety Radia Maryja
Lech Wałęsa uważa, że środowisko związane z radiem o. Rydzyka jest „naprawdę niebezpieczne” i dlatego potrzebna jest „konfrontacja przy otwartej kurtynie”. Dlatego, jak zapowiada na swoim blogu, zamierza demaskować przeszłość ludzi, którzy są autorytetami dla toruńskiej stacji – czytamy na łamach Dziennika.
„Po kolei: Krzysztof Wyszkowski, ile dzieci, z iloma kobietami i ich losy” – pisze Wałęsa. Były prezydent dowodzi, że „podobnych wściekłych ataków na rządzących – jakie są w Radiu Maryja – nie da się znaleźć nigdzie w świecie”. I ostrzega: „Następny etap na ich drodze to namawianie do używania siły, ze strzelaniem włącznie”. Wałęsa zapowiada więc skompletowanie „owoców ich perfidnej działalności”. „Spis ludzi i ich udział w tej niebezpiecznej maskaradzie będzie tu zamieszczany” – pisze Wałęsa. Poseł PiS Tadeusz Cymański wpis na blogu ocenia jako emocjonalny i w nie najlepszym stylu. – Wolność, o którą walczył Lech Wałęsa, nie jest łatwa. Ale jest to wolność również do wygłaszania gorzkich i przykrych sądów. Również pod adresem Wałęsy – zauważa Cymański.
Czym Radio Maryja rozjuszyło byłego prezydenta? Rozgłośnia zaangażowała się w promowanie książki Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie – czytamy w Dzienniku. - Młody historyk napisał w niej m.in., że były prezydent miał nieślubne dziecko i nasikał do kropielnicy. Z kolei często występujący na antenie stacji Krzysztof Wyszkowski to jeden z największych wrogów Wałęsy. Obaj często spotykają się w sądzie. Wyszkowski od lat zarzuca Wałęsie współpracę z SB.
Rzeczpospolita: Przemycający i przemycani
W Rzeczpospolitej czytamy o uciekinierach z ogarniętej anarchią i bezprawiem Somalii. Somalia jest na pierwszym miejscu listy najniebezpieczniejszych państw świata. Na północy uzbrojone klany nieustannie toczą ze sobą wojny o wpływy. Na południu rządzą powiązani z al Kaidą islamiści.
Uciekinierzy trafiają do Jemenu. Wśród much, na gołej ziemi siedzą całymi rodzinami. Nie ma szkoły, lekarza, wody. Strzępy blachy falistej, fragmenty murów, jakieś kotary – to ich dom. Trudno o pytania, gdy wszystko widać, a jednocześnie nie chce się urazić godności tych ludzi. Pytam więc, ile osób mieszka tu, w jednym obejściu. Zaczyna się liczenie na palcach. Jedna z osób próbuje to jakoś pozbierać – wychodzi nam 16. Po prostu nikt inny o tym wcześniej nie myślał. Siedzą całymi dniami. Jedna z dziewcząt siedzi w kucki – jest w ciąży. Pod ścianą niewidoma dziewczyna ze swoją szóstką dzieci. Chyba siódme w drodze. Zza kotary wychyla się potargany chłopak o nieobecnym wzroku. „Crazy” – słyszę szept jednego z domowników. Niewielka czerwona miska, z której młody mężczyzna coś je palcami. Potem wlewa odrobinę wody, zaczyna myć buzię najmłodszego dziecka. Much jakby więcej – pisze o sytuacji uciekinierów z Somalii Beata Błaszczyk.
To nie jest al Kharaz, obóz dla somalijskich uchodźców. Tam przynajmniej teoretycznie sytuacja jest przejściowa. Jest nadzieja na coś. Zarejestrowanych oficjalnie uchodźców jest ponad 90 tysięcy. Co roku z tamtej strony Zatoki Adeńskiej przybywają tysiące nowych. Byle tylko wydostać się z Somalii. Dotrzeć do Arabii Saudyjskiej i tam znaleźć pracę. Większość zostaje jednak w Jemenie. Najbiedniejszy kraj w regionie i jeden z najbiedniejszych krajów świata dźwiga na sobie ciężar konfliktu w Rogu Afryki.
W koczowisku pod Adenem nadziei nie ma. Dni są do siebie podobne. Ludzie umierają, rodzą się dzieci. Wiele z nich nie zna innego życia. Jednak, żeby tu trafić z ogarniętej od wielu lat wojną Somalii, ci ludzie musieli dużo zapłacić. Dziś miejsce na nowej, szybkiej łodzi kosztuje 130 – 150 dolarów, dla nich majątek. Na starszych, mniej sprawnych jednostkach około 70. Miejsca dla dzieci po 20. Cierpliwie zbierają i płacą, żeby wyrwać się z Mogadiszu. Wiedzą, co ryzykują. Gdy tylko pojawiają się patrole, zawartość łodzi – wraz z ludźmi – jest wyrzucana za burtę.
Dane zwykle są podobne: z mniej więcej 300 osób na pokładzie około setki dotarło do brzegu, wyłowiono 30-60 ciał, pozostałych uznaje się za zaginionych. Przemytnicy słyną z brutalności. Dla dzieci i młodych, przeważnie owdowiałych kobiet, kilkudziesięciogodzinna podróż to także niebezpieczeństwo molestowania - czytamy.
Polityka: Holownik osobisty [Pierwszy z cyklu tekstów o polskiej biedzie]
- W tej chwili w Polsce żyje co najmniej 5 mln obywateli, o których państwo nie wie, za co kupują chleb. Połowa z nich to klienci opieki społecznej. Czy Polskę na to stać? Dlaczego finansowanie kształcenia najuboższych, resocjalizowania i integracji to dla samorządów i ministerstw wciąż koszt, a nie inwestycja, która zwróci się w dłuższej perspektywie? - Polityka artykułem "Holownik osobisty" rozpoczyna cykl tekstów o polskiej biedzie: tej materialnej i tej psychologicznej, groźniejszej. W kolejnych numerach chce pokazać złe i dobre praktyki radzenia sobie z biedą i społeczną niepełnosprawnością.
Brytyjczycy znaleźli sposób na trwale i beznadziejnie bezrobotnych: państwo opłaca prywatnych osobistych doradców, holujących ich z powrotem do pracy. Teraz namawiają do tego samego polskie urzędy - pisze z Londynu Ewa Winnicka. - Kiedy Alan Cave, szef departamentu ds. pracy i emerytur, opowiada o rewolucji, jaką obecnie przechodzi Wielka Brytania, lubi podeprzeć się legendą Davida Freuda, dziennikarza, a potem bankiera, doradcy Tony'ego Blaira i przez chwilę Gordona Browna. Już 10 lat temu Freud założył, że w Wielkiej Brytanii pracować będzie aż 80 proc. osób zdolnych do pracy. Wywoływał kąśliwe komentarze, ponieważ świeży premier Tony Blair zastał dwucyfrowe bezrobocie i całe regiony kraju podgniłe wielopokoleniową biedą, drągami i alkoholem. Freud przekonywał, że kluczowe dla kraju jest uelastycznienie rynku pracy, polegające mniej więcej na tym, że najtrudniejszym, uporczywie niepracującymi nigdy w życiu, zamiast państwowych urzędów pracy, zajmą się odpowiednie firmy prywatne. Uporczywie bezrobotny w wydaniu brytyjskim to górnik z okolic Doncaster, który stracił pracę w czasie rządów Margaret Thatcher, jest beneficjentem wszystkich możliwych zasiłków, pije, ma bezrobotnego syna i na koncie wyroki za rozbój. Nie ma za to motywacji do pracy. Urząd jest wobec tego obywatela bezsilny i chętnie przekaże go bardziej sprawnej instytucji, na przykład prywatnym specjalistom, którzy podejmą się zmobilizowania człowieka do skutecznego podjęcia roboty. Państwo zapłaci za efekt, nie za starania. Efektem jest namówienie uporczywego do szukania pracy, przygotowanie go do niej i utrzymanie przez niego posady. Przez cały rok. Freud wyszedł z założenia, że standardowe metody pomagają standardowym bezrobotnym, a najtrudniejszymi przypadkami należy zająć się w sposób szczególny. Słowem: administracja niech administruje, człowiekiem w potrzebie niech się zajmie specjalista metodami wybranymi przez siebie.
Obecnie w Wielkiej Brytanii pracuje 70 proc. osób zdolnych do pracy, co dla zewnętrznych obserwatorów może być wynikiem szokującym. W Polsce, która myśli o sobie, że bezrobocie trzyma w ryzach, zatrudnienie wynosi 46 proc. Niebotyczne 80 proc. Wielka Brytania ma osiągnąć, gdy jeszcze bardziej uelastyczni rynek pracy - pisze Winnicka. Przedstawia też historię systemowej walki z uporczywym bezrobociem, która, jak pisze, zaczęła się w Wielkiej Brytanii po 1997 r. razem z objęciem urzędu przez premiera Blaira. Rozpoczęto pracę nad kompleksowym programem społecznym i wkrótce ogłoszono przełomowy New Deal (nazwany tak po sławnym powojennym rooseveltowskim), mający ożywić najtrudniejsze obszary.
Jolanta Koral w raporcie „Kontraktowanie usług zatrudnienia", sporządzonym niedawno dla Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, analizowała wady i zalety elastycznego zatrudnienia na podstawie doświadczeń kilku krajów europejskich, USA i Australii, które eksperymentowały z rynkiem zatrudnienia (w Wielkiej Brytanii zmiany okazały się najbardziej efektywne). Oczywistą zaletą są innowacje i pomysłowość w prowadzeniu klientów, efektywność i konkurencja. Do wad zaliczyła zbyt wysokie wymagania stawiane prywatnym usługodawcom, co powoduje, że na rynku zostają tylko największe i najsilniejsze podmioty.
Jeśli jakaś odważna firma chciałaby wejść na rynek pracy, może próbować korzystać z pieniędzy unijnych, na przykład ze środków Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. W zeszłym roku odważył się na to jeden z brytyjskich providerów. Stara się właśnie o dofinansowanie projektów w czterech trudnych regionach: Krakowie, Katowicach, Chorzowie i Częstochowie - pisze Winnicka.
- Polska jest dla nas dobrym rynkiem, ponieważ mimo stosunkowo niewielkiego bezrobocia uporczywi bezrobotni stanowią 65 proc. wszystkich zarejestrowanych w urzędzie pracy-tłumaczyła Hillary Clifford, odpowiedzialna za rozwój polskiej filii Reed in Partnership. Polska jest też rynkiem wymagającym cierpliwości. Jeden z wniosków złożonych w lipcu ubiegłego roku doczekał się bardzo dobrej opinii i decyzji odmownej dopiero w połowie marca. O losach następnych wniosków nic nie wiadomo. - Domyślamy się, że na zmianę podejścia do pracy z bezrobotnym trzeba tutaj trochę poczekać - czytamy.
Polityka: Co się stało z naszym fachem? [Ostatnie 20 lat - m.in. w oczach księdza]
O tym, jak wygląda ostatnie 20 lat w oczach nauczyciela, naukowca, lekarza, adwokata i księdza? Jak się zmieniły ich zawody, ich warsztat pracy? […] Czy marzenia się spełniły? opowiadają na łamach Polityki właśnie: nauczyciel, naukowiec, lekarz, adwokat i ksiądz. Ich refleksje zebrała Martyna Bunda.
Ksiądz Andrzej Kołek - 5 lat pracy w PRL.. Wtedy diakon, potem wikariusz. Dziś rezydent w parafii w Lędzinach. Ma doktorat, pracuje naukowo. Uczy w szkole, wykłada u dominikanów i dorywczo na Uniwersytecie Medycznym. Marzenie: moralne społeczeństwo. - "Coraz częściej trafiają się ludzie, którzy już od progu wydają się obrażeni. Chcą ochrzcić dziecko, ale nie mają ślubu, i żeby ksiądz wiedział, że do Kościoła mają jak najgorszy stosunek, chrzczą tylko po to, żeby dziecko nie miało ciężko w życiu. I wówczas ksiądz Andrzej Kołek musi w krótką chwilę zdecydować: czy oto stoi przed nim facet, który szuka zaczepki i trzeba się ratować? Cynik, któremu dziecka ochrzcić nie należy niech samo dorośnie i dokona tego wyboru? Czy może człowiek, który woła o pomoc, o rozmowę? Bo się zraził do Kościoła, bo gdzieś ktoś istotnie popełnił błąd? Złota zasada, mówi ksiądz, pytać. Rozmawiać. I to jest pierwsza różnica między wtedy i dziś. Wtedy. Ludzie sami się garnęli, chcieli, szukali siły, którą daje bycie w grupie, albo rozgrzeszenia, że oficjalnie udają ateistów. Dziś. Trzeba do nich dotrzeć i mieć na to czas. Grafiki zajęć są więc przeładowane. Komputery w pokojach, rzadko zdarza się, żeby księża usiedli razem przy stole. Ksiądz Andrzej ma zasadę, że codziennie spędza pół godziny na Gadu-Gadu, czego bardzo nie lubi. Ale to bywa ważne. Na przykład historia z Łukaszem. Chłopak szukał wsparcia, akurat umierał mu ojciec. Przez parę newralgicznych godzin tej śmierci ksiądz Andrzej internetowo i esemesowo mu towarzyszył. Poza tym: grupy biblijne. Autorski pomysł księdza Andrzeja. Jedna dla górników na wcześniejszych emeryturach (przychodzili, kręcili się po parafii, więc zaczął im czytać) i druga dla pięciu bardzo ważnych śląskich biznesmenów. Lubią mieć poczucie, że szlifując się duchowo, uczą czegoś nowego, więc teraz ksiądz Andrzej przygotował dla nich wycieczkę szlakiem polskich zakonów. Ostatni autorski program w parafii Lędziny to pomysł ich księdza proboszcza. Zajęcia z seksu. Pary świeckie, katolickie, opowiadają innym parom, jaki to ważny aspekt życia i miłości. Czym się różnią potrzeby kobiece od męskich, jak przebiega ciąża; zupełnie jak na lekcjach przygotowania do życia w rodzinie. Udział wzięło prawie trzydzieści małżeństw górniczych, z czego część została na stałe przy parafii. Stało się, jak sobie obiecywali.
Inne spełnione nadzieje ks. Kołka to, jak czytamy fakt, że wreszcie jest trochę Kościoła w mediach - wolnych. - Ale to marzenie nie jest spełnione do końca. Po latach, mówi ksiądz Andrzej, okazało się, że czego nie ma w mediach, nie istnieje w ogóle. Więc przydałaby się jeszcze ewangelia w paśmie popołudniowym w popularnych stacjach prywatnych i mediach publicznych. Jest jeszcze jedno marzenie, wariant mini. Żeby był wreszcie cmentarz przy ich parafii w Lędzinach. Młodzi księża z coraz większą trudnością wciskają w grafiki kurtuazję odwiedzin w domach seniora dla księży, rodziny się nie garną do zajmowania się powinowatymi. Dzieci nie ma - wiadomo. Miło byłoby chociaż wiedzieć, gdzie się będzie leżeć. Ale to marzenie raczej się nie spełni. Koszt cmentarza: około 400 tyś. zł. Odwierty, badania, ogrodzenie. l to jest właśnie zasadniczy minus: pieniądze zyskały wartość może nawet nadmierną" - czytamy.
Polska: Lesbijka i lewicowi Zieloni wyratują Islandię z kryzysu
"Johanna Sigurdardottir jest pierwszym premierem rządu na świecie, który oficjalnie przyznaje się do innej niż większość orientacji seksualnej - objęła bowiem urząd szefa rządu w Islandii. "Nasz czas wreszcie nadszedł", oznajmiła polityk Sojuszu Socjaldemokratów, kiedy ogłoszono w poniedziałek wyniki wyborów. Właściwie do końca nie wiadomo, czy chodziło o spektakularne zwycięstwo lewicy, czy też gejów" - czytamy w dzienniku Polska.
Islandia była pierwszym rządem na świecie, który upadł z powodu światowego kryzysu gospodarczego. Nowy gabinet premier Sigurdardottir ma zostać utworzony w ciągu dwóch tygodni. Przedwczoraj szefowa lewicowej koalicji dwóch partii spotkała się z prezydentem Islandii, informując go, jak jej gabinet chce wyciągnąć wyspę z finansowych tarapatów spowodowanych kryzysem. Problemy małej Islandii są tak ogromne, że praktycznie kraj ten powinien ogłosić bankructwo - czytamy.
Premier Johanna Sigurdardottir ma dwóch dorosłych synów, ale nie ukrywa, że zdecydowanie od mężczyzn pociągają ja kobiety. 66-letnia nowa szefowa rządu mieszka ze swą stałą partnerką Joniną Leosdottir, pisarką i dziennikarką. Para jest związana cywilnym ślubem od siedmiu lat. "Islandia jest krajem bardzo otwartym obyczajowo. Ale samą Sigurdardottir jej koledzy partyjni uważają za osobę bardzo skrytą. Wielu do niedawna nawet nie zdawało sobie sprawy, że jest ona lesbijką. Teraz twierdzą, że im to nie przeszkadza, a orientacja seksualna nie ma nic wspólnego z kwalifikacjami i sprawnością działania szefowej rządu - czytamy. - Nawet jeśli w świecie wielkiej polityki światowej są homoseksualiści, to rzadko przyznają się do swych preferencji, bojąc się utraty wizerunku. (...) Gejem jest mer Paryża Bertrand Delanoe, który zamierza za trzy lata wystartować w wyborach prezydenckich we Francji. Lesbijka Penny Wong szefuje w Australii ministerstwu ochrony środowiska. Wiceministrem finansów w Wielkiej Brytanii jest od dwóch lat lesbijka Angela Eagle. Tak jak wcześniej wymienione osoby i ona otwarcie mówi o swojej orientacji seksualnej".
Rzeczpospolita - Ekonomia: [KRRiT rozszerzyła koncesję TV Puls]
Rzeczpospolita podaje, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji rozszerzyła koncesje czterem komercyjnym nadawcom (TVN, Polsat, TV4 i TV Puls), tak by mogły nadawać na pierwszym multipleksie naziemnej telewizji cyfrowej. Wnioskowała o to jeszcze Telewizja Odra, ale KRRiT jednogłośnie odmówiła jej zmiany koncesji. Na pierwszym multipleksie ma się znaleźć siedem kanałów: TVP 1, TVP 2 i TVP 3, TVN, Polsat, TV 4 i TV Puls. Polsat otrzymał też wczoraj od KRRiT koncesję na satelitarny kanał telewizyjny Polsat dla młodzieży.
Rzeczpospolita: Platforma gra KRRiT
Sprawozdanie z ubiegłorocznej pracy Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wpłynęło do Sejmu ostatniego dnia marca, a do dzisiaj nie otrzymało nawet numeru. Nie jest więc drukiem sejmowym, którym mogą się zająć posłowie – czytamy na łamach Rzeczpospolitej. Skąd ta zwłoka? Z informacji „Rz” wynika, że o odłożenie głosowania nad nim zabiega szef Klubu PO Zbigniew Chlebowski. Platforma jest bowiem w dość trudnej sytuacji. Krytycznie ocenia działania KRRiT oraz nadzorowanych przez nią mediów publicznych. Powinna więc, razem z PSL i Lewicą, odrzucić sprawozdanie i w Sejmie, i w Senacie. A gdyby przyjęcia sprawozdania odmówił również prezydent, rada zostałaby rozwiązana i konieczne byłoby wybieranie jej składu od nowa. Ale to nie jest w tej chwili PO na rękę, bo nie uzyskałaby w niej większości zdolnej do podejmowania decyzji. Jednak pomysł PO na odłożenie głosowania nie został skonsultowany ani z SLD, ani z PSL - czytamy. Platforma jednocześnie przyspieszyła więc prace nad nową ustawą medialną. – Wygląda na to, że Platforma postanowiła narzucić mordercze tempo prac, tak by projekt trafił na posiedzenie Komisji Kultury i Środków Przekazu na początku maja – skarży się Jan Dziedziczak z Pis – czytamy.
Gazeta Wyborcza Białystok: Film "U Pana Boga w ogródku" zgarnął nagrody w USA
Film Jacka Bromskiego "U Pana Boga w ogródku" - jak poinformował wczoraj Polski Instytut Sztuki Filmowej - dostał Nagrodę Specjalną Jury, grand prix w kategorii najlepszy film zagraniczny oraz nagrodę za najlepszą muzykę dla kompozytora Henry'ego Seroki.
"U Pana Boga w ogródku" jest drugą komedią Jacka Bromskiego zrealizowaną z cyklu "U Pana Boga..." (pierwsza to "U Pana Boga za piecem"), opowiadającego o sympatycznych mieszkańcach Królowego Mostu. W czerwcu kinową premierę będzie miała trzecia część "U Pana Boga za miedzą".
Obok bohaterów znanych już z dwóch poprzednich filmów, jak księdza (w tej roli Krzysztof Dzierma), wspomnianego komendanta policji granego przez Andrzeja Beya-Zaborskiego - pojawią się nowe postaci, wśród nich atrakcyjna Marina, która zapozna miejscową policję z tajnikami obsługi komputera. Zdaniem Andrzeja Beya-Zaborskiego trzecia część komediowej podlaskiej trylogii przyciągnie do kin tłumy.
Polska: Nieznany Wolter o Mahomecie
"W Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego (ul. Jazdów 1) odbędzie się dziś wyjątkowy spektakl połączony z wykładem - zapowiada Polska. - Po raz pierwszy i jedyny będzie czytane dzieło Woltera pt. „Fanatyzm albo Mahomet – Prorok”. Utwór napisany w 1736 r. we Francji został wystawiony tylko raz, nad bezpieczeństwem publiczności czuwała policja. Pięcioaktówka powstała w Oświeceniu i choć pozornie krytykuje islam oraz tytułowego proroka Mahometa, w rzeczywistości jest zawoalowaną krytyką wszelkiej religii, manipulacji i fanatyzmu. Z tego względu budziła żywe reakcje środowisk islamskich".
Reżyserem spektaklu jest Reda Paweł Haddad, muzyk, performer, kulturysta. Wystąpi m.in. Jakub Wieczorek, Po spektaklu odbędzie się wykład z dyskusją na temat wiary, manipulacji i fanatyzmu. Początek godz. 19.
Rzeczpospolita - Prawo: „Rodzina na swoim” także dla singli
Samotni oraz osoby będące w nieformalnych związkach będą mogły skorzystać z kredytów mieszkaniowych, do których dopłaca państwo. To najnowszy projekt autorstwa posłów Lewicy - podaje Rzeczpospolita.
– W tej chwili państwo pomaga w zaciągnięciu kredytu tylko rodzinom i samotnie wychowującym dzieci – mówi poseł Wiesław Szczepański, jeden ze współautorów projektu. – Na jego wsparcie nie mogą liczyć Polacy żyjący w niesformalizowanych związkach ani bezdzietni single. Jest to grupa niemała, bo licząca 5 mln osób. Chcemy to zmienić – dodaje. Posłowie proponują rozszerzyć o te dwie grupy listę osób, które mogłyby skorzystać z kredytów z dopłatą do oprocentowania. Pod warunkiem jednak, że kredyt wezmą na pierwsze swoje mieszkanie i nie mają następującego tytułu prawnego do lokalu (domu): prawa własności, współwłasności budynku mieszkalnego lub mieszkania, własnościowego prawa do lokalu albo domu jednorodzinnego. W ocenie Szczepańskiego tego typu kredyty są obecnie najbardziej atrakcyjną formą finansowania. I co najważniejsze – dostępną dla Polaków niezbyt bogatych. W celu obliczenia zdolności kredytowej można bowiem sumować dochody całej rodziny (rodziców, dziadków, rodzeństwa itd). Trzeba to więc wykorzystać, zwłaszcza że banki obecnie niechętnie udzielają mieszkaniowych kredytów komercyjnych.
Rzeczpospolita przypomina, że udzielanie kredytów z dopłatą reguluje ustawa o finansowym wsparciu rodzin. Kredyt może być wydany m.in. na zakup mieszkania na własność. Musi być złotowy. Zaciąga się go w banku komercyjnym, który podpisał umowę z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Pomoc państwa polega na pokrywaniu połowy odsetek z pierwszych ośmiu lat kredytu. Ogólna powierzchnia mieszkania nie może przekraczać 75 mkw., a domu – 140 mkw. Dopłata przysługuje do 50 mkw. mieszkania i 70 mkw. domu. Ustawa wymaga, żeby cena mkw. kupowanego mieszkania (domu) nie przekraczała określonej kwoty. Adresy banków oraz dozwolone ceny mieszkań można znaleźć na stronie www.bgk.pl.
Gazeta Wyborcza Toruń: Toruń: Robił z dzieci prostytutki za zupę?
Prostytuowanie dziewczynek poniżej poniżej 15 roku życia - przed takim zarzutem broni się od wczoraj w toruńskim sądzie 59-letni Ryszard N. z Chełmży. Grozi mu do 12 lat więzienia.
Prokuratura dowodzi, że mężczyzna wykorzystał seksualnie 6 dziewczynek. Co ciekawe, miał to zrobić za ich... zgodą - niektórym płacił, pozostałe omamił słodyczami lub talerzem zupy. Według ustaleń śledczych, Ryszard N. zwabiał do siebie zaniedbane dzieci z rodzin patologicznych, bądź takich, w których się nimi nie interesowano. Wśród dziewczynek szybko rozeszła się wiadomość, że u niego w mieszkaniu jest miło i przytulnie, można pograć na komputerze i się najeść. Przychodziły więc do niego same, a N. miał na tym żerować - ponoć wyświetlał im filmy pornograficzne, a potem kazał się rozbierać, pieścił intymne miejsca lub zmuszał do seksu oralnego. Czasami płacił za to od kilku do 25 zł. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, niektórzy rodzice mogli zdawać sobie sprawę w jaki sposób zarabiają pieniądze ich dzieci.
Ryszard N. został ujęty w listopadzie ub.r. i od tamtej pory siedzi w areszcie. Nie przyznaje się do winy. Ze względu na dobro dziewczynek, jego proces został utajniony. Kolejna rozprawa w maju.
W SKRÓCIE
• – Chciałbym się ożenić z włoską katoliczką – powiedział Ali Agca w wywiadzie dla włoskiego tygodnika „Diva e Donna” - podaje Rzeczpospolita. Turek 13 maja 1981 roku dokonał zamachu na Jana Pawła II.
• 28-letnia kobieta zostawiła swoją 2-letnią córkę Alę w zamkniętym samochodzie i poszła na zakupy. Samochód stał na słońcu i szybko się nagrzał. Dziecko zaczęło płakać i miotać się. Przechodnie zaalarmowali policję, która wybijając szybę, wyciągnęła spoconą dziewczynkę. Dziecko trafiło do szpitala - podaje Dziennik na stronach warszawskich.
• Sąd aresztował we wtorek rodziców 2-letniego Kacpra, który trafił na oddział intensywnej terapii odurzony amfetaminą i ekstazy. W minioną sobotę około godz. 18 policjanci z II KP w Częstochowie zostali powiadomieni przez personel szpitala na Parkitce o hospitalizacji 2-letniego chłopca. Ze zgłoszenia wynikało, że pod opiekę medyków trafiło dziecko z objawami ciężkiego zatrucia narkotykami.
• 1 i 2 maja, w ramach majowego świętowania w Krakowie, będzie okazja nieodpłatnie wspiąć się na wieżę mariacką. Tak rozpoczyna się nowy sezon zwiedzania wieży. Gdy pokona się 239 stromych stopni, można na szczycie, na 54. metrze nad poziomem Rynku Głównego, podejrzeć pracę hejnalistów oraz zobaczyć miasto z góry. Od maja do końca września wieża będzie dostępna dla zwiedzających, już odpłatnie, we wtorki, czwartki i soboty.
• Nie troszczymy się wystarczająco o kobiety w ciąży. Nie ustępujemy im miejsca w autobusach i tramwajach. Nie lubimy przepuszczać ich w kolejce do kasy. Dlatego właśnie ruszyła kampania „Odmienny stan – odmienne traktowanie”. Wraz z nią startuje ranking miejsc przyjaznych przyszłej mamie. Jego wyniki poznamy podkoniec roku. Polskapresse, wydawca dziennika „Polska theTimes” patronuje tej akcji.
• Wczoraj odbyła się kolejna rozprawa w precedensowym procesie o naruszenie dóbr osobistych i krzywdy spowodowane tym, że Anna Sz. wyzywała publicznie gejowską parę i rozpowiadała w całym Wolinie, że "pedał sprowadził sobie pedała". Powód i pozwana mieszkają naprzeciwko. Ich rodziny są skłócone od lat. Pełnomocnik Ryszarda G. Agnieszka Stach w pismach procesowych wykazuje, że homoseksualna orientacja jej klienta dawała sąsiadce okazję do kolejnych ataków. Trzej przesłuchani wczoraj świadkowie potwierdzili, że Sz. wielokrotnie wyzywała G. - opisuje szczecińska Gazeta Wyborcza.
• Z wypowiedzi czytelników Trybuny opublikowanych na jej łamach: "Przetacza się przez Polskę z wielkim państwowym zadęciem kolejny ściśle wewnętrzny temat Kościoła katolickiego. Zaangażowane jest w to bez reszty państwo poprzez publiczną telewizję. Chodzi o bezglutenowe opłatki. Ważniejsze to dla katoprawicy niż powszechna bieda i bezrobocie. Czy chodzi o to, by odwrócić uwagę społeczeństwa od najistotniejszych spraw?".
• W Indiach ruszyły całomiesięczne wybory parlamentarne. Do polityki wchodzi kolejne pokolenie rodu Gandhich. Najmłodszy zaczął kampanię od pobytu w więzieniu - czytamy na łamach Polityki.
• 67-letni austriacki pisarz Gerd Honsik napisał, że komory gazowe nie istniały. Teraz skazał go za to sąd. –Pięć lat więzienia to i tak łagodny wyrok. Za recydywę Honsikowi groziło 20 lat – tak prokurator komentował wydany w poniedziałek wieczorem wyrok - pisze Gazeta Wyborcza.
ter/hel
